fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Habemus papam - recenzja filmu

„Habemus papam – mamy papieża"
Gutek Film
„Habemus papam – mamy papieża" zaczyna się od autentycznych scen z pogrzebu Jana Pawła II - pisze Barbara Hollender
I zaraz potem jest konklawe. Nanni Moretti nie pokazuje jednak zakulisowych gier towarzyszących wyborowi papieża. Odwrotnie. Kardynałowie modlą się: "Panie Boże, tylko nie ja...". A gdy wreszcie nad Kaplicą Sykstyńską unosi się biały dym, nowo wybrany papież – kardynał Melville – nie pojawia się na balkonie bazyliki. Czytaj rozmowę z Nannim Morettim
Jest przerażony. Ucieka z Watykanu. Wciąż jeszcze nierozpoznawalny, w cywilnym ubraniu, włóczy się po ulicach, odwiedza teatr, bo kiedyś marzył, żeby zostać aktorem. Próbuje rozliczyć się z własnym życiem. Wie, że nie może wziąć odpowiedzialności za rzesze wiernych, dopóki nie pogodzi się sam ze sobą. Zobacz galerię zdjęć
Moretti odziera Kościół z celebry. Ale nie piętnuje go za afery pedofilskie czy defraudacje finansowe. Pokazuje jego ludzką twarz. Niemogący wyjść za mury Watykanu kardynałowie grają w karty, układają puzzle, a wreszcie – zachęceni przez psychoanalityka – biorą udział w turnieju siatkówki.
Ten obraz nie jest ciętą satyrą na kościelnych hierarchów. Raczej pełnym humoru, ciepłym portretem. W czasach spadającej popularności Kościoła to prezent, jaki robi mu ten zdeklarowany ateista.
Przede wszystkim jednak Moretti opowiada o człowieku, na którego barki spada odpowiedzialność ponad  siły. I gloryfikuje zwyczajne życie. Melville, na co dzień poddany surowej kościelnej regule, poznaje smak wolności.
Ale Moretti nie byłby sobą, gdyby nie pokazał tłumów wiernych, całymi dniami czekających na nowego papieża. Bo ludzie potrzebują dziś autorytetów i drogowskazów, chcą być prowadzeni za rękę. Tu wyciągnięcie wniosków reżyser pozostawia widzom.
Ogromnie interesujące kino, z niezwykłą kreacją Michela Piccoli jako Melville'a i świetnym Jerzy Stuhrem w roli watykańskiego rzecznika prasowego, który usiłuje ukryć zniknięcie wątpiącego papieża i nakłonić go do powrotu. Wiele tu przedniego humoru i wiele mądrości.
Barbara Hollender
Sylwetka Michela Piccoli  w sobotnim dodatku "Plus Minus"
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA