fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Kryzys ekonomiczny: Bankructwo Grecji, bakructwo Polski?

ROL
Jeśli grecka tama pęknie, wstrząsy dotrą do Polski wszystkimi kanałami, jakimi powiązani jesteśmy ze światem – pisze ekonomista
Bankructwo Grecji jest niemal pewne – opinia ta staje się coraz bardziej powszechna. Na dodatek nieubłaganie nadchodzi recesja, a wraz z nią kryzys w wersji 2.0, w którym bankructwo zagrozi nie tylko krajom peryferyjnym, ale – niemal wszystkim.
Wiele się dziś mówi o kosztach gospodarczych realizacji tego scenariusza. I słusznie, bo byłyby ogromne. Po odmowie spłaty długów przez rząd argentyński w 2001 roku PKB tego kraju spadł o 11 proc. A dzisiaj sytuacja jest jeszcze trudniejsza, bo zaburzenia mają miejsce w samym centrum światowych finansów: rozpadowi może ulec cała strefa euro, zagrożony jest globalny system bankowy.
Ale bankructwo niesie ze sobą także bezpośrednie koszty polityczne. Warto się im przyjrzeć, nie tylko dlatego, że w Polsce nadchodzą wybory, ale także dlatego, że zmiany polityczne wyciskają swoje piętno na lata, ponieważ są odzwierciedleniem zmian dominujących idei. Jakie są to koszty?
Po pierwsze – utrata władzy. Systematyczne badania pokazują, że rząd, który doprowadzi kraj do bankructwa, jest narażony na wyższe ryzyko odejścia po wyborach. Ryzyko to jest dwukrotnie wyższe niż w normalnych warunkach, a gdy się zmaterializuje, rząd zmienia się w roku ogłoszenia decyzji o niewypłacalności lub w roku następnym.
Po drugie – utrata władzy w sposób trwały, zwłaszcza przy dużych zaburzeniach. W ciągu 70 lat przed kryzysem lat 30. (do którego porównywany jest obecny kryzys) – od 1860 do 1932 roku – stanowisko prezydenta USA było w rękach republikanów przez 56 lat, a w rękach demokratów – zaledwie 16. Od zakończenia kryzysu do lat 80. – czyli początku reaganowsko-thatcherowskiej (kontr)rewolucji – role się odwróciły. Demokraci obejmowali to stanowisko przez 32 lata, a republikanie – przez 16.
Po trzecie – głębokie zmiany instytucjonalne korygujące mechanizmy rządzenia. Gdy 2 stycznia 1672 roku angielski król Karol II ogłosił niewypłacalność, w ruch puszczony został proces erozji monarchii. Parlament wywalczył większą kontrolę nad wydatkami państwowymi i większy wpływ na politykę gospodarczą państwa. Nie jest przypadkiem, że dzisiaj w Europie trwa dyskusja o przeniesieniu zarządzania gospodarczego na szczebel wspólnotowy, a rządy krajowe zakładają sobie kajdanki finansowe w postaci konstytucyjnych limitów zadłużenia. Proces ten będzie się nasilał.
Po czwarte – wyjście kraju z unii walutowej. Często mówi się, że gdyby Grecja na nowo wprowadziła krajową walutę, drachmę, strefa euro by mimo wszystko przetrwała. Historia mówi jednak coś innego – na ogół uruchamia się efekt domina. W przypadku niemal wszystkich wcześniejszych unii walutowych – unii łacińskiej z 1865 roku, skandynawskiej unii walutowej z 1872, unii monetarnej Austro-Węgier z przełomu wieków – wyjście jednego z członków doprowadzało zaledwie w ciągu kilku tygodni do rozpadu całej unii. Warto dodać, że bezpośrednim impulsem rozpadu były na ogół problemy fiskalne i nieuprawniony druk pieniądza.
Jeśli tama pęknie, wstrząsy dotrą do Polski wszystkimi kanałami, jakimi powiązani jesteśmy ze światem: poprzez eksport, inwestycje zagraniczne, rynki finansowe, system bankowy.
Ale także kanałem politycznym. Warto się przygotować.
Autor jest profesorem SGH i PAN,  doradcą ekonomicznym Polskiego Banku Przedsiębiorczości. W przeszłości był m.in. dyrektorem Biura ds. Integracji ze Strefą Euro i członkiem Rady Makroekonomicznej przy Ministrze Finansów
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA