Opinie

Czarno-biały film o godności

Rzeczpospolita
Rozmowa z Dorotą Kędzierzawską. Reżyserka o Danucie Szaflarskiej, smaku życia i psie Fili. „Pora umierać” od jutra w kinach
Rz: Trzeba dużo odwagi, żeby dzisiaj zrealizować czarno-biały film, w którym przez półtorej godziny widz ogląda starą kobietę i psa.
Dorota Kędzierzawska: Gdybym się nad tym zastanawiała, „Pora umierać“ pewnie by nie powstało. Ja nie kalkuluję. Opowiadam o tym, co dla mnie ważne. Ciągle buntuję się przeciwko temu, że coś trzeba, a czegoś nie wolno. Że ktoś musi być chudy, piękny i jeszcze kolorowy. Ale kino to nie pisanie poezji. Wymaga nakładów.
„Pora umierać“ powstało dzięki ludziom, którzy postanowili się skłonić przed Danutą Szaflarską. Wszyscy nasi współpracownicy – z ekipy, firm wypożyczających sprzęt i postprodukcyjnych – ryzykowali. Zaczęliśmy zdjęcia niemal bez pieniędzy. I udało się. W pierwszym tygodniu pracy dostaliśmy dotację z PISF, pół roku później dołączyła się telewizja. Ale wiedzieliśmy, że bez pieniędzy też ten film zrobimy. Słyszy się czasem, że polskiemu kinu potrzebni są teraz silni bohaterowie. A pani jest konsekwentnie wierna ludziom samotnym, z wielkim trudem radzącym sobie z życiem i światem. Ci słabsi, nieprzebojowi, bardziej mnie interesują. Odkrywam w nich wewnętrzne piękno. Człowiek, któremu jest dobrze, rzadko się nad czymkolwiek zastanawia. A jak los nas doświadczy, zaczynamy inaczej patrzeć na samego siebie i świat wokół. Inaczej też odczuwamy smaki życia. Skąd wziął się pomysł na „Pora umierać“? Z kilku zasłyszanych historii, ale też z mojego przeświadczenia, że nie można pozwolić, by tak wspaniała aktorka jak Danuta Szaflarska nie zagrała w polskim filmie głównej roli. „Pora umierać“ to rzeczywiście piękny prezent od pani dla Danuty Szaflarskiej. Nie, to jest piękny prezent od Danuty Szaflarskiej dla mnie. Praca z tą aktorką jest przyjemnością. Lekcją pokory wobec sztuki. Danusia jest pełna uroku, a jednocześnie zawsze gotowa do pracy i kreatywna. Przy niej nie wkrada się na plan rutyna. W naszym filmie znalazło się kilka scen, w których bohaterka rozmawia przez telefon. Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się, że każda z nich będzie tak kompletnie inna. Danusia Szaflarska wnosi też do filmu prawdę. Każdy z monologów czy dialogów jej Anieli wypowiedziany tylko trochę inaczej brzmiałby fałszywie, wpadał w kicz. Zawsze powtarzam, że Danusia powinna założyć szkołę aktorską i uczyć młodych zawodu. A pani czego się od niej nauczyła? Przede wszystkim odpowiedzialności i skromności. Osiem lat temu w moim filmie „Nic“ Danusia grała w scenie, która toczyła się na klatce schodowej. Nikomu nie powiedziała, że tam był przeciąg, później leżała w łóżku przez trzy tygodnie. W czasie zdjęć do „Pora umierać“ przyszła kiedyś na plan z gorączką. Zapowiedziałam dwa dni przerwy, nawet byłam zadowolona, bo sama miałam grypę i marzyłam, żeby położyć się do łóżka. Nie było o tym mowy. Usłyszałam, że Danuta Szaflarska z powodu gorączki nigdy nie zerwała żadnego spektaklu ani dnia zdjęciowego i teraz też tak się nie stanie. Musieliśmy pracować. I na ekranie jej choroby nie widać. Po tych doświadczeniach nawet jak mnie coś boli, to wstyd mi narzekać i stękać. Muszę panią spytać o psa. Przyznaję, że tak grającego zwierzęcia jeszcze nie widziałam. Początkowo pracowaliśmy z innym szkolonym psem, ale przed kamerą się nie sprawdził. I wtedy na planie pojawiły się inne psy. Jeden z nich mnie uwiódł. Miał mądre oczy i tak kochał swoją treserkę, że cały czas z nią rozmawiał. Otwierania drzwi nauczył się w piętnaście minut, odbierania telefonu – w dziesięć. Na każde wezwanie był gotowy do pracy. Jak chcieliśmy zrobić ujęcie, w którym musiał spokojnie leżeć i odpoczywać, musieliśmy gadać i udawać, że nie kręcimy. Bo jak słyszał słowo „kamera“, natychmiast spinał się do wykonywania zadań. Był rzeczywiście fenomenem. Pani film zyskał świetne recenzje, ale w Gdyni swoją nagrodę przyznała mu tylko publiczność. W ogóle się nad tym nie zastanawiam. A poza tym tak szczerze ucieszyłam się z triumfu Danusi, że brak uznania dla samego filmu wcale mnie nie dotknął. W Pusan czy Toronto reakcja publiczności była taka, że baterie naładowały mi się na długo. Nagroda w Gdyni od widzów też dodała mi sił. Jakie pani zdaniem powinno być dzisiaj polskie kino? Przede wszystkim szczere. Nie lubię filmów wychodzących spod sztancy. Ilu jest reżyserów, tyle powinno powstawać różnych filmów: z różnymi bohaterami, różnymi klimatami. Nie trzeba narzucać nikomu stylu ani tematu.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL