fbTrack

Publicystyka

Tusk i Platforma w roli ofiary

Michał Szułdrzyński
Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek
Kto zyskał, kto stracił
W tym tygodniu w całej krasie ujawniła się najnowsza strategia rządzącej partii. Nagromadzenie problemów, błędów i potknięć sprawiło, że dalej nie da się już utrzymać przekonania, że rządzą nami fachowcy, którzy prowadzą nas prosto do raju. Trudno też stawiać się w roli tego, kto nie dopuszcza do władzy krwiożerczego PiS-u – wszak partia Kaczyńskiego ostatnio coś mało krwiożercza, więc i robota obrońcy wydaje się mało przekonująca. Jak więc wzbudzić sympatię wyborców, jak sprawić, by Polacy znów pokochali Donalda Tuska? Odpowiedź znaleziono kilkanaście dni temu: zagrać na nucie tak dobrze w naszej polskiej kulturze osadzonej. Skoro poprzednie wybory prezydenckie Jarosław Kaczyński przegrał o kilka punktów procentowych, choć wcześniej miał dwadzieścia parę procent poparcia, widać, że Polacy utożsamiają się z tymi, których uważają za pokrzywdzonych. – Skoro podziałało w przypadku PiS, podziała i Twoim, Donald – powiedział zapewne Igor Ostachowicz do premiera. I rozpoczęła się akcja.
- Kancelaria Premiera jest tu pokrzywdzonym – mówił dziennikarzom rzecznik rządu Paweł Graś, o prowokacji dziennikarskiej „Gazety Polskiej Codzinnie", która ujawniła gotowość prezesa gdańskiego sądu do poddania się politycznym naciskom. Na wyobrażenie wielkiego gmachu przy Alejach Ujazdowskich, vis a vis Łazienek i Belwederu, plątaniny strasznych korytarzy, miejsca, w którym wykuwa się przyszłość naszej ojczyzny w roli „pokrzywdzonego" nagle zapałałem do tego miejsca sympatią. I o to pewnie ministrowi Grasiowi chodziło. W podobnym duchu wypowiedział się sam premier Donald Tusk. Pytany o prowokację powiedział: - Mamy do czynienia z polowaniem politycznym.
I znów jakaś nutka rozrzewnienia w duszy powstaje, jak się słyszy, że ktoś poluje na premiera, osobę, która przywróciła Polsce normalność. Ten premier, który od pięciu lat rządzi krajem, obsadził ludźmi swej partii niemal wszystkie instytucje publiczne z mediami publicznymi włącznie, który nadzoruje służby specjalne i niespecjalne również, w którego głos, jak się okazało, wsłuchują się prezesi niezawisłych sądów, który innymi słowy ma władzę nieporównywalną i dzierży ją nieporównanie dłużej niż jakakolwiek inna osoba w ciągu ostatniego ćwierćwiecza, ten właśnie premier okazuje się być łowną zwierzyną. Przyznają państwo, że ten pomysł z ofiarą jest genialny. Od razu zapominamy o tych służbach specjalnych, tysiącach urzędników, członków partii, całej machinie państwa, która za nim stoi i nagle wyobrażamy sobie premiera, jak biedne zwierzątko futerkowe, które gonią złe psy i paskudni, nieogoleni myśliwi. Ale mit ofiary ucieleśnia nie tylko ośrodek rządowy. To samo robi klub parlamentarny. Choć o przekazach dnia wysyłanych posłom napisano i powiedziano już wszystko, mało kto zwrócił uwagę na jeden aspekt. Jaki? Odpowiem pytaniem: jeśli aferze Amber Gold winien jest – zgodnie z przekazami dni Platformy – PiS, jeśli to PiS odpowiada za dzisiejsze kłopoty IPN, jeśli w ogóle partia Kaczyńskiego jest wszystkiemu winna, czymże jest PO? Tak, zgadli państwo, Platforma jest w ogóle ofiarą PiS-u. Rządzi już pięć lat, a wciąż nie uporała się z naprawieniem wszystkiego, co w ciągu dwóch lat rządów napsuli bliźniacy. Na złość wypuszczali z więzień przestępców, sabotowali proces „Pruszkowa", zniszczyli służby wojskowe (to, że za ich rządów mówiono coś wręcz przeciwnego, że wprowadzili państwo policyjne i nadużywali służb nie gra roli, ciemny lud to kupi), wszystko po to, by Platformie utrudnić rządy. Powiedzmy sobie szczerze, gdyby Platforma władzę przejęła nie w 2007 roku, lecz powiedzmy w 967, tuż po Chrzcie Polski, nasza historia potoczyłaby się zupełnie inaczej. Nie byłoby wojen z Niemcami ani Moskwą, bo przecież prowadziłaby politykę życzliwości i dobrego sąsiedztwa. A że rządzili jacyś kryptopisowcy, królowie od siedmiu boleści, którzy opanowani byli chorobliwą nienawiścią do Germanów i wschodnich Słowian, nasza historia potoczyła się jak potoczyła. Platforma jest tej historii zaś ofiarą. Zarzucacie, że autostrady nie takie, jak chcieliśmy, że zamykają szkoły, że kryzys, że państwo nic nie może itp. No właśnie, a Platforma w tym całym bałaganie musi rządzić. Najbliższe tygodnie pokażą, jak zadziała strategia kreowania Platformy i premiera na ofiarę. Stawiam na to, że poparcie zdecydowanie wzrośnie i powróci na wcześniejsze 50 proc. Prawda?
Źródło: weekend.rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL