fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Na samym dnie

Przez długie lata nazwa „Kursk" była dla Rosjan symbolem zwycięskiej chwały – do dziś teren, na którym rozegrała się jedna z największych bitew drugiej wojny, pokryty jest siecią „żywych muzeów", jakkolwiek zdaje się, że czołg należy do materii nieożywionej.
W istocie czołgów było tam niemało, i to po obu stronach. Tę grozę trudno sobie wyobrazić: pod powiekami rodzi się makabryczny obraz zasmolonej blachy i ludzi roztapiających się w jęzorach płomieni.

Diabelska to była sprawa. Obie strony poniosły wielkie straty. Tyle że rozpędzony za Uralem przemysł sowiecki ze zdumiewającą łatwością je odrobił. Hasło „Kursk" kojarzyć się więc może z sowiecką sprawnością inżynieryjno-organizacyjną, z jej antyhumanistycznym, sklerotycznym dziś, mitem „św. Technologii". Później kosmicznej, bo przecież – ku przerażeniu jankesów – był sputnik i takie tam ustrojstwa. „Biełka, Striełka, sabaka, pies, rakieta na Księżyc gotowa jest!" – śpiewaliśm na podwórku. Dobrze żarło, ale zdechło: na Księżyc polecieli Amerykanie.

Wszelako bolszewicka wiara w „św. Technologię" trwała, a jedną z jej późnych i kunsztownych manifestacji był supertechnologiczny okręt podwodny imieniem „Kursk", co zresztą zakra...
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA