Sześć lat, które zmieniły bilans

Wymiana towarów i usług między Polską a USA wyniosła w 2025 r. 39,4 mld dol. W handlu towarami różnica między eksportem a importem to zaledwie 0,89 proc. obrotów – najmniej wśród wszystkich 51 europejskich partnerów handlowych Stanów Zjednoczonych. Wśród krajów o obrotach przekraczających 5 mld dol. kolejna jest Turcja, której wynik jest 12 razy gorszy.

Jeszcze w 2019 r. Stany Zjednoczone miały z Polską deficyt w handlu towarami w wysokości ok. 2,4 mld dol. Równowagę osiągnęliśmy, nie osłabiając polskiego eksportu. Od tamtej pory sprzedaż polskich towarów do USA wzrosła 1,7 razy, a amerykańskich do Polski – 2,4 razy. Niewielki deficyt, który Amerykanie notują po doliczeniu usług, bierze się z tego, że kupują od polskich firm usługi inżynierskie i informatyczne. Firmy z amerykańskim kapitałem zatrudniają w Polsce ok. 240 tys. osób, co stanowi piątą co do wielkości liczebność w Europie. To relacja, w której obie strony sprzedają to, w czym są najmocniejsze, i obie na tym zarabiają.

Cztery miary jednocześnie

Handel to jednak tylko jedna z miar, po których Waszyngton ocenia dziś sojuszników. Polska zaplanowała na 2026 r. wydatki obronne na poziomie 4,86 proc. PKB, a ustawowe minimum to 3 proc., które nie zależy ani od koalicji sprawującej aktualnie władzę, ani od cyklu budżetowego. W energetyce jądrowej wybraliśmy technologię amerykańską, podczas gdy Czechy postawiły na koreańską, a Węgry – na rosyjską. Amerykańskie LNG to już blisko jedna trzecia polskiego importu gazu, a kontrakty sięgają 2042 r. Wreszcie polski mechanizm kontroli inwestycji zagranicznych obejmuje kapitał spoza Unii i OECD, ale nie blokuje kapitału amerykańskiego.

Z raportu „Five Corridors”, przygotowanego przez Centrum Strategii Rozwojowych na Polish-American Economic Summit w Nowym Jorku, wynika, że Polska jest jedyną dużą gospodarką Unii, która spełnia wszystkie cztery warunki naraz (raport do pobrania na stronie paes.pl). Prezydent Karol Nawrocki otworzył szczyt właśnie tym argumentem: „Jesteśmy sojusznikiem, który sam płaci za swoje bezpieczeństwo, kupuje amerykańską energię, wybiera amerykańską technologię wszędzie tam, gdzie jest ona najlepsza, i nie tworzy deficytu handlowego”.

Nie zamiast Europy, lecz w Europie

Z tych danych łatwo wyciągnąć błędny wniosek, że Polska powinna rozgrywać relacje z USA przeciwko reszcie Unii. Jest odwrotnie. Stany Zjednoczone odpowiadają za ok. 3 proc. polskiego handlu towarami, a po wyłączeniu wymiany wewnątrzunijnej – od blisko 10 do 12,5 proc. Jednolity rynek jest dla polskich firm rynkiem macierzystym, a USA – najważniejszym partnerem spoza niego. Obie relacje wzajemnie się wzmacniają.

Polska pozycja jest też atutem całej Unii, bo pokazuje, że model transatlantycki działa, gdy każda ze stron wnosi do niego konkretny wkład. – Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych nie powinniśmy postrzegać poprzez pryzmat rywalizacji. Na poziomie globalnym jesteśmy partnerami strategicznymi – mówił w Nowym Jorku Robert Soszyński, wiceprezes Orlenu. Jego zdaniem polskie zakupy w najbliższych latach będą pomagać wyrównywać deficyt, który USA mają w handlu z Unią. W sporze celnym to argument działający na korzyść wszystkich państw członkowskich.

Handel w równowadze, inwestycje jeszcze nie

Tam, gdzie relacja jest wciąż asymetryczna, leży największy potencjał. Amerykańskie inwestycje bezpośrednie w Polsce to według danych Departamentu Handlu USA 14,9 mld dol., a licząc kapitał kierowany przez spółki holdingowe w innych krajach Unii – około dwóch razy więcej. Polskie inwestycje w USA nie sięgają nawet pół miliarda. – Skoro zaczynamy od niskiego poziomu, łatwo osiągnąć wysoką dynamikę – zauważyła Małgorzata Podrecka, wiceprezes grupy CANPACK, która z Polski rozwinęła produkcję także w Stanach Zjednoczonych.

Wnioski są praktyczne dla obu stron. Polskie firmy i administracja powinny używać argumentu równowagi w każdej rozmowie o amerykańskich cłach sektorowych. W sierpniu Waszyngton rozpoczął konsultacje nad objęciem nimi kolejnych 14 grup wyrobów, m.in. spawarek, dźwigów i przyczep – wyrobów, które Polska faktycznie sprzedaje do USA. Przewidywalność tych ceł dla sojuszników to jedna z rekomendacji raportu. Dla amerykańskiego inwestora z kolei kapitał ulokowany w Polsce trafia do tej części Europy, która podziela priorytety Waszyngtonu w energetyce, obronności i bezpieczeństwie gospodarczym. James Katzen, dyrektor ds. rozwoju biznesu na Europę Środkowo-Wschodnią w Lockheed Martin, mówił o lokowaniu produkcji kluczowych komponentów w regionie: – Gdzie pójdziemy? Do krajów, które mają bliskie relacje z USA, kompetencje techniczne i kapitał, by działać szybko. Tu jest miejsce dla Polski.

Polska nie musi zabiegać w Waszyngtonie o przywileje. Wystarczy, że będzie konsekwentnie pokazywać dane, za którymi debata jeszcze nie nadążyła. Za rok, na kolejnym szczycie w Nowym Jorku, sprawdzimy, ile z tego potencjału udało się wykorzystać.

Materiał Partnera