fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Wraca Formuła 1: sezon rusza w Melbourne

Nowy bolid Ferrari
AFP
W dalekiej Australii 24 kierowców rozpoczyna w ten weekend walkę o mistrzostwo świata. Faworytów wskazać trudno. Sezon może przynieść wiele niespodzianek
W Formule 1 nigdy nic nie jest pewne, bo co roku zmieniają się samochody i pojawiają się nowe przepisy. Z reguły pytań jest więcej niż odpowiedzi, a wątpliwości znikają dopiero po kwalifikacjach do pierwszego wyścigu. Wystarczy przypomnieć choćby sezon 2009, kiedy takie potęgi jak Ferrari czy McLaren padły jak muchy w starciu z dwiema prywatnymi ekipami, Brawnem i Red Bullem, które w najlepszy sposób zinterpretowały przepisy i przygotowały najszybsze samochody.
Zimowe testy nie dają pełnego obrazu, bo faworyci z reguły trzymają karty przy orderach, a outsiderzy próbują zabłysnąć i postraszyć czołówkę. Ocena układu sił jest coraz trudniejsza – rok temu, po wprowadzeniu zakazu tankowania, różnice pomiędzy ciężarem samochodów w czasie testów dodatkowo zaciemniały obraz, a w tym sezonie doszły szybko zużywające się opony Pirelli. Częstsze zmiany kół mają uatrakcyjnić widowisko, ale większe różnice w szybkości na świeżych i zużytych oponach podczas testów jeszcze bardziej utrudniają przewidywania co do formy poszczególnych ekip.
Po piętnastu dniach jazd testowych na torach w Walencji, Jerez i Barcelonie można przypuszczać, że mistrzowie świata, czyli Red Bull, będą ponownie dyktować tempo. Najwięcej kilometrów pokonało z kolei Ferrari, ale Fernando Alonso zastrzega, że opony wciąż stanowią sporą niewiadomą. – Jest wiele rzeczy do nauki, podejście do wyścigowej strategii będzie zupełnie inne. Nie da się przewidzieć, ile okrążeń będzie można przejechać na jednym komplecie opon - mówił wicemistrz świata na czwartkowej konferencji. Sobotnie kwalifikacje mogą stracić na znaczeniu, bo w niedzielę w grę wchodzić będzie więcej czynników.
W zeszłym roku zdarzało się, że kierowcy na jednym komplecie ogumienia przejeżdżali niemal cały wyścig, co przy minimalnych szansach na wyprzedzanie było idealną receptą na nudną procesję. Teraz ma być inaczej. – Walka będzie trwała do ostatniego zakrętu – przewiduje Jenson Button. – To świetna sprawa, ale nie wiem, czy tak samo będzie we wszystkich wyścigach. Jeszcze nie rozumiemy w pełni pracy opon i upłynie kilka weekendów Grand Prix, zanim dopracujemy optymalną strategię. Kierowcy McLarena podoba się perspektywa rywalizacji do samej mety, ale inni czołowi kierowcy nie podzielają jego entuzjazmu. Trudno się im dziwić, bo wszelkie niespodziewane rozstrzygnięcia mogą przeszkodzić mocarzom w walce o podia i zwycięstwa, a z kolei ekipy środka stawki będą miały większe szanse na spłatanie figla faworytom. To może się podobać kibicom.
– Ostatecznie wszyscy mają takie same opony, więc każdy ma równe szanse, a z reguły ten, kto ma najmocniejszy pakiet, wygrywa – uspokaja co prawda broniący mistrzowskiego tytułu Sebastian Vettel, jednak po chwili dodaje: – Sezon jest długi i może się okazać, że ktoś, kto wygra pierwszy wyścig z przewagą całego okrążenia nad resztą stawki, pod koniec sezonu nie będzie wart nawet wzmianki.
Jeśli wierzyć słowom mistrza świata, nawet początek sezonu nie rozwieje wątpliwości. Pewne jest jednak, że wszystkie składniki ekscytujących zawodów są na miejscu: nieprzewidywalne opony, łatwiejsze wyprzedzanie za sprawą KERS i ruchomego tylnego skrzydła, wreszcie głód ścigania i rywalizacji wśród znudzonych zimową przerwą kierowców. Warto zatem poświęcić weekendowe poranki, aby zorientować się, jak ciekawa może być tegoroczna rywalizacja w Formule 1.
Kwalifikacje w sobotę o godz. 7, wyścig w niedzielę o 8. Transmisje w Polsacie.
 
 
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA