Trzy linie lotnicze – Lufthansa, Singapore Airlines i australijski Qantas, które wybrały pechowe silniki Rolls-Royce Trent 900 – wstrzymały loty największych maszyn świata – mieszczących do 800 osób airbusów A380. Tymczasem każdy dzień postoju superjumbo to nawet 200 tys. dolarów straty dla linii – informuje Qantas. Lufthansa mówi o ponad 100 tys. dolarów. Około 4 tys. pasażerów tych linii czeka na transport w różnych częściach świata.
Loty A380 zostały wstrzymane po czwartkowym wybuchu jednego z czterech silników w A380 australijskiej linii Qantas. Maszyna, która leciała z Singapuru do Australii, musiała zawrócić. Na pokładzie było ponad 400 pasażerów i 29 członków załogi.
Australijczycy zdecydowali się na uziemienie wszystkich swoich sześciu superjumbo. Lufthansa, która dzisiaj ma trzy A380, odwołała dotąd jeden lot – do Johannesburga, zaraz po tym, jak Rolls-Royce przekazał wskazówki dotyczące niezbędnego przeglądu wszystkich silników. Dwie pozostałe maszyny akurat leciały z Tokio i Pekinu i nie było możliwości ich zawrócenia. – Doleciały już szczęśliwie do Frankfurtu, gdzie zostaną poddane drobiazgowym przeglądom – powiedział "Rz" Aage Duenhaupt, rzecznik niemieckiej linii. Lufthansa musiała przesadzić do innych samolotów prawie 1,5 tys. pasażerów, a części z nich zafundować noclegi. – Nie wiadomo, kto pokryje straty z tego tytułu. Ale dla nas priorytetem jest bezpieczeństwo pasażerów i załóg – dodał Duenhaupt. Każdy A380 jest sprawdzany przez 30 mechaników jednocześnie.
Singapore Airlines przy pomocy ekspertów Rolls-Royce'a, który ma w Singapurze jedno ze swoich centrów testów, dokonały przeglądów w ciągu 24 godzin, ale i tak linia zmuszona została do odwołania trzech lotów. Inne, które odebrały już superjumbo (w sumie to 37 maszyn), nie mają takich problemów, bo wybrały silniki innych producentów.
Rolls-Royce miał już wcześniej kłopoty z silnikami z serii Trent. Zwracała na to uwagę Europejska Agencja Bezpieczeństwa Lotniczego (EASA), która stwierdziła, że elementy Trent 900 zużywają się zbyt szybko.