– Jesteśmy bardzo zadowoleni z decyzji akcjonariuszy. Dzięki emisji spółka ma szansę otworzyć postępowanie układowe – mówi Witold Jesionowski, prezes Bomi. Papiery będą mogli obejmować też obecni akcjonariusze. Nie jest jednak wykluczone, że w spółce pojawi się inwestor. – Trwają rozmowy w tej sprawie – mówi Jesionowski, nie ujawniając szczegółów.

Bomi już od kilku lat boryka się z głębokimi problemami. W sierpniu ubiegłego roku sąd ogłosił upadłość układową spółki. Teraz kluczowe jest, czy uda jej się zawrzeć porozumienie z wierzycielami. Jeśli rozmowy zakończą się fiaskiem, czeka ją likwidacja.

Losy wczorajszej uchwały o emisji akcji stały pod dużym znakiem zapytania. Nie dlatego, że nie było na nią zgody akcjonariuszy. Problematyczna była kwestia frekwencji na walnym. Zgodnie z kodeksem spółek handlowych podjęcie tej uchwały wymagało obecności akcjonariuszy reprezentujących co najmniej jedną trzecią kapitału. Z listy akcjonariuszy opublikowanej przed NWZA wynikało, że zarejestrowali się akcjonariusze reprezentujący ponad 20 mln akcji, czyli ok. 32 proc. kapitału. Jak się dowiedzieliśmy, w ostatniej chwili spółce udało się skompletować brakujące akcje i próg niezbędny do przegłosowania emisji został minimalnie przekroczony.

809 mln zł straty miała grupa Bomi na koniec września 2012 r. Strata była wyższa niż przychody

W ostatnich miesiącach Bomi zamknęło sporą część najmniej efektywnych placówek. Teraz jest ich ponad 20. Większość już działa w formule franczyzowej. Docelowo wszystkie mają przejść na franczyzę. Zarząd podkreśla, że taki model biznesu się sprawdza i daje szansę na osiągnięcie rentowności przez Bomi.

Wyniki Bomi za cały 2012 r. nie są jeszcze znane. Na koniec III kwartału grupa miała aż 0,8 mld zł straty netto, co w dużej mierze spowodowane było koniecznością zawiązania potężnych rezerw. Skonsolidowane przychody wynosiły niespełna 626 mln zł.