Co dziś decyduje o tym, że firma wybiera konkretną lokalizację dla swojej działalności?
To zmieniało się w czasie. Kiedyś bardzo mocnym czynnikiem były ulgi podatkowe i dofinansowanie. Gdy w latach 90. XX w. powstawały pierwsze specjalne strefy ekonomiczne, miały one również przeciwdziałać negatywnym konsekwencjom transformacji. Nie ukrywajmy, że prywatyzacji towarzyszyło duże bezrobocie. Strefy ekonomiczne, oferujące różnego rodzaju ulgi, miały m.in. zachęcać do rozpoczynania prywatnej działalności i tworzenia nowych miejsc pracy. Ulga podatkowa była więc jednym z pierwszych czynników powodujących zainteresowanie tworzeniem nowych przedsiębiorstw.
Obecnie obserwujemy jednak inną tendencję. Małe i średnie przedsiębiorstwa szukają ekosystemu, w którym mogą się odnaleźć jako dostawca i stać się częścią łańcucha dostaw. Istotne jest więc, czy w danej lokalizacji jest inwestor, tak zwany core business, czyli główna inwestycja, która będzie pociągała za sobą kolejne przedsięwzięcia i dawała MŚP możliwość aktywnego udziału.
Dobrym przykładem jest LG, który jest głównym inwestorem w Euro-Parku Kobierzyce. Przez kilka lat, rozwijając i przebranżawiając swój biznes, potrzebował ok. 2 tysięcy dostawców. Były to w dużej mierze małe i średnie przedsiębiorstwa.
Czyli duży inwestor może być magnesem dla całego ekosystemu mniejszych firm?
Właśnie w tym widzę szansę dla MŚP. Polska jest obecnie w trakcie realizacji wielu dużych projektów inwestycyjnych. Mam na myśli m.in. Port Polska, szybką kolej czy energetykę jądrową. To właśnie przy takich projektach mogą rozwijać się MŚP, które znajdują swoje miejsce w powstających łańcuchach dostaw. Oczywiście potrzebna jest nie tylko duża inwestycja, ale również odpowiednia infrastruktura.
Co dokładnie ma pani na myśli?
Duży inwestor potrzebuje możliwości korzystania z odpowiedniej infrastruktury. Nie chodzi wyłącznie o dostęp do technologii, bo inwestorzy często sprowadzają własne rozwiązania albo sami je generują. Przede wszystkim potrzebują jednak możliwości korzystania z infrastruktury: energii elektrycznej, wody, systemów pozwalających na chłodzenie instalacji czy odpowiedniego systemu gospodarki ściekowej. To jest infrastruktura, którą jako ARP musimy brać pod uwagę przy tworzeniu parków czy przygotowywaniu terenów inwestycyjnych.
Nawet obecna inwestycja w Legnickiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej wiąże się z ogromnymi potrzebami infrastrukturalnymi. Jednym z pierwszych pytań, jakie zadali nam inwestorzy, było to, ile energii będziemy w stanie im dostarczyć, jak będzie wyglądało oczyszczanie ścieków i gdzie będzie możliwość zlokalizowania stacji uzdatniania wody. To pokazuje, jak istotny jest cały ekosystem.
Rozumiem, że znaczenie ma też infrastruktura transportowa?
Oczywiście. Wystarczy spojrzeć na okolice Wrocławia i przejechać się autostradą A4. Z jednej strony mamy bardzo duże centra handlowo-usługowe i parki przemysłowe, a dosłownie po drugiej stronie może znajdować się pole kukurydzy. Dlaczego? Ponieważ nie ma tam doprowadzonych mediów i całej infrastruktury, która jest potrzebna przedsiębiorstwom. To właśnie powoduje, że biznes pozostaje po tej drugiej, lepiej przygotowanej stronie.
Wspomniała pani o energii. Czy inwestorzy pytają już nie tylko o jej dostępność, ale także o cenę i źródło, z którego pochodzi?
Tak. To jedno z pierwszych pytań. Duzi inwestorzy mają oczywiście inne stawki i korzystają również z odnawialnych źródeł energii. Tworzone są także magazyny energii, pojawiają się rozwiązania pozwalające lepiej zarządzać jej wykorzystaniem. Szukamy sposobów, żeby obniżyć koszty energii, ale czasami są to dla nas pytania trudne. Fakty są takie, że dostępność energii i jej koszt mogą być decydującym czynnikiem przy podejmowaniu decyzji o rozpoczęciu inwestycji.
Czy parki technologiczne nowej generacji mogą przyspieszyć rozwój sektora MŚP?
Jak najbardziej. Szczególnie że małe i średnie przedsiębiorstwa nie zawsze są dobrze rozwinięte pod względem cyfryzacji, digitalizacji i wykorzystania sztucznej inteligencji. Wynika to z wielu czynników. Zazwyczaj są to małe firmy, które nie mają przestrzeni, aby zajmować się tymi zagadnieniami, albo ograniczają je względy finansowe.
ARP prowadzi m.in. program Dig.IT, w ramach którego z funduszy europejskich można otrzymać nawet 850 tys. zł dofinansowania na proces cyfryzacji i transformacji firmy.
Czyli problemem nie jest już wyłącznie brak kapitału finansowego?
Coraz częściej chodzi również o kapitał ludzki. Podczas zagranicznych delegacji zaobserwowałam, że w miejscach, gdzie funkcjonują parki przemysłowe, bardzo często przy każdym z nich działa również duży park technologiczny. Pojawiają się pytania o kompetencje, kadry i współpracę z uniwersytetami.
Dzisiaj coraz częściej nie chodzi wyłącznie o kapitał finansowy. Potrzebujemy fachowców, którzy mają know-how i potrafią rozwijać technologie. Za tym muszą iść uczelnie. Dlatego niewątpliwie istotne jest, aby parki technologiczne funkcjonowały i dawały możliwość rozwoju małym firmom, które zaczynają jako start-upy. Dzięki temu mogą się stopniowo rozrastać i wykorzystywać pojawiające się szanse.
A jak powinna wyglądać współpraca ARP z parkami technologicznymi?
Na pewno chcielibyśmy, żeby była jeszcze większa. Widzimy zmianę zapotrzebowania na wiedzę i innowacyjność. Jest ono znacznie większe niż kiedyś. W latach 90. XX w. koncentrowaliśmy się przede wszystkim na tym, żeby zapewnić miejsca pracy. Nawet w naszych ówczesnych statutach istotne było, aby pracodawca dawał jak największej liczbie osób możliwość zarobkowania. Teraz sytuacja się zmienia. Mamy robotyzację i automatyzację. Musimy być konkurencyjni dzięki innowacyjności.
Dlatego współpraca między ARP a parkami technologicznymi musi się zacieśniać. Potrzebujemy bardziej efektywnych rozwiązań, które właśnie rodzą się w takich miejscach jak parki technologiczne.