fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Edukacja

Uczelnie mają nie kształcić tylu magistrów

Minister nauki prof. Barbara Kudrycka
Fotorzepa, Darek Golik
Ministerstwo nauki chce, by na rynek pracy trafiało więcej osób z licencjatem. Zmieni zasady finansowania uczelni
Pracodawcy potrzebują więcej kadry średniego szczebla – osób z dyplomem licencjata.  Tymczasem 90 proc. absolwentów tego typu studiów kontynuuje naukę, by zdobyć tytuł magistra. Ministerstwo Nauki chce to zmienić. Pomóc ma nowy sposób finansowania uczelni z budżetu państwa.
Od pięciu lat naukę na uczelniach wyższych kończy średnio rocznie 217 tys. magistrów i 170 tys. osób z dyplomem licencjata. Większość tych ostatnich kształci się dalej.
Minister nauki prof. Barbara Kudrycka pracuje nad systemem, który ma to zmienić.
Powiedziała „Rz", że wysokość dotacji dla uczelni akademickich będzie zależała od jakości badań naukowych i kształcenia studentów, z których „najbardziej utalentowani powinni trafiać na studia magisterskie". Z kolei wyższe szkoły zawodowe mają być rozliczane z kształcenia dla gospodarki.
Teraz o podziale funduszy decyduje w 70 proc. liczba studentów i pracowników akademickich.
Nowy system ma być wprowadzany od 2013 r.
– Bezrobocie wśród młodych ludzi z wyższym wykształceniem zmniejszy się, o ile w ślad za tymi zmianami podniesie się jakość kształcenia. Zdarza się, że teraz np. informatycy uczeni są programów, których nikt już nie używa w firmach – komentuje pomysł resortu Małgorzata Rusewicz, dyrektor Departamentu Stosunków Pracy PKPP Lewiatan. Wylicza, że zapotrzebowanie będzie np. w branży energetycznej, z której w ciągu dziesięciu lat na emerytury odejdzie 60 proc. pracowników, oraz w informatycznej w związku z rozwojem cyfryzacji.
GUS podaje, że we wrześniu było ok. 1,9 mln bezrobotnych. Więcej niż co dziesiąty to osoba z wykształceniem wyższym.
– Magistrów będzie mniej i automatycznie staną się bardziej pożądani na rynku pracy – dodaje Gabriela Jabłońska, analityk rynku pracy z firmy Sedlak & Sedlak. – Na korzyść licencjatów mogą przemawiać co najwyżej mniejsze oczekiwania płacowe i te związane z rozwojem kariery zawodowej.
Rektorzy zauważają jednak, że pracodawcy niechętnie zatrudniają absolwentów z licencjatem. – Nie jest jeszcze rozpoznawalnym i cenionym znakiem towarowym. Dlatego też większość młodych ludzi nie poprzestaje na nim – tłumaczy prof. Wiesław Banyś, rektor UŚ, przewodniczący Konferencji Rektorów Uniwersytetów Polskich.
Uważa on, że zmiana finansowania ulży budżetowi państwa, bo mniej osób na studiach magisterskich to mniejsze obciążenie finansowe. Jednak taka zmiana kształcenia społeczeństwa nie zmniejszy bezrobocia. – Wykształcenie ogólnouniwersyteckie pozwala lepiej reagować na zmiany na rynku pracy – przekonuje rektor UŚ.– Osobie wykształconej w wąskiej specjalizacji trudniej jest znaleźć pracę.
Temu może zaradzić wymuszony przez nowy system podział uczelni na akademickie i zawodowe. Te ostatnie mają zyskać większy prestiż. Nie wiadomo jednak, czy zamysł prof. Kudryckiej się powiedzie. Uniwersytety nie zamierzają rezygnować z przygotowywania do zawodu. Chcą zwiększyć godziny praktyk. Wiedzą, że to one jeszcze długo będą dla kandydatów uczelniami pierwszego wyboru.
– Gdy pieniądze idą za studentem, uczelnie akademickie nastawiają się na szerokie kształcenie i odbierają nam kandydatów – przyznaje prof. Andrzej Kolasa, rektor Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Ciechanowie, szef Konferencji Rektorów Publicznych Szkół Zawodowych. – A szkoły zawodowe w regionie mogą lepiej niż uniwersytety w dużych ośrodkach akademickich współpracować z przedsiębiorcami, tak, by student już na drugim roku wiedział, gdzie może mieć miejsce pracy. Taki model kształcenia sprawdza się we Francji, Niemczech czy w Anglii.
masz pytanie, wyślij e-mail do autorki r.czeladko@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA