Czy w Polsce rodzi się bezpieczniej niż kilkanaście lat temu?

Bezpieczeństwo ciąży i porodu jest dziś większe niż w przeszłości. Sprawami o błędy medyczne i błędy okołoporodowe zajmuję się od blisko 30 lat i muszę powiedzieć, że liczba takich błędów skutkujących szkodą na zdrowiu maleje. Wynika to przede wszystkim z rozwoju medycyny – mamy możliwość monitorowania KTG płodu i szereg dostępnych badań diagnostycznych. Wzrósł też poziom świadomości. Moim zdaniem niekoniecznie wzrósł jednak poziom kompetencji lekarzy, którzy nadmiernie ufając swojej rutynie, nie słuchają tego, co mówi pacjentka i nie dopuszczają do siebie ocen innych niż swoje własne, nawet gdy są to np. sugestie doświadczonych położnych.

Jako prawnik widzę więc też drugą stronę medalu: drastyczny wzrost naruszeń praw pacjentek, brak empatii i problemy z komunikacją. Według mnie system odpowiedzialności zawodowej lekarzy jest w głębokim kryzysie. Obrazuje to statystyka. Liczba skarg kierowanych do okręgowych izb lekarskich systematycznie rośnie: z około 2,7 tys. w 2020 r. do blisko 4 tys. w 2024 r. Mimo to, nadal – niezmiennie – tylko ok. 10 proc. tych postępowań kończy się ukaraniem lekarza. Dla porównania, w sądach powszechnych czy przed Funduszem Kompensacyjnym pacjenci wygrywają w około 45-50 proc. spraw. To pokazuje, że sądy lekarskie, choć orzekają jedynie w zakresie naruszenia zasad deontologii zawodowej lekarzy, to i tak stosują niezwykle łagodne kryteria wobec kolegów po fachu. Nie wykorzystują okazji, by, udzielając nagany czy upomnienia, przypomnieć członkom swojego samorządu, że Kodeks Etyki Zawodowej to fundament w relacjach z pacjentem. Pacjenci często szukają w izbach lekarskich poczucia sprawiedliwości i chcą, żeby w efekcie postępowania lekarz wyciągnął wnioski z nieodpowiedniego potraktowania pacjenta, ale mur solidarności zawodowej skutecznie to uniemożliwia.

Czytaj więcej

Szpitale zamykają porodówki i okulistykę. Wiemy, jak przekształcono oddziały całodobowe

Od 7 maja w Polsce obowiązuje znowelizowany standard opieki okołoporodowej. Co gwarantuje on kobietom w ciąży?

Standard nie jest luźną wytyczną czy rekomendacją, lecz elementem rozporządzenia, a więc wiążącą normą prawną, organizacyjną dla podmiotów udzielających świadczeń okołoporodowych. Oczywiście stosuje się go z uwzględnieniem wyjątków i przesłanek przewidzianych w samym standardzie. Daje on kobietom czarno na białym gwarancję konkretnych działań. Doskonałym przykładem jest profilaktyka konfliktu serologicznego: standard nakazuje badanie przeciwciał między 24. a 28. tygodniem i – w przypadku występowania wskazań – podanie immunoglobuliny między 28. a 30. tygodniem. Wiedza medyczna mówi, że to chroni przed konfliktem niemal w 100 proc., a mimo to wciąż prowadzę sprawy, w których lekarze ignorują ten przepis, doprowadzając do trwałych szkód na zdrowiu matki i dziecka. W takich sytuacjach ubezpieczyciele często nawet nie podejmują walki o to, czy lekarz zawinił, czy też nie, bo naruszenie „twardej” normy prawnej jest oczywiste.

Jakie nowe obowiązki dla szpitali i położników pojawiły się w zaktualizowanym standardzie?

Wszystkie zmiany idą w stronę wczesnej prewencji. Nowością jest obowiązkowe badanie poziomu ferrytyny do 10. tygodnia ciąży albo przy pierwszym zgłoszeniu się kobiety w ciąży, co pozwala wykryć niedobory żelaza rzutujące na zdrowie matki. Bardzo istotne jest zalecenie USG piersi do 12. tygodnia ciąży przy wskazaniach klinicznych lub obciążeniach rodzinnych. W mojej praktyce widziałam wiele przypadków, gdy zmiany fizjologiczne w ciąży lub podczas karmienia tłumiły objawy nowotworu, co opóźniało diagnozę. Standard wyraźnie wzmacnia element oceny dobrostanu psychicznego, bo przewiduje ocenę ryzyka i nasilenia objawów depresji w ciąży, co podkreśla kierunek zmian i jest wyrazem bardziej empatycznego podejścia do kobiet w ciąży.

Wiele mówi się też o nowych rygorach przy znieczuleniu.

Tak, i tutaj mamy do czynienia z wielką zmianą, ale i wyzwaniem. Szpital musi zapewnić co najmniej jedną metodę farmakologicznego łagodzenia bólu. Niestety, nadal nie mamy obowiązku oferowania przez szpital znieczulenia zewnątrzoponowego lub podpajęczynówkowego, szpital może zapewnić np. tylko analgezję wziewną (nieinwazyjna metoda znieczulenia polegająca na wdychaniu mieszaniny podtlenku azotu i tlenu – red.) O oferowanych metodach łagodzenia bólu porodowego szpital musi poinformować na swojej stronie internetowej. To daje pacjentce gwarancję: jeśli szpital deklaruje na stronie dostęp do znieczulenia zewnątrzoponowego, a potem odmawia go „z przyczyn organizacyjnych”, mamy do czynienia z rażącym naruszeniem praw pacjenta. Co więcej, standard nie może być jedynie czystą deklaracją dostępności znieczulenia w jakichkolwiek warunkach. Mówi on bowiem bardzo wyraźnie, że po zastosowaniu opioidów wymagane jest monitorowanie układu oddechowego, pulsoksymetrii i poziomu sedacji, a przy dożylnej podaży opioidów – monitorowanie ciągłe oraz bezpośredni nadzór położnej anestezjologicznej nad jedną kobietą rodzącą. Ten ostatni warunek może być dla szpitali szczególnie trudny do spełnienia.

Czytaj więcej

Pierwszy pokój narodzin w spółce z o.o. Czy ciężarne mają się czego obawiać?

To „kolejny kamyczek do ogródka” małych szpitali, które mogą nie podołać takim wymogom kadrowym?

Tak. Szpitale będą musiały odpowiedzieć sobie na pytanie, czy są w stanie sprostać tym wymogom organizacyjnie i kadrowo. Być może będą musiały opracowywać plan przewidywanych porodów, tak, aby odpowiednio układać grafiki dyżurów i zapewnić obecność określonej liczby położnych anestezjologicznych. To poważne wyzwanie szczególnie dla małych placówek, przyjmujących niewielką liczbę porodów.

Co oznacza nowy standard w opiece nad noworodkiem?

Absolutnym przełomem jest też obowiązkowa gazometria krwi pępowinowej z tętnicy i żyły pępowinowej po porodzie, co umożliwia zbadanie równowagi kwasowo-zasadowej noworodka i pozwala na wczesne wykrycie patologii, jeżeli chodzi o stan jego zdrowia. Gazometria jest dla mnie bardzo realnym narzędziem poprawy bezpieczeństwa. O jej wykonywanie toczymy od lat boje na sali sądowej w sprawach dotyczących złego stanu dziecka po urodzeniu. Część szpitali – mimo że dziecko ewidentnie rodziło się w złym stanie – nie wykonywała gazometrii, żeby nie tworzyć dowodu świadczącego o ewentualnym niedotlenieniu okołoporodowym. Bardzo często personel odwoływał się do oceny w skali Apgar, argumentując że skoro dziecko uzyskało 10 punktów, to po ich stronie na pewno nic złego się nie wydarzyło. Tymczasem skala Apgar jest oceną subiektywną i trudno weryfikowalną, bo punkty przyznaje się w dużej mierze na podstawie obserwacji klinicznej. Z tego powodu z jej wynikami bardzo trudno polemizować. Natomiast gazometria krwi pępowinowej stanowi narzędzie oceny bezpieczeństwa w sytuacjach wątpliwości co do stanu noworodka. Na jej podstawie personel medyczny powinien niezwłocznie wdrożyć odpowiednie procedury poprawiające stan zdrowia dziecka.

W jaki sposób likwidacja porodówek wpływa na bezpieczeństwo rodzących z pani perspektywy jako prawnika, który reprezentuje pacjentki?

Utrzymywanie oddziału, w którym odbywa się jeden poród na tydzień, jest ryzykowne, bo personel wypada z rutyny i traci kompetencje. Nowy standard opieki okołoporodowej – w tym wymogi dotyczące ciężarnych ze szczególnymi potrzebami – to istotne wyzwanie organizacyjne, lokalowe i sprzętowe, które wymusza poważne inwestycje. Małe placówki mogą temu nie sprostać. Prowadziłam wstrząsającą sprawę ciąży bliźniaczej z dodatkowymi obciążeniami, gdzie pacjentka trafiła do szpitala powiatowego. Mimo nieprawidłowości w KTG, trzymano ją tam siedem dni. Dopiero gdy położne nie mogły wysłuchać tętna płodów, ciężarną przewieziono do bardziej wyspecjalizowanego ośrodka, gdzie stwierdzono, że jedno z dzieci nie żyło od co najmniej doby. W małym szpitalu nikt tego nie zauważył, bo nie potrafiono właściwie monitorować obu płodów naraz, a nawet mając teoretycznie dostęp do badania USG Doppler, nie wykonano go, bo być może nie miał kto tego zrobić. To dowodzi, że trzymanie pacjentek wysokiego ryzyka w małych placówkach bywa okrutne w skutkach.