fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Warszawa

Pianista, który zmusza do słuchania

Fotorzepa
Wieczór z Piotrem Anderszewskim. To był recital niekonwencjonalny, ale zagrany w sposób fascynujący i konsekwentny
Najbardziej oczekiwanym punktem wczorajszego występu w Filharmonii Narodowej była „Humoreska” Schumanna. Piotr Anderszewski nie jest pianistą o rozległym repertuarze, a utworów niemieckiego romantyka nigdy wcześniej nie grał dla warszawskiej publiczności.
Wbrew tytułowi „Humoreska” nie jest zabawnym drobiazgiem. To potężny, trwający prawie pół godziny utwór o zmiennych nastrojach (humorach), typowy dla romantyków przykład emocjonalnych rozchwiań. Składa się z drobnych cząstek, ale zachodzą one jedna na drugą, splatając się w misterną konstrukcję.
Trzeba artystycznej wyobraźni i dyscypliny zarazem, by stworzyć z nich spójną całość. Anderszewski potrafił zbudować z „Humoreski” muzyczną konstrukcję, zadziwiającą rozmachem i bogactwem.
Jak gra zaś partity Jana Sebastiana Bacha, wiemy choćby z nominowanej cztery lata temu do nagrody Grammy płyty wydanej przez Virgin. Jego interpretacje koncertowe zawsze różnią się od nagrań i tak było tym razem.
Bach w wykonaniu Anderszewskiego odbiega od klasycznych ujęć. Pianista potrafi udowodnić, że wielki mistrz baroku tworzył nie tylko muzykę absolutną, ale wypełniał ją emocjami. Nie boi się naruszyć idealnej Bachowskiej polifonii. Zwalnia i wycisza sarabandę, by eksponując piękno jej melodii, uczynić z niej kulminacyjny punkt obu partit, które wybrał na początek i finał recitalu.
Te bardzo indywidualne interpretacje zachowują jednak wszystkie proporcje muzyki Bacha. I w przeciwieństwie do innych pianistów, którzy przy fortepianie próbują odtworzyć suche brzmienie starego klawesynu, Anderszewski gra te utwory pięknym, jasnym dźwiękiem, jakiego Bach nie znał.
Takich partit można słuchać nieustannie, bo Anderszewski ciągle odkrywa w nich coś nowego. Dał tego dowód także wczoraj. Nie w pełni usatysfakcjonowany wykonaniem II partity zagrał ją raz jeszcze w całości na bis i okazało się, że już początkowe adagio sinfonii zabrzmiało inaczej niż na początku występu.
Olśniewająco wykonał także „Maski” Karola Szymanowskiego, ale ten kompozytor jest mu szczególnie bliski. W jego ujęciu w tym cyklu trzech utworów inspirowanych literaturą nie ma pseudoimpresjonistycznego zamazywania melodii, co zdarza się innym pianistom. Jest natomiast bogactwo faktury i barw oraz niemal orkiestrowy rozmach, dowodzący, że Szymanowski to jeden z największych kompozytorów muzyki fortepianowej XX w.
Wykonując „Maski” podczas obecnego tournee obejmującego siedem europejskich stolic, ulubionemu kompozytorowi oddał wspaniały hołd z okazji Roku Szymanowskiego. Żaden inny polski artysta nie promuje z takim sukcesem jego muzyki w świecie.
W czasie podróży Anderszewskiemu towarzyszy ekipa telewizji francuskiej przygotowująca film o polskim pianiście. On starał się nie dostrzegać obecności kamer na estradzie, choć prywatnie przyznaje, że są dla niego bardzo męczące.
Strona internetowa pianisty www.anderszewski.net
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA