fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Euro 2012

ME-2012 - wizytówka Irlandii

ROL
Drżyjcie, rywale i dziennikarze: nadchodzi sprawiedliwość, a na jej czele kroczy Giovanni Trapattoni
Kadra Irlandii i jej trener wreszcie mogą odetchnąć i powiedzieć, że się udało. Wynik 5:1 w dwumeczu z Estonią nie pozostawiał wątpliwości, kto zasłużył na awans. Wprawdzie po pierwszym meczu, wygranym 4:0, Trapattoni rzucił jedno ze swoich słynnych stwierdzeń: „Kot jest w worku, worka jeszcze nie zamknęliśmy, a to dziki kot", ale nikt go nie słuchał. Nic złego nie mogło się Irlandii tym razem stać, limit nieszczęść piłkarze i trener już w swoim życiu wyczerpali. Byli blisko awansu już dwa lata temu, ale wtedy w barażach do RPA zatrzymała ich ręka Thierry'ego Henry'ego. Francuzi pojechali na mistrzostwa, ale tam chyba ich zatrzymała ręka Boga, bo zachowywali się tak, jakby każdy dzień pobytu na turnieju był dla nich męką: odpadli w pierwszej rundzie i uciekli z RPA skłóceni i rozbici.
Trapattoni chyba im przebaczył. W wywiadzie, którego udzielał na gorąco po rewanżowym spotkaniu, był bardzo spokojny. Kto widział jego konferencję prasową, gdy prowadził jeszcze Bayern Monachium, słynną mieszankę niemieckiego z włoskim, zakończoną rzuconym w gniewie: „Ich bin fertig", ten nie mógł się nadziwić, że po tak jawnej krzywdzie Włoch nie wznosi rąk do nieba.
Może nauczył się czegoś po tym, co spotkało go na MŚ w 2002 roku. W 1/8 finału sędzia Byron Moreno robił wszystko, by wygrali Koreańczycy (wyrzucił z boiska Francesca Tottiego i nie uznał prawidłowej bramki dla Włochów), a Trapattoni ciskał się przy linii bocznej. Teraz wiedział, że nie ma co głośno protestować, tylko trzeba zakasać rękawy i pracować tak, żeby nie pozwolić losowi na takie przypadki.
Obie strony pasują do siebie jak dwa kawałki sklejki i aż dziw bierze, że Irlandia trafiła na tego trenera tak późno. Jeśli to prawda, że gdy Irlandczyk chce porozmawiać z kimś ważniejszym od siebie, to zostaje mu tylko Bóg, to Trapattoni jest idealnym między obiema stronami pośrednikiem. Praktykujący katolik, członek Opus Dei, który na każdy mecz zabiera ze sobą butelkę święconej wody.
A do tego potrafi być tyranem, który zaprowadzi porządek. Tego ostatniego nigdy nie było w irlandzkiej kadrze w nadmiarze. Może Trapattoniemu było łatwiej, bo już nie rządził w szatni Roy Keane, który potrafił zbluzgać trenera przed całą drużyną, tak jak tuż przed mundialem 2002, ale z Irlandczykami nigdy nie jest prosto.
Jak sam trener przyznaje, gdy obejmował kadrę, piłkarze odbierali telefony z federacji, tylko gdy im się chciało, a teraz rozmawiają z nim prawie na baczność, nawet największe gwiazdy, które mają sporo na sumieniu. Kapitan Robbie Keane potrafił się pobić na treningu z Edgarem Davidsem i 48 godzin przed ważnym meczem z Armenią śpiewać w nocnym klubie, a John O'Shea brał udział w słynnej „wigilijnej" orgii Manchesteru Utd, po której wściekł się Alex Ferguson.
Taki chyba jednak ich urok i Trapattoni, który uwielbia mieć wszystko pod kontrolą, pozwala im poszaleć, kiedy uzna, że można. Po awansie powiedział, że zasłużyli na imprezę i picie piwa, ale sam wolał na to nie patrzeć. Wykonali zadanie, to niech robią, co chcą, ale gdy znów się spotkają, on będzie jedynym szefem.
Nie muszą mieć wspólnych sposobów na spędzanie wolnego czasu. To zresztą byłoby niebezpieczne, bo Trapattoni ma 72 lata i tempa kadrowiczów mógłby nie wytrzymać.
Najważniejsze, że wspólny język znaleźli na boisku. Irlandzcy kibice czekali na taki sukces dziesięć lat – od kiedy reprezentacja zagrała na boiskach w Korei i Japonii. Od tego czasu, chociaż zawsze groźni, przeżywali same rozczarowania.
Te eliminacje przebiegły jednak spokojnie, bez poważniejszych wpadek. Nie byli w stanie pokonać Rosji i stąd konieczność gry w barażach, ale tym razem ich rywalom nie pomogłyby żadne ręce. Gdy drużyna zapewniła sobie awans, fani odśpiewali na trybunach nowego Aviva Stadium w Dublinie: „Que sera, sera, we're going to Polska".
Kogo Trapattoni zabierze na turniej? Mówi, że ufa tym, z którymi jest od dłuższego czasu, ale też nie przestanie szukać nowych twarzy. Może znajdzie kogoś wartościowego, ale na pewno skład Irlandczyków ciężko sobie wyobrazić bez Shaya Givena w bramce, Richarda Dunne'a w obronie, Damiena Duffa w pomocy i Keane'a czy Kevina Doyle'a w ataku.
Z taką mieszanką będą groźni dla każdego, a Trapattoni (we wtorek przedłużył kontrakt do mundialu w Brazylii w 2014 r.) podgrzewa atmosferę, przypominając sukces Grecji osiem lat temu. Łatwo nie będzie, bo zostaną wylosowani z czwartego koszyka i mogą trafić do bardzo silnej grupy. Dla kolorytu turnieju dobrze byłoby, gdyby zostali w nim jak najdłużej. Dziennikarze też nie powinni narzekać, bo konferencje z Trapattonim będą bardzo ciekawe.
Stolica - Dublin. Powierzchnia kraju - 70 273 km2. Liczba ludności - 4,58 mln.
Irlandzki Związek Piłki Nożnej - Football Association of Ireland, założono w 1921 r. zrzesza 5 828 kluby i 252 844 piłkarzy. Prezydent - Paddy McCaul.
Trener reprezentacji - Giovanni Trapattoni (Włochy).
Miejsce w rankingu FIFA: 25.
Gwiazda zespołu: Robbie Keane - 31-letni napastnik, który po ponad dwustu występach w Premier League (głównie w barwach Tottenhamu Hotspur) zdecydował się na grę u boku Davida Beckhama w Los Angeles Galaxy. Jest najskuteczniejszym strzelcem w historii irlandzkiej reprezentacji, zdobył dla niej 53 bramki.
Barwy kostiumów: koszulki - zielone, spodenki - białe, getry - biało-zielone.
Udział w ME:
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA