fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Wygrana bez przytupu

Paweł Brożek zdobył drugą bramkę dla Polski
Fotorzepa, Piotr Nowak PN Piotr Nowak
W walce o spokój przygotowań kadra prowadzi do przerwy
Druga część tego meczu odbędzie się w czwartek, też w Warszawie. Będzie ważniejsza, bo zagramy z Francją w niemal pełnym składzie, a nie z Argentyną, którą w takim zestawieniu Diego Maradona nazwał żartem.
Ale i to wczorajsze zwycięstwo było bardzo ważne dla drużyny, która do mistrzostw Europy na własnych stadionach przygotowuje się w atmosferze drwin. W piłkarzy Franciszka Smudy mało kto wierzy, a samego trenera przed tym spotkaniem media i kibice posadzili na beczce z prochem. Grożąc: jak nie wygrasz, to wybuchnie.
Stadion Legii świecił pustkami, przez większość meczu było cicho. Żadnej presji, nerwów. Atmosfera jak na pikiniku. Argentyńczycy przylecieli do Polski w zestawieniu egzotycznym, niby z zawodnikami z dobrych klubów, ale jednak bez doświadczenia, zgrania i większych szans na regularną grę w pierwszej drużynie. Na zaczynający się 1 lipca turniej Copa America z drużyny, którą widzieliśmy w Warszawie, powołanie dostało dwóch zawodników: Pablo Zabaleta i Ezequiel Garay, który całe spotkanie przesiedział na ławce rezerwowych.

Borussia po polsku

Polakom i Smudzie nie mogło przytrafić się nic gorszego. Teraz, gdy wygrali z Argentyną, wszyscy powiedzą, że pokonali głębokie rezerwy. I tylko jednym golem, a Nigeria potrafiła kilka dni temu trzema. Jeśliby przegrali, nikt nie wspomniałby, że to byli jednak zdolni piłkarze z klubów lepszych niż te, w których grają nasi piłkarze.
Smuda wiedział, że gra o przetrwanie. Do tej pory zaklinał rzeczywistość, powtarzając, że ma poparcie najważniejszych ludzi w PZPN. Ostatnio zaczął przyznawać znajomym: „Jak chcą mnie zwolnić, to mnie zwolnią". Piłkarze podczas zgrupowania w Sulejówku mówili, że obronią trenera na boisku, twierdzili, że jakiekolwiek zmiany na rok przed Euro 2012 nie mają sensu.
Trener po meczu był rozluźniony: – Myślałem, że zapytacie o to, czy moja głowa została uratowana. Wcale nie myślałem o tym, czy piłkarze grają dla mnie. Nie czuję się teraz pewny zachowania posady. Wolę być niepewny i pracować dalej – mówił.
Polacy mogli wygrać z Argentyną wyżej. Trójka mistrzów Niemiec z Borussii Dortmund wzięła na siebie odpowiedzialność. Smuda od dawna ich do takiej roli przygotowuje, chce, żeby byli razem liderami reprezentacji. I to już się dzieje. Łukasz Piszczek z Jakubem Błaszczykowskim grali tak samo jak w klubie, Robert Lewandowski decydował się czasem walczyć z trzema Argentyńczykami, a do ich wysokiego poziomu dostroili się Adrian Mierzejewski i wprowadzony po przerwie Paweł Brożek.
Oba gole dla Polaków – Mierzejewskiego i Brożka – wyglądały podobnie. Do szybko wbiegających w pole karnych piłkarzy bez przyjęcia odgrywali piłkę Lewandowski i Błaszczykowski. A gdyby w pierwszej połowie dwa doskonałe podania wykorzystał Kamil Grosicki, nie byłoby niepotrzebnych nerwów, gdy tuż po przerwie na 1:1 strzelił Marco Ruben. No i Smuda mógłby wejść na konferencję z wyżej podniesioną głową.

Czekając na kołyskę

Jest zwycięstwo, ale bez przytupu. Pokonanie Argentyny – niezależnie w jakim składzie – zawsze ma swoją wymowę. Ale bardziej efektowne mogłoby dodać skrzydeł piłkarzom i dać po nosie krytykom. A tak niby jest krok do przodu, ale chwiejny.
Trener po meczu cieszył się, gdy dziennikarze dostrzegali, że piłkarze walczyli dla niego w pełnym słońcu i wysokiej temperaturze. Że naprawdę chcieli zrobić ukłon wobec niego, a gdy ktoś zapominał, że warto, przypominał mu kapitan Błaszczykowski. Smuda denerwował się, gdy ktoś zwracał uwagę, że to jednak nie był pierwszy skład Argentyny. – Trener gości mówił, że to trzecia drużyna? No a gazety w Polsce pisały, że nawet czwarta. Na miejscu Batisty jak bym przegrał, to w ogóle powiedziałbym, że piąta – drwił.
Mimo wygranej jest wiele do poprawy. Kadra nadal ma kłopoty z obroną, dziwne chwile przestoju i brakuje jej zrozumienia. Wygrywając, zapewniła sobie jednak przynajmniej cztery dni spokoju.
W czwartek przeciwko Francji zagra Ludovic Obraniak. Smuda chciałby, by mógł zrobić na boisku kołyskę dla Marie – córeczki, która kilka dni temu urodziła się piłkarzowi. Francja w Warszawie pokaże jednak wyjściowy garnitur, przy którym nasze mogą wydawać się już trochę niemodne.
Powiedzieli
Franciszek Smuda, trener reprezentacji Polski
Każde zwycięskie spotkanie cieszy. My też byliśmy kadrą B, bo nie grało siedmiu piłkarzy, których chciałbym powołać. Takie spotkania służą nam po to, żeby coś wypracować. Być może niektóre rzeczy przydadzą nam się w przyszłości, na Euro 2012. Każdy piłkarz w mojej drużynie już mniej więcej wie, o co mi chodzi, wie, jak ma się zachować po stracie piłki. Na razie nie jesteśmy Barceloną, mam młody zespół stworzony półtora roku temu. Dziś podobała mi się gra dwóch stoperów, byli dokładni. Wielu zmian na mecz z Francją nie przewiduję, na pewno zagra Obraniak.
Sergio Batista, trener reprezentacji Argentyny
Mieliśmy szansę na remis, ale i tak wypadliśmy lepiej niż w ostatnim przegranym 1:4 meczu z Nigerią. Polska to dobry zespół, grający w sposób uporządkowany, wywierający presję na przeciwniku. To, że nie prezentujemy się najlepiej, wynika z małej liczby treningów w takim składzie. Poza tym to nasza trzecia reprezentacja: ta najważniejsza przygotowuje się do Copa America, w krajowym składzie gramy mecze towarzyskie w Ameryce Południowej. Ten plan ma zadziałać na mundialu w Brazylii w 2014 roku. Muszę wiedzieć, jakich piłkarzy mam do dyspozycji.
Wojciech Szczęsny, bramkarz
Nieważne jak kto nazywa Argentynę, czy to reprezentacja A, czy B. Potrzebowaliśmy tego zwycięstwa. W naszej drużynie była mobilizacja po ostatniej krytyce, ale żadnej presji nie odczuwaliśmy. Po raz pierwszy widziałem na Łazienkowskiej puste trybuny, mam nadzieję, że podczas meczu z Francją stadion Legii się zapełni.
Kto zawinił przy golu? Powtarzaliśmy sobie w szatni, by nie zgubić koncentracji zaraz po przerwie, ale kto indywidualnie popełnił błąd będziemy rozstrzygać później.
Adrian Mierzejewski, pomocnik
Zagraliśmy o swoje dobre imię. Trochę spokoju przyda się nam wszystkim. Silną stroną tej reprezentacji jest chęć walki i agresja, bo technicznie nieraz mamy problemy. Przy bramce świetnie podał mi Robert Lewandowski, stoperzy rywali się pomylili. Pierwsza bramka w kadrze bardzo cieszy. Koszulkę wymieniłem z piłkarzem z numerem 5. Nie wiem, kto to był (Mario Bolatti – red.), ale graliśmy większość meczu blisko siebie. Dziś miałem więcej zadań ofensywnych, mniej defensywnych. Najważniejsze, że przyniosło to efekt. Wszystko jedno, gdzie zagram, nie mogę sobie wybierać pozycji.
 
Polska – Argentyna 2:1 (1:0)
Bramki – dla Polski: A. Mierzejewski (26), P. Brożek (67); dla Argentyny:
M. Ruben (46). Żółte kartki: R. Murawski, R. Lewandowski, J. Wawrzyniak (Polska); F. Belluschi (Argentyna). Sędziował M. Graefe (Niemcy). Widzów 12 000.
Polska: Szczęsny - Piszczek, Wojtkowiak, Jodłowiec, Wawrzyniak - Murawski (76, Matuszczyk), Dudka - Błaszczykowski, Mierzejewski (80, Kucharczyk), Grosicki (56, Paweł Brożek) - Lewandowski (90, Klich).
Argentyna: Gabbarini - Zabaleta (46, Belluschi), Musacchio, Fazio (46, Insua), Ansaldi - Bolatti, Bertolo (46, Bottinelli), Cabral (68, Formica) - Cristaldo, Piatti (78, Gaitan), Ruben.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA