fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sztuka

Krystian Truth Czaplicki - młody artysta prowokuje

Krystian „Truth” Czaplicki ur. 1984. „The Changeling” w Galerii BWA Warszawa to jego pierwsza indywidualna wystawa
Archiwum własne, Edyta Jezierska Edyta Jezierska
Trudno zaszufladkować prace Krystiana „Truth” Czaplickiego, ale warto je oglądać. 28-letni artysta prowokuje
Na jego sztukę natknąć się można przypadkiem. Na osiedlu z wielkiej płyty, w miejskim parku, na murze opuszczonego budynku i działającej fabryki. Krystian Czaplicki, znany jako „Truth", rzeźbi w przestrzeni miejskiej. Swoje prace nazywa interwencjami rzeźbiarskimi, działa nie zawsze legalnie, ale zwykle z dużym wyczuciem.
– Jeśli wiem, że uzyskanie pozwolenia będzie trudne i czasochłonne, daję spokój. Wolę zrobić coś na „nielegalu" – przyznaje „Rz" artysta. – Chodzenie po urzędach zjada tyle energii, że szkoda ją tracić. Ale nie jestem jakimś etosowym anarchistą. Kiedy planuję dużą pracę z betonu, wolę mieć pozwolenie, przyjechać z ludźmi, którzy mi pomogą, niż czaić się po krzakach.
Czaplicki starannie wybiera imprezy i miejsca, na których wystawia, przyznaje się do tradycji graffiti, choć dostrzega jego ograniczenia. Wydaje się obcy zarówno w świecie street artu, jak i instytucji artystycznych. Właśnie ma pierwszą wystawę indywidualną w warszawskiej Galerii BWA.
Popularność przyniosły mu „huby", rodzaj tagu, street loga, podpisu. Te precyzyjne formy podrzucał niemal niezauważony, gdzie chciał: na kominy, fabryki, bloki, kamienice. Kluczowy był kontrast między minimalistycznym, eleganckim „pasożytem" a podłożem w stanie ruiny. Tak jakby nowoczesność zawsze musiała powstawać na gruzach, żywić się katastrofą poprzedniej epoki.
Obiekty Czaplickiego zacierają granicę między realizmem i abstrakcją, autonomiczną formą, przypadkowo znalezionym obiektem a osobistą pracą. Bardziej interesuje go zacieranie granic, proces transformacji niż trwałość.
W 2008 roku we Wrocławiu, gdzie urodził się w 1984 roku, przeprowadził akcję w parku. Czarna kładka łączyła dwa brzegi rowu z wodą. Od biedy dałoby się przez nią przejść, choć wyglądała jak drzwi z wyciętym prostokątem na szybę. Można pomyśleć, że to zabawa dzieci, jednak forma była zbyt dopracowana, by uchodzić za przedmiot przypadkowy. W tym samym roku w Brnie przygotował projekt z betonu i granitu. Betonowa forma powstała z wykopanego w ziemi nieforemnego dołu, zastygła i wyciągnięta stanęła na wąskiej ścieżce w parku. Na niej Czaplicki umieścił czarny kwadrat, idealnie wypolerowany granit, przypominający najsłynniejszy obraz XX wieku Malewicza.
Jego precyzyjnie wykonane konstrukcje rozrzucone w przestrzeni miejskiej wyglądają jak design najwyższej próby. Nic dziwnego, artysta jest absolwentem Katedry Wzornictwa na wrocławskiej ASP. – Studiowałem design, ale wydawał mi się zbyt funkcjonalny, przewidywalny. Pociągała mnie sztuka, jej tajemnica, zagadka – przyznaje.
W jego pracach jest wszystko, czym się żywi dzisiejsza sztuka: fascynacja codziennością, działalność w przestrzeni miejskiej, nawiązanie do dziedzictwa modernizmu, wciąganie publiczności do akcji. Ale czerpiąc z worka tradycji i stylistyk, Czaplicki potrafi być jednocześnie osobny i bardzo ciekawy. Jego akcje we Wrocławiu, Brnie czy Warszawie można uznać za miejską partyzantkę, ale niezwykle przemyślane struktury każą myśleć o tradycji tzw. land artu.
Przyznaje się do bezradności. – Wkurzam się, kiedy ktoś opisuje mnie jako kontynuatora tradycji modernistycznych. Tak samo inspiruję się ogródkami działkowymi jak Josephem Beuysem – zapewnia.
Kiedy inni rozglądają się za galeriami, które będą sprzedawać ich prace, on idzie w miasto, często sam finansując swe działania z pełną świadomością, że to, co tworzy, narażone jest na zniszczenie, ominięcie, zapomnienie. Stawia na dawne kategorie: intuicję, natchnienie, poezję.
– Sama interwencja byłaby dla mnie czymś zbyt suchym, sama poezja czymś za mało istotnym – streszcza swoją praktykę.
Kiedy cały współczesny świat sztuki odmienia przez wszystkie przypadki hasło „partycypacja", on deklaruje: – Nie zakładam reakcji, jaką ma wzbudzić moja praca u widzów. Zawsze robię ją najpierw dla siebie. Odbiór traktuję jako element zaskoczenia. Niedawno odlałem z brązu drzewo i „zasadziłem" w parku. Przychodzę po paru dniach i widzę, że ktoś ustawił wokół niego niewielki ochronny płotek. Tego nie przewidziałem.
W ubiegłym tygodniu firma Pepsico całkiem inaczej zareagowała na twórczość Trutha: zamalowała jego pracę powstałą na murze dawnej fabryki Wedla w Warszawie. A we wrześniu Czaplicki rozrzuci wielkie 10-metrowe walce styropianu w centrum stolicy. Kiedy coś podobnego zrobił we Wrocławiu, zdezorientowani kierowcy zaalarmowali straż miejską, a ta powołała sztab antykryzysowy. – Czuję się samotnikiem, który krąży i poszukuje na obrzeżach świata sztuki i środowiska ulicznych artystów – mówi. – Na swoje prace staram się patrzeć nie tylko jak na efemeryczne rzeźby, lecz także jak na obrazy. Wynajduję ciekawy dla mnie kadr w przestrzeni publicznej i dodaję do niego moją pracę, która jest jakby ostatnim pociągnięciem pędzla.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA