Lata niepohamowanego rozwoju wypchnęły Chiny na drugą pozycję zestawienia największych gospodarek świata, ale także doprowadziły do powstania ogromnego problemu, z którym kraj teraz musi się zmierzyć. Oglądając zdjęcia z Państwa Środka trudno nie zwrócić uwagi na fakt, że bardzo wielu przechodniów porusza się po ulicach w maskach. W ten sposób obywatele starają się żyć ze smogiem, jaki spowija wszystkie główne miasta Chin.
Włodarze z Pekinu zdają sobie sprawę z problemu i po latach odsuwania problemu na później, powoli zaczynają z nim walczyć. Ministerstwo Środowiska wyznaczyło cel i teraz czas go zrealizować. Problem w tym, że powieszona poprzeczka wisi tak wysoko, że nawet chińczycy mają problem ze znalezieniem wystarczających środków. Jak wskazuje Ludowy Bank Chin w swoim najnowszym raporcie, do zrealizowana planu potrzeba inwestycji infrastrukturalnych o corocznej wartości 320 mld dol. i ten poziom trzeba utrzymać przez pięć lat. Budżet państwa, jak również czytamy w raporcie, ma wystarczająco środków by zapewnić 15 proc. wymienionej sumy.
W ten sposób Chiny stykają się z tym samym problemem, co walcząca od lat ze zmianami klimatu Europa. Skąd wziąć pieniądze na walkę z emisją CO2? W ocenie analityków Ludowego Banku Chin, powstałą lukę można zasypać wykorzystując instrumenty finansowe takie jak emisje obligacji, pożyczki czy stworzenie specjalnych „zielonych funduszy". Dodatkowym źródłem przychodów ma być także sprzedaż praw do emisji.
- Jest sprawą kluczową, by sektor finansowy wspierał i zachęcał prywatne firmy do transformacji w stronę bardziej zielonych sektorów – wskazuje cytowana w komunikacie Ma Jun, główna ekonomistka Ludowego Banku Chin.