Tak wysokiej inflacji nie było w Polsce od wiosny 2001 roku.

To już czwarty miesiąc z rzędu, gdy inflacja okazała się sporo wyższa niż oczekiwali ekonomiści. W ankiecie "Rzeczpospolitej" przeciętnie szacowali, że w październiku wskaźnik cen konsumpcyjnych (CPI), główna miara inflacji w Polsce, wzrósł o 6,5 proc. rok do roku. Tylko jeden z 23 zespołów analitycznych uczestniczących w comiesięcznej ankiecie spodziewał się, że inflacja przyspieszyła bardziej niż wynika z wstępnych danych GUS, do 7,1 proc.

Tak wysokiej inflacji jak w październiku poprzednio doświadczaliśmy nad Wisłą ponad 20 lat wcześniej. Do rekordowych należy również przyspieszenie inflacji. W październiku była ona o 0,9 pkt proc. wyższa niż we wrześniu. Do takiej lub większej zmiany w ostatnich dekadach doszło tylko siedem razy (najbardziej, o 1,2 pkt proc., inflacja przyspieszyła w maju 2004 r.). Nie można przy tym wykluczyć, że ostateczne dane GUS pokażą nawet większą zwyżkę CPI w październiku niż tzw. szybki szacunek. Dwa poprzednie szacunki inflacji – z sierpnia i września – urząd zrewidował bowiem w górę (o 0,1 pkt proc.).

Dane GUS są jednoznaczne: inflację napędzają obecnie przede wszystkim zjawiska o charakterze globalnym, przede wszystkim zaś wzrost cen surowców energetycznych i rolnych oraz uprawnień do emisji Co2, ale też zaburzenia w handlu międzynarodowym.

Paliwa do prywatnych środków transportu podrożały w październiku o 33,9 proc. rok do roku, najbardziej od co najmniej dekady, po 28,6 proc. we wrześniu. Ceny nośników energii (prąd, gaz, opał) wzrosły o 10,2 proc. rok do roku, po 7,3 proc. miesiąc wcześniej. To również wieloletni rekord. Z kolei żywność i napoje bezalkoholowe podrożały o 4,9 proc. rok do roku, po 4,5 proc. we wrześniu.

Na tej podstawie ekonomiści szacują, że tzw. inflacja bazowa, nie obejmująca cen energii i żywności, przyspieszyła z 4,2 do około 4,4-4,5 proc. rocznie. Na inflację bazową również wpływ ma wiele czynników, które nie mają związku z koniunkturą w polskiej gospodarce, a pośrednio podbijają ją również rosnące koszty energii. Ekonomiści są jednak zgodni, że jej ostatnie zwyżki są świadectwem tego, że presja inflacyjna w Polsce w coraz większym stopniu ma też źródła popytowe. Przyczynia się do niej również dobra koniunktura na rynku pracy, której skutkiem jest szybki wzrost płac. Coraz większą rolę zdają się również odgrywać rosnące oczekiwania inflacyjne przedsiębiorstw i gospodarstw domowych.

- Firmy wskazują, że coraz mniejszą barierą dla nich jest popyt, czy to krajowy, czy zagraniczny. To pomaga przenosić rosnące koszty na konsumenta. Ceny usług mogą dodatkowo podbijać rosnące koszty pracy. W Polsce od około 4 miesięcy miesięczne tempo wzrostu wynagrodzeń jest wyższe niż wskazywałaby typowa sezonowość. Naszym zdaniem w 2022 roku istotną siłą napędową inflacji będzie właśnie presja płacowa i popytowa – napisali w komentarzu Dawid Pachucki i Rafał Benecki, ekonomiści z ING Banku Śląskiego.

Po piątkowych danych nawet ci ekonomiści, którzy dotąd sądzili, że na najbliższym posiedzeniu, zaplanowanym na środę, Rada Polityki Pieniężnej pozostawi stopy procentowe bez zmian, zmienili zdanie. Obecnie niepewność dotyczy raczej tego, czy po październikowej podwyżce stopy referencyjnej NBP z 0,1 do 0,5 proc., w listopadzie wzrośnie ona do 0,75 proc. czy od razu do 1 proc. Podwyżki do 1 proc. spodziewają się m.in. ekonomiści z PKO BP i BNP Paribas Bank Polska.