fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Zakładowa wycieczka do burdelu

Flickr
Niemieckie firmy fundują zasłużonym pracownikom kosztowne podróże z dodatkiem usług seksualnych
Wüstenrot & Württembergische jest jednym z niemieckich koncernów finansowych specjalizujących się w kredytach budowlanych. Obraca miliardami, więc wycieczka do Brazylii za 200 tysięcy euro dla najlepszych pracowników nie była niczym niezwykłym w tej branży. Dziennik „Handelsblatt” wykrył jednak, że pobyt w Rio de Janeiro nie ograniczył się do miłego spędzenia czasu we własnym gronie. Jednym z punktów programu była wizyta w klubie o nazwie Barbarella. To dom publiczny, z którego usług ochoczo skorzystała część wycieczki. Jeden z dyrektorów firmy, jak wynika z protokołu policyjnego, spędził noc z prostytutką na plaży.
Wüstenrot twierdzi, że nie ma z całą sprawą nic wspólnego. Przedstawił mediom regulamin postępowania pracowników w czasie wyjazdów integracyjnych. Stoi tam czarno na białym, że obowiązkiem pracownika jest poinformowanie kierownictwa firmy o każdym przypadku zachowania, które mogłoby zaszkodzić wizerunkowi koncernu. – Papier jest cierpliwy – odpowiada na to profesor Thomas Beschorner, specjalista ds. etyki we współczesnym biznesie. W rozmowie ze „Spiegel Online” udowadnia, że gdzie jak gdzie, ale w branży finansowej zasady etycznego zachowania powinny odgrywać szczególną rolę.
O tym, że tak nie jest, wiadomo od dawna. Kilka miesięcy temu „Handelsblatt” opisał, jak pracownicy koncernu ubezpieczeniowego Ergo zabawiali się w łaźniach na Wzgórzu Gellerta w Budapeszcie. Grupa spędzała tam służbowo czas w towarzystwie opłacanych przez koncern dam do towarzystwa. Odziane były jedynie w opaski na nadgarstkach, jedne w kolorze żółtym, drugie w czerwonym. Z usług tych ostatnich mogli korzystać jedynie uczestniczący w wyprawie menedżerowie koncernu. Ciekawie wyglądały rozliczenia za wieczór. Panie zbierały pieczątki na ramionach. Honorarium uzależnione było od ich liczby. Gości była setka, dam do towarzystwa dwadzieścia. Działo się to wprawdzie trzy lata temu, ale sprawa ujrzała światło dziennie zaledwie kilka miesięcy temu.
W mediach rozpoczęła się wtedy dyskusja nie tyle o morale niemieckich firm, ile o tym, w jaki sposób honorować zasłużonych pracowników i czy atrakcyjne wyjazdy motywacyjne mają w ogóle sens. Nic nie dała, a instytucja wyjazdów firmowych wciąż ma się w Niemczech doskonale. Jest formą dodatkowego wynagrodzenia za pracę. Czy można jednak płacić pracownikom usługami seksualnymi? Teoretycznie nie ma prawnych przeszkód do takiej formy rekompensaty. Prawo wkracza jedynie jeśli seksowi towarzyszy korupcja.
Takich przypadków w Niemczech nie brakuje. By wspomnieć jedynie o głośnej przed kilku laty aferze w koncernie Volkswagena. Jeden z menedżerów, odpowiedzialny za kontakty ze związkami zawodowymi, zapraszał przez lata związkowców do znanego w Hamburgu klubu o jednoznacznej nazwie Sex World. Rachunki za te eskapady lądowały na biurku szefa działu personalnego koncernu Petera Hartza. W sumie na 5 milionów euro. Hartz akceptował wszystkie takie wydatki, traktując je jako lobbing.
To ten sam Peter Hartz, któremu ówczesny kanclerz Gerhard Schröder powierzył zadanie opracowania reformy liberalizującej niemiecki rynek pracy. W jej wyniku spadły koszty pracy, stabilizacji uległy płace i ceny, a Niemcy są dzisiaj w doskonałej kondycji gospodarczej. Ale wkrótce okazało się, że uznany reformator korzystał przez lata z usług luksusowej brazylijskiej prostytutki, opłacanej przez Volkswagena. Czekała na swego klienta w najlepszych hotelach na kilku kontynentach, inkasując za to w sumie niemal 700 tysięcy euro. Na tym tle wyprawy pracowników koncernów Wüstenrot czy Ergo jawią się jak mało znaczące epizody z życia niemieckich koncernów.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA