– Część sklepów chce pracować w niedziele, niektórzy pracownicy również. Musimy znaleźć odpowiedni sposób, aby to uwzględnić – stwierdził w wywiadzie dla radia Europe 1 Bernard Cazeneuve, minister ds. budżetu Francji.
Zakazu handlu chcą bronić związki zawodowe, ale nie jest tajemnicą, iż podupadająca francuska gospodarka potrzebuje wzrostu popytu wewnętrznego, ponieważ na rozruszanie przez eksport raczej nie ma co liczyć.
Od zamykania sklepów w niedzielę odchodzą też stopniowo Niemcy, wycofała się z niego w tym roku Holandia, wcześniej zrobiły to Włochy.
Jednak w Polsce idzie to akurat w odwrotnym kierunku. 24 maja do Sejmu trafił poselski projekt nowelizacji kodeksu pracy zakładający zakaz pracy placówek handlowych w niedziele i święta. Niezależnie od tego projektu lokalne zakazy chcą wprowadzić także władze Krakowa oraz Radomia.
– Wprowadzenie w życie proponowanej zmiany kodeksu pracy pociągnie za sobą bardzo korzystne skutki społeczne. Po wielu latach zaniedbań stworzona zostanie nowa jakość życia dla rodzin, zwłaszcza dla rodzin pracowników zatrudnionych w sektorze handlu – czytamy w poselskim projekcie. Obecnie czeka on według strony internetowej Sejmu na pierwsze czytanie, ale trudno powiedzieć, kiedy to nastąpi.
Choć projekt w momencie ogłoszenia popierała także grupa posłów PO, to jednak otwarcie skrytykował go premier Donald Tusk. Z wyliczeń Ministerstwa Pracy wynika, że całkowity zakaz handlu w niedziele zredukowałby wpływy budżetowe o dobre 1,5 mld zł, a na dodatek kosztowałby polską gospodarkę 50 do 70 tys. miejsc pracy. Polska Organizacja Handlu i Dystrybucji szacuje, że zatrudnienie w branży spadłoby o 30–35 tys. osób. – Jesteśmy zdecydowanie przeciwni temu projektowi – mówi dyrektor generalny organizacji Andrzej Faliński.
Negatywne opinie odnośnie do dokumentu zgłosiła też organizacja Pracodawcy RP. – Naszym zdaniem wprowadzenie w życie takiej regulacji będzie wiązało się z wysokimi kosztami społecznymi – zwiększeniem bezrobocia, wolniejszym wzrostem gospodarczym. Konsekwencją proponowanego rozwiązania będzie bowiem ograniczenie konsumpcji wewnętrznej oraz wpływów z podatków, co oznaczałoby pogłębienie deficytu budżetowego – napisał jej prezydent Andrzej Malinowski. – Zadziwiające jest to, że autorzy projektu w jego uzasadnieniu przewidują dokładnie odwrotne skutki społeczno-gospodarcze – dodał.
To kolejna próba zakazania niedzielnego handlu. Poprzednia, zgłoszona przez posłów LPR, ostatecznie upadła w 2007 r. na etapie prac w sejmowych komisjach. Wtedy został przyjęty kompromisowy wariant zamknięcia sklepów tylko w 12 dni świątecznych, który dzisiaj obowiązuje w wersji rozszerzonej o jeszcze jeden dzień.