Według analityków może być to sygnał, że w przyszłości mogłyby ulec zmniejszeniu dostawy do Europy innymi drogami transportu surowca – przez Ukrainę, ale też Białoruś i Polskę.
Szef GazpromExportu Aleksandr Miedwiediew zapewnia, że jego firma uzgodniła z zagranicznymi firmami gazowymi sprzedaż całego paliwa, które będzie transportowane rurociągiem przez Bałtyk. Budowa Nord Streamu – z Vyborga w Zatoce Fińskiej do Griesfald na niemieckim wybrzeżu, która oficjalnie rozpoczęła się w ubiegły piątek, potrwa do 2012 r. Na ten czas zaplanowano pierwsze dostawy z pierwszej oddanej do użytku nitki rurociągu, czyli do 27,5 mld m sześc. rocznie; druga ma powstać dwa lata później. Szef Gazprom
Exportu nie wyjaśnił, czy chodzi tylko o zamówienia z pierwszej nitki czy z obu. Ale nawet gdyby dotyczyły tylko 27,5 mld m sześc. rocznie, to mało prawdopodobne, by w tak krótkim czasie – ponad dwóch lat – zapotrzebowanie na błękitne paliwo u głównych klientów rosyjskiego koncernu – w Niemczech i Francji – wzrosło tak znacząco.
Minimalne są też szanse na zwiększenie popytu w kolejnych latach – do 2014 r. tak, żeby w Europie Zachodniej zużycie wzrosło o 55 mld m sześc. A tyle gazu w sumie mają transportować obie nitki Nord Streamu. Zapowiedź wiceprezesa Miedwiediewa miała być może tylko pozbawić projekt krytyków, którzy wskazują na gigantyczne jego koszty i brak opłacalności przesyłu surowca drogą morską. Gazociąg przez Bałtyk ma kosztować 7,4 mld euro, a jak niedawno mówił jeden z szefów konsorcjum Nord Streamu skupiającego inwestorów, w drugim półroczu trzeba jeszcze zorganizować 2,5 mld euro kredytów.
Jednak wypowiedź Aleksandra Miedwiediewa może być sygnałem, że skoro Nord Stream ma być w pełni wykorzystywany, to po prostu Gazprom zamierza ograniczyć eksport swojego surowca do Europy innymi, tradycyjnymi drogami. W opinii ekspertów taki scenariusz – zmniejszenia tranzytu na początek przez Ukrainę – jest bardzo realny. – Najpewniej tranzyt przez ten kraj od razu nie będzie o 27 mld m sześc. rocznie mniejszy, ale na przykład o 5 – 7 mld m – mówi „Rz” jeden z ekspertów. – Po kryzysie i gwałtownym spadku popytu w ubiegłym roku w kolejnych na pewno nieznacznie uda się go odbudować w Europie. W początkowej fazie działania Nord Stream spowoduje, że przez Ukrainę do Europy może popłynąć o kilka miliardów metrów rosyjskiego gazu mniej, niż to było w ubiegłych latach.