fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Obyczaje

Straszny los koni z Morskiego Oka

Fotorzepa, Pio Piotr Guzik
Iwona Trusewicz
Powstał dokładny raport o sytuacji koni wożących turystów do Morskiego Oka. Zwierzęta pracują ponad siły. Te które nie dają rady, trafiają od razu na rzeź
Organizatorem jazd jest Tatrzański Park Narodowy. Los koni jest mu obojętny. Liczy się zarobek.
Na trasie do Morskiego Oka w roku 2012 pracowały 284 konie należące do 60 fiakrów, jak wynika z danych Tatrzańskiego Parku Narodowego. Ja wynika z raportu przygotowanego przez pozarządowe organizacje ochrony zwierząt, wymiana koni na szlaku następuje bardzo szybko, a na ubój wysyłane są nawet bardzo młode zwierzęta. W sumie 14 proc.  populacji  koni  pracujących na trasie do Morskiego Oka zostało zabitych w rzeźniach.

Najpierw turyści, potem rzeźnia

Z danych Polskiego Związku Hodowców Koni wynika, że w roku 2012 do rzeźni trafił m.in. 3-letni koń Irys (ubój na początku września), 4-letni Lukas (ubój w sierpniu), wiele koni 5 - 7 -letnich. Tymczasem przeciętna długość życia koni wynosi 25-30 lat.
Wiele zwierząt trafiło do rzeźni po zaledwie 2 - 4 miesiącach pracy w Morskim Oku, czteroletni Cwał padł zaledwie po 11 miesiącach pracy.
Aż 49 koni z listy TPN nie zostało odnotowanych w bazie Polskiego Związku Hodowców Koni.
– Konie te nie istnieją więc w świetle prawa, znajdują się tym samym poza jakąkolwiek kontrolą: mogą być podmieniane, ich paszporty mogą być sfałszowane, a mimo to są dopuszczane do pracy – wyjaśnia Cezary Wyszyński z Fundacji Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt Viva!
Połowa koni poszła na ubój już w trakcie sezonu (miesiące czerwiec - wrzesień), co może świadczyć o nagłym spadku ich formy w tym okresie (związanym z pracą z dużymi obciążeniami podczas upałów). Były wśród nich nawet zwierzęta 3-5 letnie - piszą autorzy raportu.
Pięciu fiakrów "oddało" do rzeźni aż po dwa swoje konie, które przeszły pozytywnie badania weterynaryjne przed sezonem 2012 i zostały zakwalifikowane jako „Trwale zdolne do pracy". Podkreślenia wymaga fakt, że badania wykonał lekarz weterynarii opłacony przez fiakrów.

Tylko biznes się liczy

Regulamin przewozów TPN teoretycznie zapewnia organizacjom zajmującym się statutowo ochroną zwierząt prawo pierwokupu koni przeznaczonych na rzeź, jednak w praktyce przepis ten jest martwy, przy czym fiakrzy nie ponoszą z tytułu jego łamania żadnych konsekwencji.
– Z zestawienia danych z lat 2011 i 2012 wynika, że co dwa lata aż 70 procent koni jest wymienianych, co jednoznacznie pokazuje, jak szybko postępuje "zużycie" zwierząt w tej pracy – mówi Beata Czerska z Tatrzańskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami.
Organizatorem kontrowersyjnych transportów turystów zaprzęgami konnymi na trasie od Palenicy Białczańskiej do Morskiego Oka jest Tatrzański Park Narodowy. Z tytułu udzielania licencji, TPN co miesiąc pobiera od każdego fiakra opłatę w wysokości 1300 złotych. Jeśli pomnożymy ją przez ilość fiakrów, których jest sześćdziesięciu, okazuje się, że Park otrzymuje od nich około 78 tysięcy złotych miesięcznie.
Dla samych fiakrów transport konny jest równie dochodowym biznesem. Pracując 7 dni w tygodniu i robiąc dwa kursy dziennie zarabiają miesięcznie średnio 20 tysięcy złotych - oszacowali autorzy raportu.

Nie ma wody, ani cienia

Sprawa przeciążania koni ciągnących wozy z turystami na trasie do Morskiego Oka stała się głośna w 2009 roku, kiedy na oczach turystów skonał koń Jordek. W ciągu tych pięciu lat, które minęły od tego wydarzenia, Park nie poprawił warunków pracy zwierząt.
Nadal brakuje ujęć z bieżącą wodą, rampy przeładunkowej oraz zadaszeń chroniących przed śniegiem czy słońcem. TPN nie wprowadził też żadnych skutecznych rozwiązań w zakresie monitoringu i kontroli fiakrów.
W ubiegłym roku historia się powtórzyła. Na oczach turystów upadł koń Cygoń. Okazało się, że nigdy nie figurował on w rejestrze Polskiego Związku Hodowców Koni, co może świadczyć o tym, że jego paszport był sfałszowany.
W ostatnim czasie TPN zapowiedział wprowadzenie rozwiązań takich jak montaż kamer na trasie do Morskiego Oka. Nie wiadomo jednak, gdzie zostaną umieszczone, ani kto będzie mieć dostęp do nagrań. Powstaje pytanie, czy rzeczywiście to rozwiązanie wpłynie na poprawę warunków pracy zwierząt, czy też - podobnie jak badania i czipy - posłuży do stworzenia wrażenia, ze wszystko jest pod kontrolą..
Na przełomie listopada i grudnia 2012 roku osiem organizacji zajmujących się statutowo ochroną zwierząt opublikowało list otwarty w sprawie poprawienia losu koni z TPN do Ministra Środowiska, jako organu nadzorującego działalność Parku.
Sygnatariuszami listu byli: Fundacja Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt Viva!, Fundacja Zielona Polana, Fundacja Lubelska Straż Ochrony Zwierząt, Fundacja Pegasus, Fundacja Tara, Komitet Pomocy dla Zwierząt, Krakowskie Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami i Tatrzańskie Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami. List uzyskał poparcie ponad 6300 internautów.
Biorąc pod uwagę powyższe okoliczności, organizacje zajmujące się statutowo ochroną zwierząt planują wystosować petycję do Pawła Skawińskiego, dyrektora TPN, w sprawie likwidacji konnego transportu na drodze do Morskiego Oka.
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA