Wiele firm, zwłaszcza zajmujących się eksportem, ale także osób prywatnych poniosło spore straty wskutek tzw. opcji walutowych, czyli ustalenia z bankiem kursu walut z wielomiesięcznym wyprzedzeniem. Gdy kryzys na rynkach finansowych zachwiał kursami walut, odwracając trend umacniania się złotówki, rozważają, czy bezwarunkowo muszą się pogodzić ze stratami.
[srodtytul]Nie ma jednej odpowiedzi[/srodtytul]
Na takie pytanie nie ma jednej odpowiedzi odnoszącej się do wszystkich sytuacji. Każdą trzeba analizować oddzielnie, z uwzględnieniem wszystkich specyficznych dla niej aspektów. Wynika to z tego, że różne banki podpisywały różne umowy, stosowały różne praktyki.
W zależności od treści konkretnych umów można zastosować różne strategie. Dlatego nie ma jednego schematu dochodzenia takich roszczeń. Bez znajomości szczegółów danej sprawy nie można więc ocenić, czy klient banku powinien się poddać, czy wręcz przeciwnie – dochodzić roszczeń odszkodowawczych od banku.
Wiadomo już, że niektóre banki zajmowały się doradztwem finansowym, do czego nie są uprawnione, i sugerowały klientom opcje walutowe jako korzystny dla nich instrument finansowy. Inne nie informowały ich o ryzyku walutowym związanym z tym instrumentem. Jeszcze inne zapewniały wręcz, że na tego typu transakcjach nie można stracić, bo nic nie zahamuje trendu wzmacniania się złotego. Koncepcja działania pod wpływem błędu, a nawet podstępu, w wielu wypadkach powinna się okazać przydatna w prowadzeniu sprawy przeciwko bankowi i doprowadzić do pomyślnego rezultatu. Jednak bez przeanalizowania, jak doszło do podpisania umowy, co zostało w niej zapisane, jak wyglądały ewentualne rozmowy czy negocjacje przed jej zawarciem, trudno przesądzić, czy możemy mówić o błędzie lub podstępie czy też nie. Z pewnością jednak klientowi banku, który nie jest przedsiębiorcą, będzie łatwiej wybronić się przed konsekwencjami opcji walutowych, wskazując, że nie zdawał sobie sprawy z konsekwencji zawarcia umowy i że bank poskąpił mu informacji na ten temat.