– W postępowaniu arbitrażowym prowadzonym przeciwko Gazpromowi czekamy na odpowiedź na nasz pozew. Powinniśmy ją uzyskać w pierwszej dekadzie maja. Wówczas poznamy argumenty strony rosyjskiej – powiedziała „Rz" Grażyna Piotrowska-Oliwa, prezes Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa, odnosząc się do pozwu dotyczącego zmian warunków cenowych w kontrakcie na dostawę gazu zawartym we wrześniu 1996 r.

PGNiG skierowało 7 listopada wniosek do Gazpromu o wszczęcie postępowania arbitrażowego przed Trybunałem Arbitrażowym z siedzibą w Sztokholmie. Zgodnie z zapisami kontraktu między obiema stronami odpowiedź powinna otrzymać najpóźniej w ciągu sześciu miesięcy, a więc do 7 maja.

Czy i kiedy Rosjanie odpowiedzą, na razie nie wiadomo. Niezależnie od tego PGNiG już 20 lutego złożyło przeciwko Gazpromowi pozew przed trybunałem arbitrażowym.

Strona polska uważa, że obowiązująca formuła cenowa nie odpowiada zmianom, jakie zaszły na europejskim rynku gazu. Ponadto zdaniem PGNiG cena płacona zgodnie z kontraktem znacząco przewyższa poziom stawek rynkowych i w związku z tym powinna być do nich dostosowana.

Gdyby faktycznie doszło do postępowania przed arbitrażem, pozwoliłoby ono określić na nowo sposób ustalania ceny.

Polska w 2011 r. sprowadziła z Rosji 9,3 mld m sześc. surowca. Ze względu na tajemnicę handlową nie wiadomo, ile PGNiG płaci za ten gaz. Według analityków to ponad 500 dol. za 1 tys. m sześc. W transakcjach natychmiastowych na rynkach europejskich gaz jest o ponad 20 proc. tańszy.

Zdaniem specjalistów, biorąc pod uwagę koszty przesyłu i inne czynniki cenotwórcze, można szacować, że importowany gaz powinien być tańszy o blisko 10 proc., co w skali roku dałoby nam co najmniej 0,5 mld dol. oszczędności.

Postępowania przeciwko Gazpromowi prowadzą już w podobnej sprawie niemieckie RWE i E. ON oraz austriacki Erdgas Import Salzburg.