Alex Lee, demokratyczny kongresmen zasiadający w Zgromadzeniu Stanowym Kalifornii, przedstawił projekt ustawy o podatku majątkowym, który ma zostać nałożony na najbogatszych mieszkańców stanu. Przewiduje on, że osoby posiadające co najmniej 1 mld dolarów majątku zostaną od 2024 r. opodatkowane stawką wynoszącą 1,5 proc. W 2026 r. podatek ma również objąć tych, którzy posiadają majątek wynoszący co najmniej 50 mln dol. Ich będzie obowiązywała stawka wynosząca 1 proc. Podatek będzie naliczany od wielu klas aktywów, nie tylko gotówki, portfeli akcji, nieruchomości czy ziemi uprawnej ale również od zbiorów sztuki.

Tym, co wyróżnia projekt nowego podatku jest mechanizm mający zapobiegać ucieczce przed nim. Osoby, które nie będą dysponować wystarczającą ilością płynnych aktywów, by uregulować podatek w ciągu danego roku, będą musiały składać specjalną deklarację i zapłacić daninę w późniejszym terminie. Będą zobowiązane do tego, nawet jeśli wyprowadzą się z Kalifornii i nie będą przebywały na terenie tego stanu przez wiele lat.

Czytaj więcej

Unijny podatek od nadzwyczajnych zysków nie zadziałał. Znikomy efekt

„Miliarderzy nie płacą tego, co są winni, a jednocześnie korzystają z inwestycji publicznych, by budować swoje imperia. Nasz skromny jednoprocentowy podatek od majątków wartych ponad 50 mln dol. pomoże wygenerować 22 mld dol. rocznie, czyli tyle samo, ile wynosi deficyt budżetowy naszego stanu” - zatweetował Lee. Według jego wyliczeń, podatkiem zostanie dotkniętych 160 miliarderów i 23 tys. multimilionerów.

Nie jest jednak pewne, czy Zgromadzenie Stanowe przyjmie ustawę o nowym podatku. Co prawda jest ono kontrolowane przez demokratów, a Kalifornia wyróżnia się pod względem wysokości podatków, ale w 2020 r. odrzucono tam nieco łagodniejszy projekt podatku majątkowego.

Więcej w jutrzejszym wydaniu „Rzeczpospolitej”