fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sylwetki

Banki stały się chłopcami do bicia

MACIEJ BARDAN
Fotorzepa, Raf Rafał Guz
Cezary Szymanek
Z Maciejem Bardanem, prezesem Kredyt Banku rozmawiają Jakub Kurasz ("Rz") i Cezary Szymanek (Radio PiN)
Rz: Premier nie będzie klękał przed bankierami... Żałuje pan czy się dziwi, że takie słowa padają?
Żal do sektora bankowego na świecie jest w dużej mierze uzasadniony, natomiast w stosunku do polskiego jest zupełnie niezrozumiały.
Rządzący znaleźli sobie chłopca do bicia?
Trochę tak. Pojawiła się również wielka ochota, by przeregulować sektor bankowy. Z tego wynika moje poczucie, że za chwilę bank zamieni się w państwowy urząd, np. pocztę. Tam już wszystko jest uregulowane, do tego stopnia, że brak miejsca na przedsiębiorczość i innowacyjność.
Ale na tym nie koniec, bo ten polityk, co mówi, że nie będzie klękał przed bankowcami, ale i inni idą teraz na wojnę ze spreadami. Słusznie czy populizm?
Niesłusznie. Wszyscy klienci, którzy brali kredyty walutowe, byli właściwie informowani o ryzyku. Inną kwestią jest, czy chcieli je zobaczyć.
Na stole leży kilka propozycji, począwszy od bezpłatnego aneksowania umów, a skończywszy na wprowadzeniu kursów średnich NBP jako podstawy do rozliczania z klientem. Które z rozwiązań byłoby bardziej szkodliwe?
Na pewno to wprowadzające kurs średni walut.
A bezpłatne aneksowanie umów forsowane przez PO przełkniecie?
To jest kolejne rozwiązanie z serii „pocztowych", ale przynajmniej  pozostawia wybór klientowi. Jest również bardziej sensowne niż administracyjne ograniczenie możliwości konkurowania elementami oferty.
Zmieńmy perspektywę, ile klient mógłby zyskać na takim rozwiązaniu?
Dziś właściwie nic. Zdecydowana większość kredytów we frankach była zaciągana kilka lat temu po zupełnie innych kursach niż teraz. W chwili przewalutowania klienci ponieśliby stratę. Obecne problemy ze wzrostem raty kredytów w CHF wynikają nie ze wzrostu spreadów, lecz z umocnienia kursu franka. Przykładowo likwidacja spreadu zmniejszy 1500-złotową ratę kredytu o około 50 zł.
Politycy wykorzystują finansową niewiedzę Polaków?
Uważam, że jest to bardziej próba wygrania jeszcze kilku punktów procentowych w sondażach. Każde z tych rozwiązań właściwie niewiele zmienia w sytuacji kredytobiorców, ale mówi: zajęliśmy się tematem i nam się udało.
A Kredyt Bank kiedy uda się sprzedać?
Odsyłam panów do belgijskiego KBC (większościowy udziałowiec Kredyt Banku – red.).
Nie wie pan czy robi dobrą minę do złej gry?
Nie wiem. Kilkanaście dni temu odbyło się w Belgii spotkanie menedżerów z grupy, była dyskusja na temat planu strategicznego uzgodnionego z Komisją Europejską w 2009 roku i harmonogramu jego realizacji. Koledzy z centrali mówią, że idą zgodnie z tym, co uzgodnili z Komisją...
Czyli?
Ze sprzedażą spółek belgijskich. Do tego dochodzi również plan zmniejszania aktywów w międzynarodowych oddziałach KBC. W Polsce będzie to sprzedaż firmy pośrednictwa kredytowego Żagiel, a w Czechach oferta publiczna banku CSOB.
W rankingu plotek, który z banków zmieni właściciela, Kredyt Bank jest jednak bardzo wysoko. To przeszkadza w prowadzeniu biznesu?
Praktycznie od momentu, kiedy zaczął się kryzys, ktoś tego typu plotki puszcza w obieg. Apogeum było w 2008 roku, kiedy bankom spadały kapitały ze względu na dewaluację złotego. Wtedy miało to oczywiście wpływ na współczynniki adekwatności kapitałowej.  Przyzwyczailiśmy się i oswoiliśmy. Robimy swoje.
A centrala w tym samym czasie może sprawdza rynek, ile byłby gotów dać za Kredyt Bank i Wartę. Według informacji „Rz" i Radia PiN w tym celu wynajęty został bank Goldman Sachs...
Po dwóch latach realizacji planów strategicznych zapewne dobrze byłoby to sprawdzić, czy dotychczasowa strategia dalej ma sens. W oryginalnym planie KBC polskie aktywa nie były wystawione na sprzedaż. Języczkiem u wagi jest decyzja Komisji Europejskiej. KBC może nawet i chciałoby coś zmienić, ale trzeba się w tej kwestii dogadać z KE. Dziś więc rozmowa o sprzedaży Kredyt Banku to tylko plotki i spekulacje.
Założy się pan z nami, że jeszcze w tym roku może dojść do jakiejś spektakularnej transakcji – typu przejęcie BZ WBK przez hiszpański Santander?
Oceniam prawdopodobieństwo takiego zdarzenia na 70 proc.
Kto kogo kupi?
Bez komentarza (uśmiech).
Powodów do śmiechu nie mają raczej bankierzy z Niemiec i Francji, z niepokojem spoglądający na Grecję...
To jest oczywiste...
Polska też powinna się obawiać?
To zależy od tego, na ile kwestia grecka negatywnie wpłynie na matki banków działających w Polsce. Jeśli wpłynie, należy oczekiwać pogorszenia warunków funkcjonowania niektórych banków w naszym kraju, czyli obniżenia płynności. A to natomiast oznacza ponowne ograniczenie dostępu do kredytów, tak jak było na przełomie lat 2008/2009. Idąc dalej, negatywnie odczują to konsumenci, bo mniej kredytów to automatycznie podwyższenie ceny pożyczanego pieniądza. A gdy zmniejszy się dopływ pieniędzy do gospodarki, może się z tym wiązać spadek tempa rozwoju gospodarczego.
Gdyby czarny scenariusz się ziścił, o ile mógłby podrożeć kredyt w Polsce?
Nie robiliśmy takich szacunków, bo jednak zakładam, że z politycznego punktu widzenia nikt nie dopuści do niekontrolowanej niewypłacalności Grecji. Byłoby to polityczne samobójstwo rodzące kolejne tragiczne w skutkach konsekwencje.
Kostka w dominie...
Dokładnie. Po Grecji mamy Portugalię i Irlandię. Tam natychmiast, gdyby Grecja upadła, rynki zaatakują.
Wracając do wątku sprzedaży, Wojciech Mann i Krzysztof Materna w Kredyt Banku mają oddalić wizję transakcji?
Nie, pokazujemy tylko swoją nową, mocną ofertę.
Oferując 7 proc. na ROR, zaczyna pan nową wojnę cenową...
Ostro gramy. Przez miesiąc otworzyliśmy 20 tys. rachunków, to wynik lepszy, niż oczekiwaliśmy. Oczywiście to nie jest koniec. Nie ogłosimy, że zwyciężyliśmy, bo jeszcze parę bitew przed nami. Nie wystarczy bowiem, że klient otworzył rachunek, on musi jeszcze być aktywny.
Gdzie te bitwy będzie pan rozgrywał?
Po trzech latach przebudowy banku wszystkie obszary działania mamy już w garści. Teraz stawiamy więc na wzrost. Musimy uderzyć na rynek, stać się bardziej widoczni i dużo bardziej agresywni w tym, jak sprzedajemy nasze produkty i komu. Przesuwamy się w dobre miejsce, bo mnóstwo ludzi zauważyło nas, i to w pozytywnym świetle.
Czyli celebryci się opłacają?
Wygląda, że tak, a szczególnie ci.
Byli drożsi od Szymona Majewskiego?
Nie zdradzę tajemnicy handlowej, ale muszę powiedzieć, że według doniesień prasowych pan Majewski był wyjątkowo drogi.
 
 
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA