– Pierwsze czytanie będzie miało miejsce w grudniu. Drugie też ma szanse odbyć się w tym miesiącu lub najpóźniej na pierwszym styczniowym posiedzeniu Sejmu – informuje Andrzej Czerwiński, przewodniczący zespołu.

Jest przekonany, że do końca stycznia ustawa zostanie przekazana prezydentowi. Już wiadomo jednak, że z podkomisji dokument wyjdzie jedynie z drobnymi poprawkami nie zmieniającymi istoty nowego systemu wsparcia dla zielonej energetyki. W środę większością głosów odrzucono proponowane w toku prac poprawki mówiące o wprowadzeniu taryf gwarantowanych dla najmniejszych źródeł wytwórczych, które zwiększałby już dziś opłacalność zakładania mikroinstalacji fotowoltaicznych na dachach.

Prosumenci za wyprodukowany w przydomowych źródłach prąd będą natomiast dostawali 100 proc. ceny rynkowej z poprzedniego kwartału.

Posłowie pracujący nad projektem nie zgodzili się też na wydłużenie okresu przejściowego dla obecnego systemu wsparcia opierającego się na zielonych certyfikatach, które dostają eko-elektrownie za każdą wyprodukowaną zieloną megawatogodzinę. W tym systemie będą więc mogły funkcjonować – zgodnie z pierwotnymi założeniami – instalacje, które rozpoczną produkcję do końca przyszłego roku.

Te, które wejdą do systemu później, będą już uczestniczyć w aukcjach na energię z odnawialnych źródeł.

O sukcesie nie mogą też mówić przedstawiciele ciepłownictwa, które domagało się ustawowego wsparcia w ustawie o OZE. Wskazano bowiem, że mogą oni otrzymywać takie wsparcie z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i gospodarki Wodnej na podstawie ustawy o ochronie środowiska.

- Dyskusję dotycząco kilku kwestii m.in. wsparcia dla biogazowni oraz kwestii dotyczącej podłączenia prosumentów do sieci przesunęliśmy na etap komisji – dodaje Czerwiński. Jak podkreślił wprowadzone do projektu pomysły, które pojawiły się na etapie podkomisji, mają charakter uściślenia i doprecyzowania. Nie przeszły zaś te poprawki, które wypaczały ideę nowego systemu wsparcia.

AWK