Intel nie ukrywa, że poza lokalizacją, czyli odpowiednio dużą i uzbrojoną działką, ważny będzie także program zachęt. Koncern podaje, że obecnie przy budowie takich fabryk w Azji ok. 25–40 proc. wartości projektu stanowi właśnie program wsparcia. Polska złożyła ofertę trzech lokalizacji, nieoficjalnie nasi rozmówcy największe szanse dają Dolnemu Śląskowi z racji bliskości do polskich i niemieckich zakładów motoryzacyjnych, które będą jednym z głównych odbiorców przyszłej produkcji. Polskie władze nie komentują rozmów, oferta została Intelowi przekazana 8 września.

Czytaj więcej

Fabryka Intela. Polska walczy o największą inwestycję w historii

Globalny rynek jest mocno rozchwiany, zapotrzebowanie na procesory rośnie tak szybko, że producenci nie nadążają z dostawami. W efekcie coraz częściej mówi się o przestojach w fabrykach nie tylko komputerów czy telefonów, ale również samochodów po AGD, gdzie także wykorzystuje się takie elementy.

Pandemia zdecydowanie przyspieszyła rozwój rynku i niedobory stały się mocniej widoczne, niemniej sektor już wcześniej zmagał się z nadmiernym popytem. Masowe przejście na pracę czy naukę zdalną oraz rozwój nowych sektorów przemysłowych spowodowały, że sytuacja nagle stała się jeszcze trudniejsza. Nałożyły się na to problemy z dostępnością transportu. Dlatego ekonomiści wskazują na konieczność rozwijania produkcji takich elementów jak półprzewodniki również w USA czy Europie, aby globalna gospodarka nie była uzależniona od dostawców z Azji, odpowiadających za ok. 80 proc. produkcji.

Europa obecnie odpowiada za 9 proc. globalnej produkcji półprzewoników, podczas gdy trzy dekady temu było to 44 proc. Udział USA spadł do 12 proc., a oba rynki odpowiadają za ponad 60 proc. zużycia globalnej produkcji.

Chcemy zbudować w Europie fabryki półprzewodników, rozważamy też Polskę –mówi „Rzeczpospolitej" Pat Gelsinger, prezes Intela. Podczas ubiegłotygodniowej wizyty w gdańskim centrum R&D koncernu rozmawiał z premierem Mateuszem Morawieckim.

 

Na początku tego roku Intel ogłosił, że planuje budowę fabryki w USA, a także w Europie. Teraz rozmawiał pan z premierem Mateuszem Morawieckim. Czy Intel rozważa Polskę jako jedną z możliwych lokalizacji?

Tak, jesteśmy w trakcie pozyskiwania danych z całej Europy. Otrzymaliśmy około 70 propozycji lokalizacji, a trzy z nich są w Polsce. A premier był dobrym sprzedawcą (śmiech), mówił mi, dlaczego powinienem rozważyć Polskę.

Gdańsk, gdzie jest centrum R&D Intela?

Autopromocja
Wyjątkowa okazja

Roczny dostęp do treści rp.pl za pół ceny

KUP TERAZ

Żadna z nich nie była w Gdańsku. Ale przyglądamy się również propozycjom Irlandii, Francji, Włoch i oczywiście Niemiec, jesteśmy w trakcie ich rozpatrywania. Wybieramy te najbardziej obiecujące, którym należy się uważniej przyjrzeć.

I to jest faza, w której się znajdujemy. Celem jest wyselekcjonowanie najlepszej lokalizacji i ogłoszenie decyzji przed końcem roku.

Jaki jest budżet na ten projekt?

Nazwaliśmy go Mega Fab, chcemy wybrać lokalizację wystarczająco dużą, abyśmy mogli zbudować do ośmiu fabryk. To bardzo duży obszar i kiedy rozpoczniemy budowę, nie chcemy być ograniczani brakiem powierzchni, energii lub wody. Początkowy projekt zakładałby zbudowanie dwóch fabryk, a każda kosztuje blisko 10 mld euro. Tak więc początkowo mówimy o 18 do 20 mld euro. To już duży projekt, ale jeśli zbudujemy wszystkie osiem fabryk w ciągu następnych dziesięciu lat, to będzie 80 mld euro.

To byłaby największa inwestycja w Polsce kiedykolwiek.

To bardzo duży projekt. I nie chodzi tylko o kapitał. Każda fabryka to około 1,5 tys. miejsc pracy, w sumie mowa więc o 10 tys. pracowników. Na każdego naszego pracownika przypada od pięciu do dziesięciu pracowników z otoczenia. To dostawcy chemii, personel pomocniczy itd. Budujemy po prostu małe miasto. Dlatego jest to bardzo ostrożny proces selekcji, potrzebujemy więc między innymi przestrzeni i dużej ilości energii, ale też dostępu do talentów, stąd ważna jest bliskość uczelni. Projekt musi też być konkurencyjny. Popatrzmy, co się wydarzyło w Europie i Stanach Zjednoczonych – w 1990 r. 44 proc. półprzewodników na świecie produkowano w Europie. Dzisiaj to 9 proc. Widzimy więc niezwykły spadek. W USA notujemy spadek z 37 do 12 proc.

Reszta pochodzi z Chin?

Z Azji, przede wszystkim z Korei, Tajwanu i Chin.

I nie chodziło o to, że USA i Europa powiedziały, że nie chcą tego produkować.

Azja zachęcała do budowy zakładów u siebie, więc jeśli mamy zbudować tak dużą lokalizację w Europie, to musi być ona konkurencyjna. Nasze szacunki mówią o 25 do 40 proc. wagi dotacji i wsparcia rządu w wartości projektu, gdy jest budowany w Azji. Dlaczego powiedzieliśmy, że te motywacje są również bardzo ważne? Ponieważ nie mogę zbudować globalnego obiektu, aby zbudować globalną podaż, a następnie być od 25 do 40 proc. niekonkurencyjnym. Tak więc zarówno w USA, jak i w Europie byliśmy bardzo szczerzy i dzieliliśmy się danymi z rządami, co to znaczy być konkurencyjną lokalizacją, ponieważ chcemy przywrócić obecność zarówno USA, jak i Europy na rynku półprzewodników. Covid wyraźnie pokazał, że potrzebujemy globalnie zrównoważonych łańcuchów dostaw. Mamy fabryki motoryzacyjne, mamy placówki służby zdrowia, mamy rozwiązania automatyki przemysłowej, które czekają na półprzewodniki. 30 tys. samochodów czeka na półprzewodnik wielkości dwudolarówki, zakłady produkcyjne są zamykane.

Także fabryki AGD czekają.

Potrzebujemy globalnie zrównoważonego, bardziej odpornego łańcucha dostaw. Rozmawiałem o tej kwestii z wieloma komisarzami UE. Chcemy, aby Europa skoczyła z 9 do 20 proc. w ciągu dziesięciu lat, a USA z 12 do 30 proc. w ciągu następnych dziesięciu lat.

Nie do końca wróciliśmy do miejsca, w którym powinniśmy być, ponieważ około 60–65 proc. półprzewodników jest zużywanych w USA i Europie. Gdybyśmy byli na poziomie 50 proc. i rośli, to czulibyśmy się całkiem nieźle. Widzimy również, że powinno zostać zwiększone partnerstwo między Stanami Zjednoczonymi a Europą. Partnerstwo badawcze, partnerstwo sprzętowe. Może USA i Europa nie były ostatnio tak blisko, jak powinny być.

Ale teraz jest coraz bliżej.

Dokładnie tak. Postrzegamy ten projekt jako obszar, który powinniśmy odbudować również w USA i Europie. Byłem w Niemczech, Polsce i Irlandii, a moim następnym przystankiem jest Waszyngton.

Czyli koszt robocizny nadal jest ważnym czynnikiem?

To jeden z czynników. Nie jest tak, że zachęty kapitałowe są ważniejsze niż koszty pracy. Ale praca również jest bardzo ważna, chodzi też o talenty, których szukamy. W tym kontekście lubimy być blisko uniwersytetów, aby mieć doktorów, magistrów i licencjatów, ale także techników w tej lokalizacji. Tak więc dla nas to nie tylko koszt siły roboczej, ale także jej dostępność, z odpowiednią mieszanką talentów.

To efekt pandemii, że Intel zdecydował się zacząć budować w Europie czy USA, czy był to jeden z powodów?

To był jeden z powodów. Cofnijmy się na chwilę, dlaczego mamy dziś kryzys półprzewodników? Myślę, że i tak zmierzaliśmy do niedoboru jeszcze przed covidem. Wszystko staje się bardziej cyfrowe, więcej sztucznej inteligencji, więcej autonomicznych pojazdów, więcej obliczeń. Popyt już przyspieszał bardziej niż podaż. Ale potem zdarzył się covid. Przemysł półprzewodników rósł może 6 proc. rocznie. Podczas pandemii tempo wzrostu skoczyło do ponad 20 proc. Ponieważ pracujemy w domu, dzieci uczą się w domu, mamy zdalną opiekę zdrowotną lub tego typu rzeczy. W efekcie, radykalnie przyspieszony popyt i łańcuchy dostaw zostały jednocześnie zakłócone.

Tak więc podaż spadła do zera lub była ujemna, a popyt wzrósł z 6 do 20 proc.

Która branża będzie największym odbiorcą półprzewodników w Europie?

Wciąż wiele komputerów dla Europy jest faktycznie montowanych w Europie. Dell, HP, Lenovo, wszystkie mają fabryki w Europie. Więc chociaż mogą projektować gdzie indziej, to faktycznie produkują komputery w Europie. Więc kiedy sprzedam Dellowi, sprzedam do biura w Austin, ale w rzeczywistości sprzedaję do fabryk Della w Irlandii i Rosji czy w Europie Środkowej. Według moich szacunków do 2030 r. przemysł samochodowy będzie potrzebował około 11–12 proc. wszystkich półprzewodników. Dzisiaj półprzewodniki, które wchodzą w skład samochodu, stanowią około 4 proc. jego składu.

Do 2030 r. będzie to 20 proc. Samochody stają się komputerami z oponami, więc to coraz większy udział półprzewodników. Branża IT (chmura, komputery) jest największym użytkownikiem półprzewodników. Drugim jest telefonia komórkowa i komunikacja.

Centrum badawczo-rozwojowe Intela w Gdańsku zatrudnia już ponad 3 tys. osób. To jedno z największych na świecie?

Jeśli chodzi o badania i rozwój, R&D w USA są oczywiście największym ośrodkiem, ale po Stanach Zjednoczonych, Indiach, Chinach i Izraelu jest to właśnie Gdańsk.

I jeszcze je rozwijacie o następny budynek. Czy potrzebujecie nowego biurowca właśnie teraz, podczas pandemii? Ile osób tu pracuje?

Teraz jesteśmy w fazie trzeciej budowy i zakończymy ją w 2023 r. Oczywiście w przypadku kontynuowania pracy hybrydowej potrzebujemy mniej miejsca, co oznacza, że możemy umieścić więcej inżynierów w jednym miejscu, ale nadal potrzebujemy miejsca na laboratoria. Dla inżynierów nowe laboratoria są jak słodycze, nigdy dość.

Mamy więc tutaj na przykład laboratorium akustyczne ze wszystkimi specjalnymi dźwiękami, robimy tutaj również projekty wideo.

Koncentrujecie się na sztucznej inteligencji?

Prowadzimy tu wiele projektów z wykorzystaniem AI. Wykonujemy tutaj również dużo działań związanych z grafiką, audio i komunikacją (5G, edge).

W coraz większym zakresie skupiamy się tutaj również na oprogramowaniu.

Wizyta premiera była dużym wydarzeniem?

Pokazaliśmy efekty niektórych prac, dyskutowaliśmy. W trakcie wizyty obecni byli również finaliści naszego programu „AI for Youth", którzy zaprezentowali nam efekty swoich działań. Niektóre z projektów były naprawdę imponujące.