Tyle że OPEC nie chce być obwiniany o utrudnianie odbudowy gospodarki światowej po kryzysie. To dlatego ropa kosztowała wczoraj niewiele ponad 105 dol. za baryłkę, a nie o kilka dolarów więcej.

Wszystko wskazuje, że OPEC, który spotyka się w najbliższy wtorek wieczorem (bo trwa ramadan i arabscy ministrowie mogą obradować po zmierzchu), zdecyduje się zostawić obowiązujące dotychczasowe limity wydobycia. Na razie tylko Iran, tradycyjny jastrząb w OPEC, utrzymuje, że już dziś trzeba powstrzymać spadek cen. Jednocześnie zaznacza, że możliwa do zaakceptowania dolna granica to 100 dol. za baryłkę. Iran w swoim wojowniczym nastroju jest odosobniony, więc należy oczekiwać, że decyzja o niższych limitach nie zostanie podjęta.

Wielką niewiadomą jest też pogoda, bo sezon huraganów na Karaibach dopiero się zaczyna. Po Gustawie, który nagle złagodniał, groźna okazała się Hanna, ale nie wiadomo, czy kolejny – Ike – nie okaże się tragiczny w skutkach. Nafciarze z Zatoki Meksykańskiej znów będą woleli wstrzymać produkcję, bo mimo zmniejszenia dochodów potencjalne straty będą mniejsze. To może na kilka dni spowodować zwyżkę cen, bo podaż będzie mniejsza o ok. 1,6 mln baryłek dziennie.

Już nie tylko dla rynku ropy, ale i dla pozostałych surowców ważny jest przyszły kurs dolara. Surowce tanieją, również z tego powodu, że dolar się umacniał. Ale z USA nadal dochodzą nie najlepsze informacje, więc kurs waluty amerykańskiej w przyszłości będzie się osłabiał. Na tym zyska zwłaszcza złoto.

Na rynku metali przemysłowych można oczekiwać spadku cen, które w przypadku miedzi i aluminium są już najniższe od początku roku. Chińczycy informują o zwiększonej produkcji aluminium i mniejszym popycie na miedź. Mniej potrzeba stali, bo budownictwo jest jedną z tych dziedzin, które w obecnym kryzysie ucierpiały najbardziej. Informacje o mniejszym popycie nadchodzą także z USA.