fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wiadomości

Nieśmiałość w spożywczym

ROL
Rozmowa: Radosław Sobolewski, kapitan Wisły Kraków, o Lidze Mistrzów i ochocie na grę do czterdziestki
Korespondencja z Krakowa
Rz: Dlaczego tak nie lubi pan dziennikarzy?
Radosław Sobolewski: Bo jesteście nudni, nierzetelni i nie znacie się na rzeczy. Być może nie powinienem tak mówić, to stereotypy, ale przecież wy też macie swoje wyobrażenia o piłkarzach i z przyjemnością je powtarzacie. Nie twierdzę, że każdy dziennikarz piszący o futbolu powinien być kiedyś piłkarzem, ale na pewno miałby dzięki temu większe pojęcie.
Nie lubi pan sławy, o którą bez nas dużo trudniej?
Nigdy jej nie lubiłem. Wiedziałem, że trudno byłoby mi się w takim świecie odnaleźć. Nie mówię, że sława to coś złego, ale nie była tym, co pociągało mnie w byciu piłkarzem. Nie potrafię korzystać z tego, że ludzie mnie rozpoznają. Jak ktoś zagada w spożywczym, to czuję się skrępowany.
Trudno, żeby pana nie rozpoznawali, skoro wita pan kibiców z wielkiego plakatu na stadionie.
Wiem, na czym polega funkcjonowanie profesjonalnego klubu, i że od pewnych rzeczy się nie ucieknie. Ale jeśli młody chłopak marzy o grze w piłkę, lecz ma np. wadę wymowy i nie chce udzielać wywiadów, to dziennikarze powinni mu mówić: „Synu, nigdzie nie zajdziesz, bo cię zniszczymy?". W pewnym momencie dotknęło to także mnie, czułem, że większość dziennikarzy chciała mi dowalić w swoich tekstach, dlatego, że postanowiłem nie rozmawiać z mediami.
Kiedy zrozumiał pan, że jest wzorem dla młodszych?
Nie ma konkretnej daty. To jak z barierą 18. roku życia, kiedy dostaje się dowód osobisty. Jeden do dorosłości potrzebuje jeszcze trzech lat, a inny dojrzał trzy lata wcześniej. W mojej karierze nie ma granicy, całe życie starałem się być odpowiedzialny. W pełni za drużynę odpowiadam jednak od niedawna, gdy dostałem opaskę kapitana. Wcześniej wiedziałem, że młodsi na mnie patrzą, ale nie przywiązywałem do tego specjalnej wagi. Na treningach zawsze podpowiadałem, dyrygowałem i starałem się pomagać, a każdy brał sobie z tego, ile chciał. Teraz szatnia jest kosmopolityczna, czasem ktoś ma jakąś sprawę, w której mogę doradzić, ale – jak to w życiu bywa – jeden tego potrzebuje, drugi nie.
Kilku młodszych piłkarzy w różnych klubach ekstraklasy mówi, że dzięki panu się nie zagubili. Może powinien pan teraz pokierować karierą Patryka Małeckiego?
Czasami kierowanie na siłę daje przeciwny efekt. Zawsze pomagam Patrykowi, gdy tego chce, ale nie uważam, by wymagał specjalnej opieki. Ten jego trudny charakter to etykietka przyklejona kilka lat temu. Teraz cokolwiek by zrobił, mówi się, że jest trudnym człowiekiem. Dla mnie to młody, bardzo pracowity piłkarz o wielkim talencie. Myślę, że właśnie jego charakter pozwoli mu dużo osiągnąć. Nie nazwałbym go trudnym, ale mocnym.
Coś jak Sebastian Mila, któremu dawał pan lekcje życia przy łowieniu ryb?
Rzeczywiście, mają podobne charaktery. Mila też wiedział, czego chce, i znał swoją wartość.
Łowi pan jeszcze?
Namiętnie. Jak tylko czas pozwala, najczęściej latem. Ludzie różnie radzą sobie ze stresem, na mnie łowienie ryb wpływa bardzo dobrze. Tak jak powrót do domu, do rodziny. Ale nie jest tak, że 35-letni piłkarz widział już wszystko i stres go nie rusza. Nie powiem, że trzęsą mi się nogi przed ważnymi meczami, ale na pewno czuję emocje. Przychodzi tylko taki moment, kiedy człowiek zaczyna do wszystkiego podchodzić odrobinę spokojniej. Kiedyś było inaczej – przed debiutem w lidze przez całą noc nie spałem i zagrałem gorzej niż miernie. Nie mogło być inaczej, byłem zmęczony. Kibice o takich sprawach nie wiedzą i później surowo oceniają.
W ekstraklasie jest pan piłkarzem instytucją. Na pana oczach liga się zmieniała...
Bzdurą jest opinia, że polski piłkarz to leń. Ma on już świadomość, iż od tego, jak trenuje, zależy jego życie
To prawda, przeżyłem transformację na własnej skórze. Kilka epok, przełomów. Najbardziej zmieniła się otoczka, nowe piękne stadiony robią wrażenie. Trenerzy coraz częściej są z zagranicy, ale to akurat dla mnie żadna nowość. Policzmy: Beenhakker, Petrescu, Liczka, Okuka, Radolsky... Nie mam ulubionego, ale wiadomo, jak to w życiu – łatwiej pracuje się z kimś, kto szanuje ludzi i jest otwarty, niż z kimś, kto zadziera nosa.
W ostatnim czasie polscy piłkarze też się zmienili?
Bardzo. Bzdurą jest opinia, że polski piłkarz to leń. Już nie. Teraz szanuje się to, co dostaje się od losu. Pieniądze, zwłaszcza w klubowej piłce, są coraz większe, po otwarciu granic większa jest też rywalizacja. Polscy piłkarze podchodzą rzetelniej do pracy, mają świadomość, że od treningu może zależeć, jak będzie wyglądało ich życie.
Grałem z wieloma zawodnikami o olbrzymim talencie, niektórym w karierze przeszkodziły kontuzje, jednak znaczna większość rozmieniła się na drobne gdzieś po drodze.
Przez całą karierę prowadził się pan tak profesjonalnie, że teraz nie odstaje kondycyjnie od młodszych...
Nie zawsze było bardzo profesjonalnie. Wiedziałem, że od mojej gry zależą być może losy mojej rodziny, ale czasami robiłem głupie rzeczy. Nie podsumowujmy jeszcze mojej kariery. Jak zdrowie pozwoli, będę grał do czterdziestki.
Zrobił pan większą karierę, niż się spodziewał?
Tak. Miałem piękne chwile z kadrą. W klubie także, chociaż tak naprawdę pięknie dopiero będzie, gdy zakwalifikujemy się do Ligi Mistrzów. Wierzę, że wreszcie nam się to uda.
Jak pan myśli: dzięki czemu ta kariera jest większa, niż się zanosiło?
Dzięki głowie i charakterowi.
Nie żałuje pan rezygnacji z gry w reprezentacji po wygranych eliminacjach, ale przed finałami Euro 2008?
To była bardzo dobra decyzja. To, co miałem dać kadrze, już dałem. Nie zrezygnowałem z reprezentacji, tylko zakończyłem reprezentacyjną karierę. Niektórzy mają problem, żeby zrezygnować z pieniędzy, splendoru i sławy, a dla mnie nie było to najważniejsze. Po prostu oceniłem swoje możliwości. Ale pytanie, które pan mi zadał, często słyszę od kibiców, którzy nie rozumieli mojej postawy.
Podoba się panu pomysł naturalizowania piłkarzy dla naszej kadry?
Nie bardzo, dobrze, by chociaż mieli polskie korzenie. Maor Meliskon ma polski paszport, jego akurat poleciłbym do reprezentacji.
Gdyby Wiśle udało się awansować do Ligi Mistrzów, traktowałby pan to jako odkupienie win z meczu z Panathinaikosem (w 2005 roku Wisła przegrała w rewanżu 1:4, Sobolewski strzelił gola, ale później osłabił zespół przed dogrywkami – red.), kiedy też było blisko, ale po nieodpowiedzialnej czerwonej kartce dla pana zrobiło się dużo dalej?
Być może tak, chociaż nie jestem zwolennikiem tworzenia tego typu historii. Nie wiem, kto opowiada głupstwa o mojej nieodpowiedzialności. Mam taki styl gry, żółte i czerwone kartki nie wynikają z mojej głupoty, nie dyskutuję z sędziami, jestem fair wobec przeciwnika. To wszystko dzieje się w ferworze walki. Czasami to też kwestia szczęścia, bo w rewanżu z Liteksem przynajmniej jeden mój faul nadawał się na kartkę, a dostałem tylko ostrzeżenie.
Kiedy gra pan w lidze przeciwko znajomym, nie ma pan skrupułów przed ostrymi wejściami?
Jeśli cały czas gram po swojemu, to szanuję przeciwnika. Myślę, że koledzy uznają to za moją zaletę i obraziliby się, gdybym grał inaczej.
Planuje pan powrót do Białegostoku po zakończeniu kariery?
Mieliśmy z żoną taki plan, ale nie wiadomo kiedy dzieci urosły i też mają coraz więcej do powiedzenia. Na razie odsuwamy decyzję jak najdalej. Syn Hubert gra w Krakowie w piłkę. Kibicuje Wiśle, Lechii i Śląskowi, chociaż coraz częściej namawiam go, by serdeczniej spojrzał także na Jagiellonię. Nie wiem, czy zajdzie dalej ode mnie, ale talent na pewno ma większy, no i dar od Boga w postaci szybkości, czego ja nie wypracuję żadnym treningiem. Do futbolu go nie pchałem, miewał momenty, gdy wydawało mi się, że wciągną go inne atrakcje, ale teraz sam się garnie do treningów. Ja przed laty w Białymstoku nie miałem wielkiego wyboru. Wiadomo, co się liczyło – podwórko, piłka i trzepak. Nie wiem, ile jestem jeszcze w stanie dać Wiśle, ale kiedy poczuję, że zrobiłem już wszystko, co mogłem, pierwszy podziękuję.
 
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA