Wniosek o szybkie rozpatrzenie pozwu złożył w imieniu Rosji londyński trust The Law Debenture Corporation. Adwokaci piszą m.in.: „W odpowiedzi na rosyjski pozew Ukraina przedstawiła szereg politycznych argumentów, nieodnoszących się do jasnych wymogów, że długi trzeba spłacać, a do tego nieodpowiadających rzeczywistości".

Dlatego Rosjanie oczekują, że sprawa wejdzie na wokandę do końca tego roku, a sąd nie uwzględni politycznych argumentów drugiej strony. Jeżeli tak się stanie, to „nie trzeba będzie przeprowadzać całej procedury procesowej i ostateczny wyrok może zapaść na początku 2017 r.".

Tymczasem eksperci ukraińscy od prawa międzynarodowego i rynku długów pytani przez agencję Unian ocenili, że proces będzie skomplikowany i potrwa kilka lat. Sprawa nie wpłynie negatywnie na sytuację Ukrainy, a ewentualna wygrana Rosji nie będzie oznaczać konieczności natychmiastowego zwrotu pieniędzy. Nie będzie też kłopotów z uzyskaniem kolejnej pomocy w MFW i innych zachodnich organizacjach.

W złożonym w lutym pozwie Rosjanie domagają się wykupu euroobligacji, pod które w grudniu 2013 r. Kreml wyłożył 3 mld dol. pomocy dla ekipy rządowej ówczesnego prezydenta Wiktora Janukowycza. Ten wraz ze swoim dworem (w tym z premierem Nikołą Azarowem) uciekł z kraju w lutym 2014 r. Prawdopodobnie przebywa w Rosji.

Termin wykupu obligacji minął 20 grudnia 2015 r. Wcześniej Rosja nie zgodziła się na restrukturyzację zadłużenia, na które zgodę wyrazili wszyscy pozostali zagraniczni wierzyciele Ukrainy. Moskwa odmówiła nawet udziału w rozmowach.

Kijów zapowiada, że zamierza udowodnić w sądzie, iż rosyjskie pieniądze to tak naprawdę nie pomoc, ale łapówka „tak w formie, jak i w treści".

Ukraina nieraz podkreślała, że pieniądze nie trafiły do kasy państwa, ale zostały zagarnięte przez ekipę zbiegłego prezydenta. Rosja natomiast ogłosiła, że pozew nie oznacza, iż niemożliwe jest zawarcie ugody pozasądowej.