Prawdopodobnie jest taka „crazy". Sam wydawca japoński nadał jej taki tytuł „GekiYaba", co znaczy taki „crazy" – w języku polskim czy angielskim nie ma takiego słowa, które oddałoby ten sens. Dlatego zostawiliśmy ten tytuł także na Zachód. Jeżeli chodzi o sprzedaż gry mobilnej, to jednak liczyliśmy na więcej, ale zbliża się premiera na Nintendo3DS i inne platformy. Gra jest runnerem, bohater cały czas biegnie, skacze, 150 leveli, bardzo trudne.
Dlaczego Japończycy, Chińczycy pokochali tę grę?
Japończycy lubią rzeczy szalone, dlatego pokochali. Sam bohater gry jest szalony. Mówi się, że Japończycy nie lubią trudnych gier, ale ta gra jest trudna i to właśnie podkreślaliśmy w japońskich reklamach – „jesteś świetny, jeżeli w ogóle spróbujesz".
Czy to znaczy, że Azja jest dla Was numerem jeden jeżeli chodzi o przychody?
Jeżeli chodzi o samą działalność, to wszystkie rynki są dla nas ważne. Nie ukrywajmy jednak, ze Ameryka Północna i Azja to są rynki, na których trzeba się skupiać. Europa, oczywiście, jest blisko i jest tu nam łatwiej sprzedawać rzeczy. Jeżeli chodzi o Azję, to chcemy stworzyć taki most pomiędzy Azją, a innymi rynkami. Chcemy łączyć developerów z Azji, wprowadzać ich na rynki Europy i Ameryki Północnej. I tak samo w drugą stronę – możemy sprzedawać w Europie, Ameryce Północnej, ale sami i developerzy z Zachodu nie sprzedamy na rynkach azjatyckich.
Szykujecie następną grę, która powtórzy sukces GekiYaba?