fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Zrób sobie album, to lepsze niż wystawa

Zdjęcie ze „Sweet Little Lies”
Fotorzepa, Kuba Dąbrowski Kuba Dąbrowski
Samodzielne wydawanie książek to zjawisko już masowe. Dotarło również do Polski - pisze Jacek Tomczuk
– Zakończyłem prowadzenie bloga fotograficznego i pomyślałem, że dołożę trochę innych zdjęć i utrwalę je w formie małego albumu. Miałem 4 tysiące złotych i postanowiłem zrobić to sam. Ile mogę sprzedać bez dystrybucji w dużych księgarniach? Zdecydowałem się na 300 sztuk – opowiada Kuba Dąbrowski, którego album „Western" zainspirował dziesiątki polskich fotografów do wydania swoich książek. Zobacz galerię zdjęć
Dziś jest to już kolekcjonerski rarytas, a Dąbrowski sam wydaje właśnie doskonałą drugą książkę „Sweet Little Lies", w czym pomagał mu duet kolekcjonerski ArtBazar.
Fotografuje świat pogrążony w nostalgii, ludzi odmawiających uczestniczenia w tu i teraz. Jedni wybierają retro, inni – rodzinę lub zacisze sypialni. To zdjęcia ojców uganiających się za synami, podwórek, gdzie kopie się piłkę do upadłego, sycylijskiego rybaka, który mógłby być bohaterem opowiadań Hemingwaya.
– Ta książka jest o wyobrażaniu sobie świata, o którym myślimy, że odszedł, ale tak naprawdę pewnie nigdy go nie było. Romantycznego świata ze starych włoskich piosenek i polskich filmów o łobuzach – opowiada Dąbrowski. Na Zachodzie nazywa się to self-publishing, polega na przełożeniu punkowej zasady „Do It Yourself" (Zrób to sam) do wydawania książek czy albumów.
Cała przyjemność polega na zrobieniu książki niemal samemu, od selekcji zdjęć przez współpracę z grafikiem po wybór papieru, na jakim chce mieć się album. Nowością jest to, że na masową skalę produkuje się albumy fotograficzne, artystyczne, z wyszukaną szatą graficzną, które dotychczas kojarzyły się z ekskluzywnością i dużymi pieniędzmi.
Na Zachodzie zjawisko to przeżywa apogeum popularności. Ma swoje gwiazdy, sklepy internetowe, setki komentatorów i ich blogi oceniające najnowsze wydawnictwa. Własne książki wydają gwiazdy zawodowej fotografii, np. Alec Soth i Martin Parr, członkowie agencji Magnum. Organizowane są targi w Londynie i Berlinie, a wystawy z najlepszymi pozycjami objeżdżają cały świat.
Wielu artystów zapewnia, że w dobie globalizacji robienie wystaw wydaje się zajęciem staroświeckim. Młodzi twórcy nie myślą już o obecności w Polsce, wiedzą, że Internet jest narzędziem, które może wypromować kogoś na drugim końcu świata. Na wystawę do Krakowa czy Warszawy przecież nie przyjedzie z Zachodu poważny krytyk, publiczność będzie bardziej lub mniej przypadkowa. A książka? Zostaje na długo.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA