fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Czarnobyl 25 lat po katastrofie

Pomnik upamiętniający katastrofę w Czarnobylu przed tzw. sarkofagiem osłaniającym zniszczony wybuchem reaktor
Fotorzepa, Piotr Wittman Piotr Wittman
Iwona Trusewicz
Najpierw jest granica, która oddziela świat sprzed katastrofy nuklearnej od tego po katastrofie. Tu trzeba okazać paszport. Za szlabanem zaczyna się ziemia, na której zdrowe kapusta i kartofle wyrosną za 20 tysięcy lat
Strażnik z listą wchodzi do autokaru. Czyta nazwisko cudzoziemca, patrzy na zdjęcie. Wszystko jak na prawdziwej granicy, tylko pieczątki w paszporcie nie postawi. Gdy skończy, możemy wyjść. Dziennikarze BBC, Reutersa, Bloomberga, AFP, „Guardiana", gazet z Hiszpanii, Włoch, Austrii, Niemiec robią sobie zdjęcia przed szlabanem z napisem „Danger" i „Stop – control".

Enruque Serbeto wyjmuje czerwony dozymetr marki Jupiter. To szef hiszpańskiego biura dziennika „ABC" w Brukseli, ale w latach 90. pracował jako korespondent w Moskwie. Wtedy kupił ten dozymetr. Nie po to, by jechać na Ukrainę. Tak na wszelki wypadek.

Wystawiony na mroźne powietrze końca lutego aparat wyświetla 0,15 mSv/h (milisievert na godzinę – pokazuje, ile wynosi pochłonięta przez nas dawka promieniowania jonizującego). Norma budowlana to 0,2 mSv/h, zdjęcie rentgenowskie klatki piersiowej – 0,1 mSv/h, a mammografia – 3 mSv/h.Gdy 25 lat temu w Czarnobylu sowiecka ignorancja i buta doprowadziły d...
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA