W Polsce działa dziś ok. 350 firm farmaceutycznych, spośród których pierwszych 50 kontroluje 86,3 proc. obrotu lekami. Krajowy rynek, należący w większości do producentów leków generycznych (tańszych odpowiedników oryginalnych preparatów), już dziś jest bardzo nasycony. Od 2005 r. liczba leków odtwórczych wprowadzanych do sprzedaży stale rośnie. Większość lukratywnych cząsteczek doczekała się już kilku lub kilkunastu produktów odtwórczych. Tymczasem na listy refundacyjne przez ostatnich kilka lat nie trafiały nowe, oryginalne preparaty.
– Już wkrótce na rynku nie będzie segmentów na tyle pojemnych, żeby pomieścić wysyp tańszych odpowiedników i zapewnić przedsiębiorcom zysk – mówi „Rz” Grzegorz Michniewski, wiceprezes ds. handlowych Polpharmy. – To oznacza coraz silniejszą walkę promocyjną między firmami generycznymi, która będzie mieć negatywny wpływ na ich zyski. Niektóre z firm mogą nie przetrzymać tej sytuacji. Wniosek jest jeden: jeśli polscy producenci leków chcą przetrwać, muszą poszukiwać ekspansji.
Naturalnym jej kierunkiem, skoro jesteśmy członkiem Unii Europejskiej, mogłaby wydawać się Europa Zachodnia. Jednak bariery wejścia na ten rynek są zbyt wysokie dla wielu krajowych producentów. – Większość naszych leków jest zarejestrowana według starych zasad, a żeby zaistnieć, potrzeba sporych nakładów lub silnych zagranicznych partnerów. Batalia między producentami zaczyna też rozgrywać się na poziomie kosztów produkcji. Jednak na skutek umocnienia złotego polskie firmy nie są już tak konkurencyjne – mówi Grzegorz Michniewski z Polpharmy.
Marek Gnyś, prezes Polskiej Izby Przemysłu Farmaceutycznego i Wyrobów Medycznych Polfarmed, dodaje też, że w krajach starej Unii leki nie są towarem takim jak każdy inny, ale podlegają dodatkowym regulacjom. – Polskie firmy, które chciałyby odnieść tam sukces, muszą mieć doskonały aparat handlowy i środki na intensywną promocję. Nie bez znaczenia jest też fakt, że nasze preparaty nie mają na Zachodzie ugruntowanej marki – dodaje Marek Gnyś.
W opinii większości ekspertów naturalnym kierunkiem rozwoju naszego przemysłu farmaceutycznego powinien być Wschód: zarówno kraje byłego Związku Radzieckiego, jaki i Wietnam czy Chiny. Marek Gnyś: – Restrykcje dotyczące rejestracji są mniejsze, a nasze leki kojarzone jako produkty z wyższej półki w stosunku do tamtejszych generyków. To kwestia mentalności: kiedyś Polacy też woleli kupować droższą oryginalną bayerowską aspirynę niż jej równie skuteczny krajowy odpowiednik, bo kojarzyła się im z Zachodem, a więc czymś lepszym.