fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Muzyka

Mary J. Blige błyszczy tylko w radosnych utworach

Rzeczpospolita
Płyta „Growing Pains” potwierdza, że poprzedni, obsypany nagrodami, krążek Mary J. Blige nie był chwilową zwyżką formy. Szkoda jednak, że tym razem wokalistka gra ostrożniej.
Zaczyna się bardzo obiecująco. „Work that” to Blige w najlepszym wydaniu: mocna, wyleczona z kompleksów, wyciąga rękę do dziewczyn takich jak ona przed laty. Potężny bit działa jak mobilizujący kopniak. Blige śpiewa: „Obudź się, wydeptuj własną ścieżkę i na nikogo się nie oglądaj”. W ciężkiej perkusji i wysokich tonach artystki czuje się triumf, ale nie wyższość. Ona twardo chodzi po ziemi, a raczej po ulicy – rapuje ostro i precyzyjnie. Brzmi pewnie, bo teraz jest Grown Woman – kobietą dojrzałą. Ma do zaoferowania wszystko, czego mężczyzna mógłby chcieć – seksapil, mądrość i charakter.
I powody do szczęścia – muzyka uwolniła ją i zaprowadziła na szczyt. Eksplodująca radością „Just Fine” jest najlepszym utworem – przemyślaną, finezyjnie skonstruowaną zabawą z „Don’t Stop Till You Get Enough” Michaela Jacksona. To nie przeróbka, ale całkiem nowa piosenka dorównująca Jacksonowej energią i lekkością. Niestety tu ekscytujące momenty się kończą. Dalej jest głównie stara, sprawdzona Blige – potężne podkłady zmontowane ze sterylnych dźwięków. Nie ma ani jednego naturalnego szmeru, nieproszonego tonu. Są za to „barokowe” wokale, Blige śpiewa głośno i melodramatycznie. W piosenkach brakuje przestrzeni, chwilami przytłaczają. Weselszym przebłyskiem jest „Till the Morning”, pośrednio wzorowana także na Jacksonie, bo nagrana z Pharrellem Williamsem, naśladowcą Michaela. I choć Williams wyszedł z mody, wie, jak zmusić Blige, by śpiewała lżej i delikatniej. Polecam też „Talk to Me” – tradycyjną i bardzo kobiecą kompozycję. Aretha Franklin może być o swoje dziedzictwo spokojna.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA