fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Surowce i Chemia

Kulisy emisji obligacji KHW

Fotorzepa, Tomasz Jodłowski TJ Tomasz Jodłowski
Kiedy pierwszy raz myśleliśmy o pozyskaniu finansowania, dla górnictwa nie były dostępne kredyty długoterminowe - mówi Artur Trzeciakowski, wiceprezes ds. ekonomiki i finansów Katowickiego Holdingu Węglowego
„Rz": Dlaczego KHW zdecydował się w ogóle na emisję obligacji zwykłych zabezpieczonych, a nie skorzystał np. z kredytu czy innego sposobu finansowania?
Artur Trzeciakowski: Z dwóch powodów. Kiedy pierwszy raz myśleliśmy o pozyskaniu finansowania, dla górnictwa nie były dostępne kredyty długoterminowe. Uzyskanie kredytu trzyletniego było prawie niemożliwe, a pięcioletniego niemożliwe. Drugą przyczyną były zabezpieczenia. W 2010 r. podejście banków do holdingu,  a w zasadzie do całego górnictwa było takie, że na każdą złotówkę pożyczonych przypadało 2,5-3 zł zabezpieczeń. Czyli żeby pożyczyć 1 mld zł, trzeba było mieć 2,5-3 mld zł zabezpieczeń. A KHW nie był w stanie znaleźć takiej kwoty zabezpieczeń, dlatego zrezygnowaliśmy z kredytu, a zaczęliśmy rozmawiać o finansowaniu korporacyjnym, gdzie ryzyko rozkłada się na więcej niż jeden podmiot, w związku z tym poziom zabezpieczeń też jest inny. Stąd decyzja o emisji papierów wartościowych.
A czy to, że w konsorcjum banków, które obejmują te papiery jest pięć instytucji było ustalone z góry, czy wynikło w toku negocjacji?
To efekt negocjacji i ograniczenia się listy potencjalnych chętnych do finansowania spółki, choć niektórych propozycji  my nie przyjęliśmy. Wstępnie akces zgłosiło bodajże 13 banków, ale my od początku zakładaliśmy, że będzie ich 4-6. I tak życie pokazało, że negocjacje z pięcioma podmiotami, nami jako szóstą stroną i jeszcze dwoma kancelariami prawnymi pokazało, że jest to trudne.
Wracając do zabezpieczeń. Jeśli przy kredycie na 1 mld zł przypada 3 mld zł zabezpieczeń, to czy emisja obligacji jest tańsza, a jeśli tak, to o ile?
Wartość zabezpieczeń wpływa tak naprawdę na koszt pieniądza. U nas mamy do czynienia z bardzo znacznym obniżeniem wartości zabezpieczeń, takim, który był dla nas akceptowalny. A koszt emisji jest porównywalny z kosztem jednego z kredytów, które dziś holding posiada.
Koszt ten jest jedno czy dwucyfrowy?
Wielkość dwucyfrowa jest zdecydowanie przesadzona.
Ile trwały przygotowania do programu? Czy nim zaczęliście na poważnie szukać partnerów było wstępne sondowanie rynku? Jak długie? I czy z góry zakładaliście, że papiery będą pięcioletnie?
To były najdłuższe papiery do zdobycia na rynku. A jednocześnie pięć lat to okres porównywalny z czasem zwrotu większości inwestycji w górnictwie. Ponieważ górnictwo zawsze cierpiało przez rozbieżność pomiędzy czasem finansowania a okresem zwrotu inwestycji i wielokrotnie pożyczaliśmy te same pieniądze, by spłacić jedną inwestycję, teraz szukaliśmy optymalnego okresu finansowania. 8-10 letnie papiery były tak naprawdę poza naszym zasięgiem, a trzyletnie wydawały nam się zbyt krótkie. Udało się pozyskać finansowanie pięcioletnie, z czego dwa lata to karencja, a trzy okres spłaty. Rozpoznanie rynku trwało 6-8 miesięcy. To były wstępne rozmowy z kilkudziesięcioma instytucjami finansowymi. W pewnym momencie wydawało się, że nasze programy zainteresują EBOiR i była na to realna szansa, ale okres niezbędny do zaakceptowania przez nich projektu był porównywalny z tym, w którym my program dopięliśmy, czyli to ok. dwa lata. Po zbadaniu rynku kilka miesięcy straciliśmy przez kryzys finansowy, część mocno zainteresowanych banków wycofała się mimo składanych deklaracji ze względu na sytuację na rynkach. W sumie wstępne rozmowy i zawężanie grona banków to rok, kolejne dziewięć miesięcy trwały rozmowy merytoryczne.
1 mld zł to i dużo i mało zważywszy na to, że tegoroczny program inwestycyjny KHW opiewa na 650 mln zł, a wiemy, że pieniądze z obligacji to nie tylko środki na inwestycje, ale i na spłatę obecnego zadłużenia oraz zasilenie kapitału obrotowego. Jednocześnie ten program kończy inny, który też robiliście jako pierwsi. Mam na myśli emisję obligacji węglowych, spłacanych surowcem. Czy tamten program się nie sprawdził, czy ten jest po prostu korzystniejszy? Co je różni poza rodzajem spłaty?
Program emisji obligacji węglowych zaczął się we wrześniu 2009 r. i jego wartość w sumie jest większa niż obecnych za 1,025 md zł, bo przekroczy 1,1 mld zł. Czemu z niego rezygnujemy? Z dwóch powodów. Jeśli chodzi o koszty – są porównywalne. Ale jeśli chodzi o długość finansowania, są kompletnie różne. Obligacje węglowe w 90 proc. były obligacjami krótkoterminowymi – dostawy węgla zamykały się w 12 miesiącach od dnia emisji. Dlatego było to podobne do kredytu, ale za to nie były niczym zabezpieczone. Ale chcąc myśleć o zmianie struktury finansowania holdingu i dopasowania finansowania do okresu zwrotu inwestycji, trzeba było pomyśleć o czymś innym. Doszliśmy do wniosku, że trudno się opierać na trudnym rynku obligacji węglowych, bo my nie wiemy, kto za dwa-trzy miesiące po nie przyjdzie i czy kupi je za 10 czy za 100 mln zł, więc to nie jest pewne źródło finansowania, tylko raczej uzupełniające. Program ten spełnił swoją rolę, bo pomógł KHW przetrwać najtrudniejszy czas. Ale te pieniądze były dedykowane – mogliśmy je przeznaczyć tylko na spłatę zadłużenia. W programie emisji obligacji zwykłych zabezpieczonych wydajemy je wedle potrzeb. Czyli np. gdy widzimy, że cena stali w kolejnych miesiącach może rosnąć, kupujemy zapas tańszych w tym momencie obudów zmechanizowanych do kopalń i trzymamy je w magazynie. A w przypadku obligacji węglowych nie mogliśmy tego zrobić.
Czy w takim razie nie rozważaliście emisji obligacji zamiennych na akcje?
Myślę, że jest to problem prywatyzacji, ale i samego KHW. W Przypadku takiej emisji w ciągu dwóch lat obligacje muszą być zamienione na akcje. A jeśli holding przeżywał w tym momencie kłopoty finansowe, jego wycena byłaby odpowiednio niższa. W związku z trym dokonywanie emisji obligacji zamiennych przy niskiej wycenie spółki według zarządu nie było rozwiązaniem korzystnym.
Jeśli z czasem okaże się, że ten sposób finansowania się sprawdza jest szansa na zwiększenie puli obligacji albo kolejną emisję?
Dziś to pytanie trochę na wyrost, bo gdybym ja dzisiaj powiedział moim partnerom, że myślę o poszerzeniu programu, to w ogóle nie podpisalibyśmy umowy. Natomiast na pewno jeśli dojdziemy do wniosku, że inwestycja w nasz nowy szyb wymaga finansowania na poziomie 1,5-2 mld zł, a pieniądze muszą się znaleźć w ciągu roku, to będzie nam nieporównywalnie łatwiej przeprowadzić nową emisję. Dodatkową zaletą tego wszystkiego jest doświadczenie jakiego nabraliśmy. Nauczyliśmy się poruszać na rynkach finansowych, rozmawiać z bankami, ale przede wszystkim nauczyliśmy się prezentować firmę tak, jak to robią spółki giełdowe. Zakres informacji, które będziemy przekazywać bankom jest porównywalny z tym, co przekazują spółki giełdowe, bo banki oczekują bardzo szerokiej informacji. To spowodowało, że w holdingu powstał system monitoringu przenoszący informacje z samego dołu kopalń na górę, co pozwala na większą transparentność firmy.
Skoro „przećwiczyliście" już pozyskanie średnioterminowego finansowania to jest szansa, że inne spółki węglowe będą mogły w miarę potrzeb przygotować podobne programy i będzie im łatwiej?
Na pewno tak, jestem o tym absolutnie przekonany. Gdy instytucje finansowe widzą, że jest grupa banków, która już weszła w takie finansowanie w danym sektorze i że jest ono realizowane bez kłopotów, to każdy kolejny program jakiegoś następnego podmiotu może być przeprowadzony sprawniej. Szczerze mówiąc trochę się nawet śmiejemy, że na naszym pocie ktoś zarobi, ale przetarty szlak niech pozostanie przetarty. My zaczynaliśmy rozmowy od zera. Niektóre banki dopiero na nas uczą się górnictwa, jego specyfiki, zagrożeń z nim związanych, ale też szans, o których tak często się zapomina. A każda spółka górnicza w Polsce ma ogromne szanse. Wszystkie mają bardzo duże rezerwy pozwalające na poprawę wyników, żadnej z nich nie wyczerpują się złoża, a do tego mamy rynek zbytu. To tłumaczyliśmy bankom – że one inwestują w przyszłość.
A nie jest wam przykro, że wiceminister gospodarki Tomasz Tomczykiewicz powiedział, że KHW będzie ostatnią spółką, która zadebiutuje na warszawskiej giełdzie? Zwłaszcza, że już kilka razy się do tego przygotowywaliście...
I dlatego nie jest nam przykro, bo lepiej coś zrobić, niż kolejny raz powiedzieć, że znowu nic z tego nie wyszło. Natomiast obojętnie co by powiedzieć o naszych próbach debiutu giełdowego w poprzednich latach, to nie zrobilibyśmy dzisiaj obligacji gdyby nie to, że w 2007 r. ktoś zdecydował, że KHW ma iść na giełdę, a równocześnie ktoś podjął decyzję, że wszystkie sprawozdania muszą być przekształcane na MSR. Dlatego kiedy siedliśmy do rozmów z bankami, a one obejrzały nasze sprawozdania mogły nas porównywać z NWR czy RAG, bo zobaczyły te same standardy. Bo te banki finansują górnictwo w Europie. I to w długim okresie czasu.
Źródło: ekonomia24
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA