fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Mecz Polska - Włochy nie wzbudza zainteresowania w Italii

Dzięki Cesare Prandellemu reprezentacja Włoch gra coraz lepiej
AP
Piotr Kowalczuk
Mecz Polska – Włochy nie wzbudza w Italii wielkich emocji. Traktowany jest jako przerywnik w ligowej walce
Korespondencja z Rzymu
Do środy o tym, że squadra azzurra zagra w piątek we Wrocławiu z Polską, włoskie gazety pisały na dwudziestych stronach.
O polskiej reprezentacji, jej gwiazdach czy trenerze, dotychczas nikt się słowem nie zająknął, choć można żywić ostrożną nadzieję, że to się nieco zmieni w dniu meczu. Nie trzeba jednak popadać w kompleksy, bo  tak samo traktowany jest mecz i drużyna Urugwaju, z którą Włosi zagrają we wtorek w Rzymie, a chodzi przecież o czwarty zespół świata.
Siłą rzeczy o polskiej piłce mówi się w Italii rzadko, a jeśli, to z powodów dawnej glorii i bardzo tu nadal popularnego Zbigniewa Bońka. Jeśli zaś chodzi o czynnych i urodzonych w Polsce futbolistów, rekordy popularności, nie tylko w Rzymie, bije dzięki dobrej grze w Lazio „Magiczny Miro", czyli Miroslav Klose.
O pięknych pojedynkach Lecha z Juventusem nikt tu nie pamięta, bo Liga Europejska jest dla włoskich fanów turniejem dla ubogich, w którym taka drużyna jak Juve gra wyłącznie za karę. Co bardziej rozeznani kibice wiedzą o Lewandowskim, Piszczku czy Błaszczykowskim z racji występów w Lidze Mistrzów, a poza tym platforma SKY transmituje mecze Bundesligi.
Generalnie squadra azzurra, jedno z ważniejszych spoiw włoskiego poczucia jedności narodowej, jest nim od wielkiego święta, czyli podczas MŚ czy ME. Potwierdzają to statystyki telewizyjnej oglądalności. Mecze kwalifikacyjne, pomijając taki przebój jak Włochy – Anglia sprzed lat, zazwyczaj rozgrywane są na głębokiej futbolowej prowincji, bo w rozbestwionych futbolem Serie A czy Ligi Mistrzów Mediolanie, Turynie i Rzymie nikt by nie przyszedł na stadion.
Jeszcze gorzej ma się sprawa z meczami towarzyskimi, oczywiście z wyjątkiem klasyków, jak choćby tegoroczne pojedynki z Niemcami i Hiszpanią, które usadziły ćwierć narodu przed telewizorem.
Włoski fan to przede wszystkim fan klubowy. Gdy zagadnąłem o piątkowy mecz naszego kioskarza, fanatycznego kibica Lazio (udekorował swój zakład pracy błękitnymi flagami po ostatniej derbowej wiktorii), rzucił mi chłodno: „Nie oglądam meczów włoskiej reprezentacji". Ta pewnie szokująca w Polsce postawa jest tu dość powszechna. Oczywiście nie dotyczy finałów MŚ i ME, gdy pustoszeją ulice, Włosi wywieszają flagi z okien, po zwycięstwach dmą w trąby i tłumnie obnoszą się ze swoim patriotyzmem. Jak jednak podejrzewają niektórzy znawcy przedmiotu, również dlatego, że liga nie gra.
Stąd trudno się dziwić, że o meczu z Polską mówi się na razie w kontekście Serie A. Trener Juve Antonio Conte stwierdził, że Cesare Prandelli powołał zbyt dużo jego piłkarzy, co rujnuje mu pracę. Dyrektor Milanu Adriano Galliani miał pretensję o powołanie Ignazio Abate. Innych w Serie A mecz na ogół ucieszył, bo jest przerwa w rozgrywkach, więc można podleczyć kontuzje.
Zdaniem włoskich futbolowych speców po klęsce w RPA squadra azzurra pod wodzą Prandellego  nieśmiało podnosi głowę, ale niestety, nie ma już w niej takich wirtuozów jak Roberto Baggio czy  Francesco Totti. Z bólem przypominają, że od trzech lat wśród nominowanych na piłkarza roku FIFA nie ma Włocha. Ale też podkreślają, że dzięki Prandellemu reprezentacja gra teraz odwrotnie niż w RPA: dużo lepiej niż suma umiejętności dobrych, ale nie wybitnych graczy.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA