fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

Gołębiewski nie maleje w Karpaczu

Fotorzepa, Krzysztof Skłodowski Krzysztof Skłodowski
Jerzy Haszczyński
Wybudowany niezgodnie z projektem hotel miał być obniżony o 4,5 m. Inwestor próbuje ominąć decyzję o rozbiórce części budynku
Zamiast rozebrać dach i górne kondygnacje, właściciel hotelu znany biznesmen Tadeusz Gołębiewski postanowił część dachu przeszklić i nazwać ją świetlikiem.
Hotel Gołębiewski zdaniem obrońców sudeckiego krajobrazu szpeci Karpacz. Jak pisała „Rz", wojewódzki konserwator zabytków (hotel zabytkiem nie jest, ale stoi w obszarze chronionego krajobrazu) uznał, że zbudowano go niezgodnie z planem zagospodarowania przestrzennego i projektem.
Według pozwolenia na budowę z 2007 r. hotel miał liczyć 630 pokoi i pięć apartamentów (na 1275 gości). Tymczasem ma 880 pokoi, 18 apartamentów i 32 sale konferencyjne, a jego powierzchnia wzrosła z 100 do 116 tys. mkw. Innym odstępstwem od projektu jest wysokość, która przekroczyła dopuszczalną o 4,5 m.
Władze Karpacza w lipcu 2010 r. próbowały zmienić miejscowy plan, by dostosować go do stojącego już obiektu, ale konserwator odmówił, a minister kultury podtrzymał jego decyzję.
Zgodnie z prawem inwestor powinien więc do końca 2011 r. dostosować obiekt do stanu zgodnego z miejscowym planem. A ten mówi: wysokość kalenicy, czyli najwyższego punktu konstrukcyjnego budynku, nie może przekraczać 798 m n.p.m. (obecnie jest to blisko 803 m).
Gołębiewski zdecydował się część dachu przeszklić i nazwać ją świetlikiem. Pominął obowiązkowe uzgodnienia z konserwatorem zabytków.
Dyrektor hotelu Damian Stachura tłumaczy, że zapis o maksymalnej wysokości budynku nie dotyczy świetlików. Na pytanie o wysokość konstrukcji mierzonej do kalenicy odpowiada: – A jeśli tam nie będzie kalenicy?
Ale jak wyjaśnia Wojciech Drajewicz, prezes jeleniogórskiego oddziału Stowarzyszenia Architektów Polskich, kalenicy nie może nie być, bo nie jest fizycznym elementem, lecz abstrakcyjnym punktem.
– Inwestor zignorował pierwotny projekt, a dla obecnych interpretacji nie znajdzie uznania w żadnym sądzie – uważa Drajewicz. Przyznaje, że w przepisach jest „mnóstwo absurdów, które zmuszają inwestorów do stosowania wybiegów", ale jego zdaniem w tym przypadku nie można mówić o niczym podobnym.
Gdy do szefa jeleniogórskiej delegatury wojewódzkiego Konserwatora Zabytków Wojciecha Kapałczyńskiego doszły słuchy o robotach w Karpaczu, zapytał powiatowego inspektora nadzoru budowlanego, czy prowadzone są na podstawie zmienionego projektu. Usłyszał, że tak. – Na pytanie, czy PINB pamięta, że powinien być on uzgodniony ze mną, po drugiej stronie słuchawki odpowiedziała cisza – mówi „Rz".
– Opiniuje się tylko projekt na etapie początkowym, a nie przeróbki – tłumaczy „Rz" powiatowy inspektor budowlany Jacek Radwan.
Kapałczyński przypomina, że nie zmienił się obowiązek uzyskania jego opinii przy odbiorze końcowym. Czy więc hotel trzeba będzie zmniejszyć? – Decyzje administracyjne to jedno, a ich egzekucja to drugie – mówi Drajewicz.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA