Reklama

Kryzys finansowy zmniejsza popyt na ropę

Chociaż zwalniająca gospodarka będzie potrzebowała mniej ropy, nie ma co liczyć na niższe ceny

Aktualizacja: 12.04.2008 03:44 Publikacja: 12.04.2008 03:39

Rafineria PKN Orlen w Płocku

Rafineria PKN Orlen w Płocku

Foto: Fotorzepa, Marian Zubrzycki

Międzynarodowa Agencja Energetyczna obniżyła o 400 tys. baryłek prognozę dziennego zużycia ropy naftowej na świecie w tym roku. Mniejszy popyt to efekt kryzysu finansowego, jak i sterowania przez organizację eksporterów OPEC podażą surowca. OPEC konsekwentnie odmawia zwiększenia produkcji. Jeśli sporadycznie pompuje więcej ropy, to tylko wówczas gdy ceny sięgają rekordów.

W tym roku świat będzie potrzebował 87,2 mln baryłek dziennie, o 416 tysięcy mniej, niż Agencja przewidywała miesiąc temu. Największe cięcia w prognozach dotyczą popytu w krajach rozwiniętych – o 320 tys. baryłek dziennie mniej, czyli 48,9 mln baryłek. To już druga w tym roku obniżka przewidywań dla państw OECD (w tym Polski) – miesiąc temu oceniano, że popyt będzie o 200 tys. baryłek mniejszy. Co ciekawe, ostatnia prognoza MAE jest już bardzo zbliżona do danych podawanych przez OPEC.

200 dolarów - taką cenę osiągnie w tym roku baryłka ropy naftowej według analityków Goldman Sachs

Mimo to popyt na ropę nadal jest bardzo duży. Nie wpływa na niego coraz większe wykorzystanie alternatywnych źródeł energii. Mimo zastosowania elektryczności i biopaliw w transporcie miejskim i pierwszych prób wykorzystania ich w transporcie lotniczym, pozostają one raczej nowinką technologiczną niż konkurencją dla ropy naftowej i gazu.

Zmniejszenie popytu natomiast jest wynikiem bardzo wysokich cen paliw silnikowych produkowanych z ropy naftowej. – Konsumenci wyraźnie odczuli, jak wysokie są ceny – tłumaczy Laurence Eagles, dyrektor Działu Ropy w MAE.

Reklama
Reklama

Agencja rozwiewa jednak nadzieje, że mniejszy popyt spowoduje spadek cen. Nie wycofał się również ze swojej przerażającej prognozy Goldman Sachs, który uważa, że 112 dolarów za baryłkę Brenta, jakie odnotowaliśmy w tym tygodniu, to jeszcze nic, bo ceny mogą wzrosnąć do 200 dol. Goldman Sachs niewiele się pomylił w swojej zeszłorocznej prognozie, kiedy zapowiadał, że ceny ropy wzrosną do 100 dol. za baryłkę. Ceny sięgnęły tego poziomu zaledwie kilka dni po Nowym Roku.

Popyt spadłby znacznie bardziej, gdyby gospodarki azjatyckie, a zwłaszcza indyjska i chińska, nie były w tak dobrej kondycji. W przeciwieństwie do państw OECD wpływ kryzysu finansowego na tempo ich rozwoju jest wciąż niewielki. Chińczycy już teraz starają się racjonować energię, tak aby nie zabrakło jej podczas olimpiady.

Poza tym, jak zawsze wysokie ceny ropy wspiera ryzyko przerwania dostaw. Nie są one pewne w przypadku Nigerii, gdzie nadal trwają ataki na instalacje naftowe. Do sabotażu dochodzi w Iraku i Gabonie. Ropa w dalszym ciągu pozostaje interesująca dla funduszy inwestycyjnych i jest dobrą lokatą, tak samo cenną jak złoto i inne metale szlachetne.

Agencja, obniżając po raz kolejny swoje prognozy popytu, traci na wiarygodności. Proces przeszacowania popytu, a potem wielokrotnego obniżania prognoz trwa już od kilku lat. Informacje MAE o możliwości dużego spadku popytu nie są w stanie obniżyć znacząco cen surowca. Trudno ochłodzić dzisiejszych rozgorączkowanych inwestorów na giełdach towarowych.

Są to bowiem inwestorzy finansowi, dla których ważniejsze od popytu jest to, że kontrakty terminowe na giełdach surowcowych wciąż zapewniają odzyskanie strat z inwestycji w akcje i waluty.

Biznes
Do Rosji wraca czarna Wołga. Będzie „made in China”
Materiał Promocyjny
Jak osiągnąć sukces w sprzedaży online?
Biznes
Rada Pracodawców RP powiększona o nowych przedstawicieli biznesu
Biznes
Lotnisko Chopina czekają zmiany? Wiele zależy od decyzji rządu
Biznes
Jest decyzja prezydenta Nawrockiego w sprawie Lex Huawei
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama