Na ostatnim posiedzeniu Komitet Stabilności Finansowej przedstawił swoje rekomendacje co do wysokości tzw. bufora antycyklicznego. Ma on wynosić 1 proc. po upływie roku od wejścia w życie odpowiedniego rozporządzania oraz 2 proc. po dwóch latach.

Rozporządzenie ma wydać minister finansów, a jego przedstawiciel na posiedzeniu KSF przyjął to zalecenie i zadeklarował podjęcie działań legislacyjnych. Wszystko wskazuje na to, że nowe wymogi ostrożnościowe wejdą w życie jeszcze w rym roku.

Czytaj więcej

Spółki hojnie dzielą się zyskami. Atrakcyjne dywidendy do wzięcia

Jakie będą koszty bufora?

W skrócie mówiąc, wskaźnik „bufora antycyklicznego” ma się odnosić do tzw. aktywów ważonych ryzykiem. Na koniec kwietnia 2024 r. wartość ekspozycji ważonej ryzykiem dla całego sektora to ok. 1,17 bln zł, 2 proc. tej kwoty przekłada się na ok. 23–24 mld zł dodatkowych kapitałów. Teoretycznie stanowiłoby to bardzo duże obciążenie dla banków, przykładowo – pochłaniając niemal cały zysk netto za 2023 r., który wyniósł ok. 27,5 mld zł.

Na szczęście jednak, zdaniem analityków, obecna pozycja kapitałowa banków jest dobra. I to na tyle dobra, że nowe wymogi nie będą skutkować koniecznością tworzenia dodatkowych odpisów.

– Według moich obliczeń „bufor antycykliczny” nie spowoduje potrzeby zbierania dodatkowych kapitałów. Te poziomy, które w tej chwili wypracowały banki, powinny wystarczyć na pokrycie „bufora antycyklicznego” bez żadnych emisji akcji czy presji na generowanie zysków – ocenia Łukasz Jańczak, analityk Erste Securities.

Obecnie łączny współczynnik kapitałowy TCR dla sektora wynosi 20,9 proc., a współczynnik kapitału Tier I – 19,46 proc. Oba te wskaźniki są wyraźnie powyżej regulacyjnego minimum, które wynosi odpowiednio ok. 11 proc. oraz 9 proc. A 2-proc. „bufor antycykliczny” wyraźnie mieści się więc w tej nadwyżce.

Skoro banki nie muszą szukać nowych źródeł zysków i kapitałów, ich klienci nie powinni ucierpieć. Nieco gorzej wyglądają perspektywy akcjonariuszy, ale też nie ma co przesadzać.

Czytaj więcej

Frankowicze górą. Z kim zwykle wygrywają?

Mniejsze dywidendy banków

– Wyższe wymogi oznaczają zmniejszenie się nadwyżki kapitałowej i trochę więcej zatrzymanych zysków. To może ograniczyć skłonność banków do wypłaty dywidendy – mówi z kolei Michał Sobolewski, analityk DM BOŚ. – Ale przy tak wysokich wskaźnikach rentowności nie będzie to znaczący wpływ – dodaje.

– Ewentualne mniejsze dywidendy mogą dotyczyć raczej wypłaty niepodzielonych zysków z lat poprzednich – zauważa Jańczak. Jego zdaniem nie powinny szczególnie dotykać polityki podziału zysków bieżących.

Z naszej analizy wynika, że w I kw. 2024 r. wszystkie największe banki komercyjne notowane na giełdzie miały współczynniki kapitałowe wyższe od wymaganego minimum, nawet te, które borykają się z problemem kredytów w CHF. I we wszystkich obecna nadwyżka tych kapitałów nad regulacyjnym minimum była większa niż 2 pkt proc.

Przy czym najlepszą pozycją dla wskaźnika TCR może pochwalić się Santander BP oraz Alior (nadwyżka wynosząca ponad 6 pkt proc.), a najsłabszą – Pekao oraz mBank (nadwyżka poniżej 5 pkt proc.). Dla wskaźnika Tier I na plus szczególnie wyróżnia się Alior Bank (nadwyżka powyżej 8 pkt proc.), na minus – BNP Paribas (3,3 pkt proc.).

Bankowcom pomysł „bufora antycyklicznego” nieszczególnie się podoba. Zaostrzone wymogi kapitałowe oznaczają dokręcenie śruby, niższą rentowność, a nawet pewne utrudnienie dla oczekiwanego wzrostu akcji kredytowej. Z drugiej strony sektor oczekiwał takich ruchów nadzoru. Generalnie wynikają one bowiem z międzynarodowych i europejskich regulacji ostrożnościowych dla banków, ponadto w Polsce podczas pandemii „wyłączono” ówczesny bufor na ryzyko systemowe.

Komitet Stabilności Finansowej zaznacza, że „bufor antycykliczny” służy wzmacnianiu odporności systemu bankowego i ograniczaniu cyklicznego ryzyka systemowego, przygotowaniu na potencjalną sytuację kryzysową, będącą następstwem trudnych do przewidzenia lub nieprzewidywalnych rodzajów ryzyka, jak wojny czy pandemie.