fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

Prasa – post mortem?

Fotorzepa, Adam Burakowski
Wszystkie media mają ten sam problem. Koniec działającego od ponad 100 lat modelu finansowania poprzez reklamę. Nowego nie ma.
Tekst z tygodnika "Uważam Rze"
Gazety wyglądają wciąż całkiem rześko. Przynajmniej z perspektywy czytelnika. Ale prasoznawcy traktują już media papierowe jak nieboszczyka. I piszą książki futurologiczne o tym, co zastąpi tradycyjny dziennik. Jedną z takich książek – „Śmierć prasy i przyszłość informacji" Bernarda Pouleta (wyd. Czarne, 2011) – warto szczególnie polecić, także jako istotny głos w debacie o nadchodzącej erze demokracji bez mediów, jakie znamy dziś. Poulet stawia mocną tezę: wspólna przestrzeń publiczna, która charakteryzowała epokę wielkich mediów masowych, właśnie rozpada się na kawałki. Nowe technologie informacyjne przyczyniają się do tworzenia drobno poszatkowanego świata „interaktywnej samotności". Już niebawem każda grupa społeczna, ba, każda jednostka będzie miała swoje, szyte na miarę, osobiste medium. Pogłębiona informacja stanie się towarem ekskluzywnym, drogim i rzadkim, domeną elit, podczas gdy większość odbiorców będzie kupowała newsy w wirtualnych medialnych hipermarketach. Jeśli w ogóle będzie jeszcze zainteresowana czymś takim jak news, nawet darmowy...

Błędne koło

Zastrzeżenie jest jak najbardziej zasadne. W USA już teraz 60 proc. nastolatków deklaruje, iż nie czyta codziennych wiadomości, niezależnie od tego, czy przekazywane są w formie tradycyjnych gazet, czy w wersji online. Za darmo, czy za pieniądze. Badania przywoływane przez Pouleta wykazały, że informacje uznawane za poważne tak naprawdę w ogóle nie interesują młodych ludzi. Co więcej, są przez nich traktowane jako zagrożenie. Dla pokolenia, którego dewizą jest hasło „nie bawisz się, nie żyjesz", konfrontacja z dylematami współczesnego świata może być jedynie źródłem niepotrzebnego stresu.
W 1997 roku w Stanach Zjednoczonych 39 proc. ludzi w wieku od 18 do 24 lat czytało w miarę regularnie jakiś dziennik. Dziewięć lat później pozostało ich zaledwie 22 proc. Problem nie dotyka jedynie druku. W podobnym tempie, po obu stronach Atlantyku, spada widownia telewizyjnych programów informacyjnych.
Spada widownia, ale wcale nie rośnie klikalność na portalach informacyjnych. Powodów jest oczywiście wiele: kryzys przekonań, zaangażowania politycznego oraz wzorców zbiorowego postępowania, triumf indywidualizmu, postępujące rozwarstwienie społeczne. Ale także gwałtowne pogorszenie się jakości informacyjnych stron WWW. Na pozór liczba newsów jest tam ogromna, wrażenie wzmacnia natłok wszelkich komentarzy, ale sama treść tak naprawdę niezwykle zubożała. Mamy zatem błędne koło. By przyciągnąć młodych, obniża się poprzeczkę, ale im bardziej tzw. kontent staje się banalny, tym mniej interesuje czytelników, zwłaszcza młodych.
Wiadomo, nikt nie czyta, wszyscy piszą. Zmieniają się przyzwyczajenia i nawyki. Do ogólnie znanych źródeł kryzysu czwartej władzy Poulet, mający w CV szefowanie kilku znanym francuskim czasopismom, dodaje jednak nowe, niezwiązane z technologiczną rewolucją, a bardziej z postawami dziennikarzy, zwłaszcza europejskich.

Dlaczego prasa umiera?

