fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Gorzka walka z fiskusem o spirytus

Fotorzepa, Jerzy Dudek JD Jerzy Dudek
Prawie trzy lata trwała walka Edwarda Marciniaka, właściciela firmy Chemia-Bomar z urzędem celnym. Wygrał, ale koszty zwycięstwa są ogromne
Sprawa dotyczyła sprowadzonego koncentratu do produkcji płynu do samochodowych spryskiwaczy, zawierających skażony alkohol etylowy. Niemcy sprzedając koncentrat wręczyli Marciniakowi pismo, że towar nie podlega akcyzie i może być sprzedawany na terenie Unii Europejskiej.
Polscy celnicy jednak nie dali wiary. W czerwcu 2008 roku zatrzymali sześć pierwszych cystern wartych pół miliona złotych pod zarzutem, że w środku znajduje się spirytus. Najpierw szeroko nagłośnili sukces w walce ze zorganizowaną przestępczością, a potem przystąpili do badań. Już pierwsza kontrola płynu w cysternach wykazała, że nie jest to spirytus spożywczy. Kolejnych 13 ten werdykt potwierdziło. – To nie są jednoznaczne sprawy – mówi jeden z celników. – Trzeba dokładnie sprawdzić stopień skażenia, jeśli jest on bowiem niewystarczający, może się okazać, że pod przykrywką półproduktu do wyrobu płynów, ktoś sprowadza wysokoprocentowy alkohol, aby uniknąć zapłacenia należnego podatku – dodaje.
A ten, gdyby podejrzenia celników się potwierdziły, byłby niemały – urząd celny w Opolu wycenił wartość podatku na 6,5 mln zł. Po zatrzymaniu kolejnych cystern należących do firmy Chemia-Bomar, kwota należnej – zdaniem celników – akcyzy, urosła do ponad 30 mln zł.
W ciągu ponad 2,5 roku toczącej się sprawy uzbierano osiem ton akt. Urzędnicy badali bowiem nie tylko stopień skażenia płynów w cysternach, ale pisali interpretacje przepisów, które mogły prowadzić do opodatkowania towaru. Pewności co do tego, który przepis należy zastosować, nie było.
Ostatecznie sprawę umorzono, jednak dyrektor Izby Celnej w Opolu, który się pod umorzeniem podpisał, wskazał, że czynności prowadzone przez naczelnika były słuszne. – Spór w niniejszej sprawie dotyczył uznania, czy zawarty w koncentracie spryskiwaczy do szyb samochodowych alkohol etylowy skażony, jako jego komponent, podlega opodatkowaniu – czytamy w uzasadnieniu do umorzenia.
Ostatecznie okazało się, że nie, ale sprawdzić trzeba było. Z tego też powodu prawnicy odradzają skarżenie urzędników i domaganie się odszkodowania. Marciniak nie może jednak zrozumieć, dlaczego to musiało aż tyle trwać? – Moje cysterny przetrzymywano 14 miesięcy, wielokrotnie badano ich zawartość, choć już pierwsze trzy ekspertyzy jednoznacznie wykazały, co jest w środku – mówi przedsiębiorca. – Państwo za każdy miesiąc przetrzymywania cystern płaciło 3 tys. zł od każdej, a do kasy w tym czasie nie wpłynęła ani złotówka z VAT-u od sprzedaży tego towaru.
W jego ocenie koszty poniesione tak przez jedną, jak przez drugą stronę – swoje wylicza na około 800 tys. zł – były ogromne i niepotrzebne.
Eksperci podatkowi podkreślają, że tego typu sprawy są trudne, głównie z powodu bardzo zawiłych przepisów obowiązujących w Polsce. – Różnimy się od innych krajów unijnych, ponieważ u nas obawa przed wprowadzeniem na rynek spożywczy skażonego alkoholu jest większa – tłumaczy Zbigniew Liptak, ekspert podatkowy Ernst & Young. – W UE natomiast przepisy są inaczej skonstruowane, tam np. firmy produkujące płyny do płukania ust, wytwarzane na bazie nieskażonego alkoholu, nie muszą martwić o konieczność zapłaty podatku.
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA