Jak wojna w Ukrainie wpłynęła na wasz biznes w regionie Europy Środkowo-Wschodniej jako operatora centrów przetwarzania danych?

Nie mamy aktywów ani w Rosji, ani w Ukrainie, więc powiedziałbym, że wpływ jest ograniczony. Co jest dla nas istotne, to aspekt humanitarny. Staramy się pomagać osobom, które ucierpiały najbardziej. Robimy to choćby tutaj, w Warszawie. Mamy klientów wśród firm z Ukrainy i zapewniamy im usługi bez opłat z terytorium Polski, podobnie jak np. z Amsterdamu.

Obsługujecie firmy rosyjskie?

Mamy też klientów z Rosji, przy czym świadczymy usługi tylko tym podmiotom, co do których jesteśmy pewni, że wspierają Ukrainę i tylko w zakresie usług, które wcześniej od nas zakupiły. Nie oferujemy im dodatkowych usług.

Planowaliście jako grupa rozwój w Rosji, zanim wybuchła wojna?

Jestem w firmie od około 12 lat, a prezesem od około 4 lat. Temat obecności w Rosji pojawiał się nieraz. Zdecydowaliśmy się jednak nie wchodzić na ten rynek z wielu względów. Stwierdziliśmy, że jest wiele innych obszarów, które będą dla nas dużo bardziej odpowiednie.

Jakie były główne powody, dla których zdecydowaliście się nie inwestować w Rosji?

To kwestia wyborów, których dokonują nasi klienci. To zwykle firmy globalne, a my prowadzimy z nimi ciągłe rozmowy na temat tego, czego oczekują, jakie mają potrzeby i w jakich kierunkach chcą się rozwijać. Obecnie wysoko wśród ich priorytetów są np. Indie, w związku z czym ostatnio kupiliśmy działającą tam firmę GPX.

Z drugiej strony takie firmy jak Microsoft czy Google, z którymi współpracujecie, działały w Rosji.

Autopromocja
Specjalna oferta letnia

Pełen dostęp do treści "Rzeczpospolitej" za 5,90 zł/miesiąc

KUP TERAZ

To prawda, że Microsoft i Google to nasi klienci i zapewne korzystaliby z naszych usług, gdybyśmy byli obecni w Rosji. Znaleźli oni jednak alternatywne rozwiązania.

To przejdźmy do Polski. Obie te firmy ogłosiły relatywnie niedawno plany rozwoju w regionie Europy Środkowo-Wschodniej i duże inwestycje. Liczycie na rozszerzenie współpracy tutaj, czy może już macie z nimi odpowiednie umowy?

Jedną z rzeczy, które są dla nas charakterystyczne, to pełnienie różnych ról u boku hiperskalerów (dużych dostawców aplikacji, takich jak Google, Amazon, Microsoft etc. – red.). Jesteśmy częścią architektury ich sieci tam, gdzie działają. Często zapewniamy też usługi prywatnej sieci obliczeniowej firmom używającym rozwiązań hiperskalerów (tu mamy około 40 proc. rynku, podczas gdy kolejny konkurent około 8 proc.). Mamy również joint venture z singapurskim funduszem GIC, którego celem jest budowa centrów przetwarzania danych o dużej skali dostępności. Już świadczymy lokalnie niektóre usługi wynikające z globalnych umów, natomiast z czasem zaoferujemy pełny wachlarz możliwości. Koncentrujemy się przede wszystkim na szerokim rynku przedsiębiorstw.

I jaka jest sytuacja w naszym regionie: przedsiębiorstwa chętnie się cyfryzują, inwestują w cyfrowe narzędzia czy zamarły w oczekiwaniu, co będzie dalej?

Uważamy, że rynek centrów przetwarzania danych, w tym Polska, to rynki atrakcyjne, które będą rosły w kolejnych latach w szybkim tempie. Oczekuje się, że ten wzrost w kolejnych latach sięgnie nawet 40 proc.

Pod jakim względem?

Rozwoju powierzchni centrów danych w metrach kwadratowych. I to mimo oczywistych obaw, jakie może budzić wojna o Ukrainę, czy takie czynniki jak rosnąca inflacja etc. Nadal widzimy po stronie firm zaangażowanie w pracę nad transformacją w kierunku cyfrowego modelu działania. Poziom zamówień utrzymuje się na stabilnym poziomie. Nasi klienci deklarują, że chcą iść do przodu i realizować swój cyfrowy plan.

Mówi pan o największych korporacjach czy także o średnich i małych firmach?

Z pewnością spojrzenie firm o różnej skali jest nieco odmienne. My koncentrujemy się raczej na obsłudze dużych firm i podmiotach, które dostarczają im usługi, takich jak wspomniani hiperskalerzy. Przychodzą do nas specjaliści, którzy oczekują pomocy przy cyfryzacji swojego ekosystemu.

Co pana zdaniem sprawia, że firmy nawet w czasie wojny myślą o cyfryzacji?

Myślę, że postrzegają ją jako główne źródło konkurencyjności i dlatego stawiają wysoko wśród priorytetów. Uważam, że pandemia Covid-19 przyspieszyła ten trend. Koronawirus sprawił, że świat stał się bardziej cyfrowy, stąd też wiele podmiotów stwierdziło, że musi się skoncentrować na przyspieszeniu cyfryzacji.

Dziś ponownie mówimy o zakażeniach Covid-19. Czego się pan spodziewa po ponoć nadchodzącej kolejnej fali?

Wydaje się, że przybiera ona status endemiczny. Większość rządów deklaruje, że nie zamierza podejmować drastycznych kroków, a jedynie edukować ludzi, jak powinni się zachowywać, a potem radzić sobie z tym, co się wydarzy. Na szczęście, z tego co mi się wydaje, obecnie mamy do czynienia z dużo mniej dotkliwymi dolegliwościami, a wskaźniki hospitalizacji są dość niskie.

Jako Equinix opieracie biznes na tym, że dysponujecie infrastrukturą rozproszoną po świecie. Jest ona tylko w tych krajach, które są po „dobrej stronie” konfliktu, czy też np. należy spodziewać się przenosin, rozwiązywania umów i zmian partnerstw?

Nie spodziewam się tu zmian, ponieważ nasze związki z rosyjską gospodarką są bardzo ograniczone. Widzimy na świecie globalny ruch przeciwko działaniom podjętym przez Rosję. Jesteśmy mocno związani z partnerami współtworzącymi ten ruch.

Wojna zatrzyma globalizację, która jest podstawą rozwoju firm takich jak wasza?

Nie sądzę. Myślę, że zobaczymy większą równowagę między globalizacją a koncentracją na sprawach lokalnych. W tym ostatnim aspekcie jednym z ważniejszych elementów będzie moim zdaniem dążenie do uzyskania suwerenności danych. Widać, że w wielu państwach na świecie decydenci wolą, aby dane były przechowywane na terytorium kraju. Dla nas to szansa w związku z tym, że mamy infrastrukturę rozproszoną po całym świecie. Ponadto, chociaż gospodarka cały czas rozwija się w kierunku globalnym, część zakładów wytwórczych przechodzi w ręce rządów poszczególnych krajów w związku z zaburzeniami łańcuchów dostaw. Cel to mniej zależeć od innych. Słyszałem to zaledwie wczoraj od prezydenta Macrona i do pewnego stopnia to samo dzieje się w Stanach Zjednoczonych. Deficyt mikroprocesorów uruchomił alarm. Reasumując, moim zdaniem mamy do czynienia ze ścierającymi się siłami: globalizacją, ponieważ ludzie chcą mieć dostęp do globalnych rynków otwierających przed nimi nowe możliwości, oraz siłami osłabiającymi globalizację, w efekcie których powstawać będzie państwowa infrastruktura.

Czy to, że państwa, np. Polska, chcą budować własną infrastrukturę: telekomunikacyjną, bankową, to dla was konkurencja czy przeciwnie?

Powiedziałbym, że to nie jest tak naprawdę konkurencja, bo nawet kraje, w których odsetek państwowych firm i własnej infrastruktury jest wysoki, starają się integrować je z szerszym rynkiem prywatnym. Uważam, że to dla nas wyjątkowa okazja.

Bo jesteście firmą amerykańską, co ma znaczenie w geopolityce?

To także, ale również z powodu naszego modelu biznesowego. Mówimy na naszej stronie internetowej, że Equinix chce „być platformą, na której spotyka się świat”. To nie tylko marketingowy slogan.

Kupowaliście firmy data center na świecie. Nadal jesteście w nastroju do zakupów?

Byliśmy dość aktywni pod względem fuzji i przejęć. W ostatnich latach przeprowadziliśmy 12 transakcji i jest to jeden z elementów naszej strategii. Interesuje nas rozwój geograficzny, zakup firm zapewniających nam włączenie się do sieci (ang. interconnection), ale także zwiększenie skali działania tam, gdzie jesteśmy już obecni. Realizowaliśmy przejęcia każdego z tych trzech typów, ale w ostatnich latach koncentrowaliśmy się na przejęciach pierwszego typu, jak chociażby wspominana przeze mnie firma z Indii. Ostatnio nabyliśmy też operatorów w Nigerii i Meksyku. W efekcie jesteśmy obecni już w prawie 30 krajach.

Jakie nowe rynki bierzecie teraz pod uwagę?

Jest wiele rynków, którym się przyglądamy. Myślimy o zwiększeniu obecności w Indiach, prawdopodobnie w Bombaju. Możliwe jest też, że zainwestujemy w dodatkowe aktywa w Afryce. Interesuje nas również południowo-wschodnia Azja.

A Polska?

Oprócz tego, że – jak wspomniałem – to rynek szybko rosnący, to z naszego punktu widzenia jest to również wyjątkowy rynek talentów. To będzie jeden z naszych kluczowych hubów talentów na świecie.

Ile osób w Polsce zamierzacie zatrudnić, aby można było mówić o hubie talentów?

Z czasem wiele razy więcej niż obecne około 400 osób.

A co z przejęciami w naszym kraju?

Jesteśmy otwarci na tego typu okazje. Nasz udział w wielu europejskich rynkach nie jest jeszcze tak duży i przejęcia mogą być sposobem jego budowy.

Chcecie być tu największym operatorem data center?

Naszym celem nie jest być największym operatorem pod względem metrażu serwerowni. Natomiast pod względem udziału we wdrożeniach rozwiązań chmurowych i cyfryzacji przedsiębiorstw jak najbardziej. Bycie liderem sprzedaży usieciowionej cyfrowej infrastruktury (od ang. interconnected infrastructure) to nasz cel.

Jak wyobraża sobie pan współpracę z polskim rządem?

Na każdym rynku dążymy do budowy konstruktywnych relacji z rządami. W naszym biznesie ważne są różne kwestie związane z otoczeniem rynkowym, takie jak pozwolenia czy spełnianie norm zrównoważonego rozwoju. Dlatego tego typu relacje są bardzo ważne i staramy się je pielęgnować – przy okazji mojej wizyty spędziłem trochę czasu z lokalnymi władzami Warszawy, rozmawiając o możliwościach rozwoju.

Wasze centra przetwarzania danych wymagają zasilania prądem, a są w miastach. W Warszawie w ścisłym centrum. Tak powinno być pana zdaniem w przyszłości, czy obiekty tego typu przeniosą się kiedyś poza miasta?

Powód takiej lokalizacji to łączność. Obecnie budowa dużego centrum danych w obszarze miasta jest bardzo kosztowna, w związku z tym dalszy rozwój rynku usług chmurowych powoduje rozbudowę centrów danych także na obrzeżach miast.

Charles Meyers

Szefuje Equinix od 2018 r., a pracuje dla tej sieci centrów danych od 2010 r. Karierę zaczynał w doradczej firmie Booz Allen & Hamilton. Potem zajmował kierownicze stanowiska w firmach ICT: Verisign, Level 3 Communications, IBM, czy BellSouth. Poprzez Life Restoration zainwestował z żoną w sieć szkół jogi Yogapower. Absolwent Szkoły Zarządzania J.L. Kelloga i Uniwersytetu Kolorado.