Za spadek zaufania do prasy Poulet obwinia polityczne ambicje publicystów z najważniejszych tytułów na kontynencie. Nie chodzi jednak o otwarte sprzyjanie konkretnym partiom (co wcale nie przekłada się na spadek czytelnictwa, a wręcz przeciwnie), lecz o wejście dziennikarzy w buty polityków. O chęć wypełnienia specyficznie rozumianej moralnej misji. Okazuje się, że dziennikarze przeświadczeni o posiadaniu monopolu na prawdę irytują czytelników jeszcze bardziej niż grzeszni z definicji politycy. Ten typ dziennikarstwa, charakteryzujący się pełną wyższości postawą i upominaniem innych, dał się szczególnie ludziom we znaki podczas referendum nad projektem konstytucji europejskiej. Miała wtedy miejsce próba narzucenia społeczeństwom wielu krajów konkretnych rozwiązań, nie w imię jasno zdefiniowanej koncepcji politycznej, lecz pod pozorem obiektywizmu. A ponieważ najwięcej grzeszyli tu dziennikarze prasowi (głównie „Le Monde"), oni też płacą dziś najwyższą cenę.
Bunt przeciw swoistej zmowie establishmentu polityczno-medialnego nie jest specjalnością europejską. W USA doświadczył siły takiego buntu Dan Rather, prowadzący sztandarowy program dziennikarstwa śledczego „Sixty Minutes" (CBS). Został on zmuszony do wcześniejszego przejścia na emeryturę, ponieważ zaciekle bronił prawdziwości mocno obciążającego George'a W. Busha reportażu, niepopartego jednak żadnymi dowodami. Kilka konserwatywnych blogów udowodniło mu pomyłkę i doprowadziło do dymisji.

Pośrednicy wykluczeni

Wszystkie media, zarówno te, które nadużyły zaufania czytelników, jak i te, którym ludzie wciąż ufają, mają ten sam problem. Koniec działającego od ponad 100 lat modelu finansowania poprzez reklamę. To dzięki niej można było utrzymywać wysokiej jakości dziennikarstwo, obniżając jednocześnie cenę sprzedaży gazet i windując nakłady. Wraz z nastaniem komunikacji cyfrowej ów model biznesowy się załamał. Do dzisiaj nie wymyślono żadnego innego, który mógłby go zastąpić.
Martin Nisenholtz, jeden z szefów strony internetowej „New York Timesa", zręcznie streścił stojące dziś przed wydawcami wyzwanie: „Jak stworzyć wysokiej jakości treść w świecie, w którym reklamodawcy chcą płacić za kliknięcie, a konsumenci nie chcą płacić za nic?".
Racją istnienia mediów było dotąd pośrednictwo. Dziś staje na porządku dziennym pytanie, czy takie pośrednictwo jest jeszcze komuś potrzebne? Reklamodawcy są już zmęczeni świadomością, iż połowa ich budżetu jest wydawana bez sensu, i nie wiedzą przy tym, o którą połowę chodzi. Porzucają zatem gazety, powoli odwracają się także od telewizji. Idą do sieci, co wcale nie znaczy, że wybierają działające tam informacyjne portale. Zwracają się do tego, kto tam rządzi. A wiadomo, czwarta władza abdykowała, dziś „Google is God".
Zdaniem Pouleta, to właśnie Google chce mieć w ręku wszystkie ogniwa łańcucha. Jest największym na świecie dostawcą wiadomości, który teraz w dodatku zaczyna pertraktować bezpośrednio z reklamodawcami. Na tym właśnie polega wykluczenie pośrednictwa. Wyszukiwarki stają się Walmartem reklamy. Potężne niegdyś domy mediowe za chwilę pozostaną co najwyżej niewielkimi butikami.

Gazeta szyta na miarę

Czy da się uprawiać dobre dziennikarstwo bez wielkich pieniędzy? Niektórzy próbują. Strona internetowa „Pasadena Now" zatrudnia pięciu dziennikarzy... w Indiach (bo taniej). Ich zadaniem jest śledzenie bieżących wydarzeń w kalifornijskim mieście na podstawie retransmisji zapisu wideo z posiedzeń rady miasta przekazywanych drogą internetową. Całoroczny budżet „Huffington Post", portalu będącego symbolem nowych mediów, wynosi tyle, ile utrzymanie biura AP w Bagdadzie. Poulet zadaje pytanie: co jednak się stanie, kiedy w Bagdadzie zabraknie dziennikarzy?
Już ich tam nie ma, dlatego właśnie Irak znalazł się na pierwszym miejscu rankingu miejsc najważniejszych dla losów świata, a nieobecnych w mediach w 2010 roku. Żyjemy w globalnej wiosce, ale wiemy o jej mieszkańcach coraz mniej. Short on facts, long on comments, czyli mało faktów, dużo komentarzy – to dewiza tanich mediów. Przestają mieć znaczenie tak fundamentalne dla dziennikarzy pojęcia jak pierwsza strona. Wydawca mniej interesuje się gazetą jako całością, woli sprzedawać ją jak stare auto na części, bo tak się bardziej opłaca. Nie proponuje się reklamodawcom całego nośnika, lecz osobno każdy artykuł. „New York Times" już teraz proponuje dostarczanie abonentowi informacji jedynie z tego obszaru, który został przez niego wstępnie wyselekcjonowany. Kwestionuje się hierarchię i wybory dyktowane przez tradycyjne media. Nicholas Negroponte obwieścił już parę lat temu, iż „z ewentualnym wyłączeniem sportu i wieczorów wyborczych, w przyszłości przekaz telewizyjny i radiowy będzie miał charakter wybiórczy". Elektroniczna gazeta szyta na miarę to produkt przyszłości. Dodajmy: na miarę kieszeni kupującego.

Media dwóch prędkości

Żadne społeczeństwo nie może się obyć bez informacji. Tym truizmem Poulet rozwiewa tytułową wizję śmierci prasy. „Ani obywatele, ani też osoby odpowiedzialne za politykę, gospodarkę i finanse nie mogą działać ani podejmować decyzji, nie dysponując odpowiednimi danymi. Nowoczesna demokracja rozwinęła się dzięki umiejętności uzyskiwania wiedzy o tym, jak funkcjonuje społeczeństwo, a prasa stanowiła w tym procesie jeden z najważniejszych trybów. Z tego względu można iść o zakład, że prasa nie zniknie!" – obstawia autor.
A skoro ci, którzy podejmują jakiekolwiek istotne decyzje, muszą być zorientowani, co w trawie piszczy, to właśnie oni zgodzą się zapłacić – i to drogo – za wiarygodne i prawdziwe informacje. Obok informacyjnego fast foodu dla ubogich będzie też informacja „wypasiona" dla bogatych. Rodzi się świat mediów dwóch prędkości. Najbardziej spektakularnym przykładem tej drugiej jest Bloomberg Terminal – serwis internetowy, który udostępnia świetnie opracowane informacje gospodarcze i finansowe, ale także teksty dotyczące kultury. Docierają one do 300 000 abonentów na całym świecie, a każdy płaci 1800 dolarów miesięcznie. We Francji działa AEF (Agence Éducation Emploi Formation), która zatrudnia blisko 70 profesjonalnych dziennikarzy, a swoje usługi sprzedaje w cenie od 5000 do 20 000 euro za rok.
A jak wygląda informacyjna darmocha? Koń, jaki jest, każdy widzi. Poulet stawia ciekawe pytanie o to, co jest pomiędzy tymi skrajnościami. Klasa średnia nie godziła się dotąd, żeby zapłacić za informację tyle, ile jest ona warta. Teraz będzie musiała dokonać wyboru, czy chce poprzestać na Twitterze, czy zdecyduje się siegnąć do portfela, by mieć dostęp do prawdziwej informacji.
Źródło: Uważam Rze
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA