fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wiadomości

Czy marketing to patriotyzm - jaka polska marka?

Fotorzepa, Rafał Nowakowski Raf Rafał Nowakowski
Rozmowa: Cezary Kazimierczak, specjalista ds. marketingu
Rz: Podczas wizyty w Chorwacji premier Donald Tusk chwalił tamtejsze truskawki. Z kolei minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski namawiał do spędzenia wakacji w Egipcie i Tunezji, by wspomóc budżety tych krajów. Czy nie lepiej wykorzystać takie okazje na promowanie polskich produktów?
Cezary Kazimierczak: Nawet gdyby polscy politycy potrafili i chcieli promować za granicą nasze marki, nie mogą wiele zrobić. My po prostu nie mamy rozpoznawalnych na świecie produktów. Często więc rekomendowanie ich za granicą po prostu nie ma sensu.
Nie powinniśmy od polityków oczekiwać gospodarczego patriotyzmu?
Zazwyczaj wypowiedź polityka nie wystarczy. Podam taki przykład. Ostatnio jedna z polskich fabryk wyprodukowała wysokiej klasy pojazdy pancerne. I jak się okazało, mimo dużego zainteresowania za granicą na razie nie może ich sprzedać. A dlaczego? Bo zagraniczni klienci standardowo pytali, czy któryś z pojazdów kupił już polski rząd. Gdy się okazywało, że nie, rozmowy przerywano. Ale polscy politycy mogą pomóc naszym przedsiębiorcom na niższym poziomie.
Czyli jakim?
Choćby na poziomie ambasady. Warto pod tym względem brać przykład z sekcji gospodarczej Ambasady USA w Warszawie. Cyklicznie organizuje ona spotkania amerykańskich i polskich przedsiębiorców. I co ważne, pomaga wypromować się małym i średnim firmom. Dobrą praktyką prezydentów jest zabieranie na wizyty zagraniczne rodzimych producentów. No i dbanie o kluczowych partnerów handlowych. Świetni są w tym Niemcy. W ich MSZ na tzw. gospodarczym odcinku chińskim zatrudniono 500 osób, a u nas trzy, chodź jesteśmy dla Chin czwartym partnerem w UE.
Nie mamy polskich towarów eksportowych?
Są dwa: Lech Wałęsa i papież Jan Paweł II. Ale nawet aby i te wypromować, trzeba by rozkręcić niezły biznes. Był taki czas, kiedy mogliśmy się wybić na handlu polską wódką. Bo nie jesteśmy znani jako kraj nowych technologii czy elektroniki. Podobnie jak Szwajcarzy nie są kojarzeni z produkcją alkoholi.
A więc jesteśmy skazani na wódkę?
Nie, ale by przełamać ten stereotyp, trzeba poczekać, aż pojawi się duża polska marka, która osiągnie sukces. Tak jak to stało się z Japończykami. Jeszcze w drugiej połowie lat 50. XX w. traktowano ich produkty jak chińskie, czyli jak tandetę. A dziś?
rozmawiała Monika Gębala
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA