fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Niegrzeczni są lepsi

ROL
Kamil Grosicki, piłkarz Sivassporu, o życiu w Turcji, niegrzecznych chłopcach i pożegnaniu z Jagiellonią
Rz: Z zagranicy bliżej do reprezentacji?
Kamil Grosicki: Od meczów z Ukrainą i Australią byłem na każdym zgrupowaniu kadry, więc chyba przekonałem do siebie Franciszka Smudę jeszcze jako zawodnikJagiellonii Białystok. Zanim wyjechałem do Turcji, poprosiłem Tomasza Frankowskiego, żeby pogadał ze Smudą, co on o tym myśli. Selekcjoner powiedział, że będzie ze mną jak ze wszystkimi piłkarzami z zagranicy – jeśli będę grał w klubie, to będę dostawał powołania.
Strzelił pan pięć goli i pokazał, że nie każdy piłkarz potrzebuje roku na aklimatyzację w nowym miejscu. Czy może liga turecka nie okazała się tak mocna?
Poziom ligi tureckiej jest zdecydowanie wyższy niż naszej ekstraklasy. Nie mówię tu tylko o gigantach ze Stambułu, bo wiadomo, że Fenerbahce, Galatasaray czy Besiktas to bogate i mocne drużyny. Ale weźmy na przykład taki Gaziantepsor: jest na czwartym miejscu i wszyscy mają z nim problem. Takich zespołów jest zresztą więcej. W Turcji stawia się na napastników, na nich wydaje się pieniądze. Gorzej jest z obroną i może dlatego udaje mi się pokazać, co potrafię. Zadebiutowałem w meczu z Galatasaray, kibice od razu mnie polubili. Wreszcie wszystko mi się układa.
Traktuje pan ten sezon jak okno wystawowe?
Jak dostanę dobrą ofertę, to będę się nad tym zastanawiał. Chcę pomóc Sivassporowi utrzymać się w pierwszej lidze, ale przecież nie ma co ukrywać, że myślę też o promocji samego siebie.
Nie nudzi się panu na prowincji?
No nie ma tam co robić, ale może to i dobrze, bo mogę się skoncentrować na grze i treningach. A Stambuł jest o godzinę lotu, więc zawsze mogę sobie zrobić wycieczkę. W Sivas jestem dopiero trzy miesiące, czasem muezin mnie rano obudzi, ale nie zwracam uwagi na takie drobiazgi.
Sam pan tam mieszka?
Z narzeczoną i jej dzieckiem. Jestem już rozpoznawalny na ulicy, kibice mnie pozdrawiają, klepią po plecach. W Stambule też szepczą, jak mnie zobaczą. Turcja żyje futbolem, kibice są fanatykami. Potrafią zrobić niesamowitą atmosferę, ale gorzej jest, kiedy nie idzie drużynie. Oglądałem derby Galatasaray – Fenerbahce i na boisko leciały szklane butelki.
Pana trener z Jagiellonii Michał Probierz mówi o panu „piłkarz, który odszedł do Turcji", nie wymienia nazwiska. Żałuje pan wypowiedzi o kiepskiej atmosferze w pana poprzednim klubie?
Probierz był najlepszym trenerem, z jakim pracowałem. Bardzo mi pomógł, rozwinąłem się przy nim jako piłkarz. Nie chciałem popsuć atmosfery, powiedziałem tylko moją prawdę. Dziwię się jednak, kiedy czytam, że Probierz życzył mi przed wyjazdem wszystkiego najlepszego. Nie powiedział ani słowa, przez dwa miesiące otwartego okienka transferowego ani razu nie zadzwonił i nie powiedział, że jestem mu potrzebny, więc chyba nie byłem. A jeśli szef pokazuje, że mu na mnie nie zależy, to łatwiej odejść. Z prezesem Cezarym Kuleszą rozmawiam dwa razy w tygodniu, a przecież też miałem z nim różne sytuacje. Rozmawiamy po koleżeńsku, więc jednak można się ze mną dogadać.
Probierz mówi, że po sukcesach wszyscy go podrzucali, tylko zapomnieli złapać.
W ubiegłym roku zgarnął wszystko, ale trzeba pamiętać, że trenera promują zawodnicy. Uważam, że Probierz jest najlepszy w ekstraklasie, ale zawsze mówiłem, co mi nie pasowało, przy drużynie i w cztery oczy. Wiadomo, że przez dwa lata w Jagiellonii nie byłem aniołkiem, narobiłem trochę głupot.
Co pan robi w tej kadrze, gdzie nie lubi się niegrzecznych?
Robię wszystko, żeby być w pierwszym składzie. Nie było tu ze mną problemów wychowawczych, ale Smuda powiedział mi, że nawet jeśli narozrabiam w klubie, to już ze mną amen i mnie nie ma w reprezentacji. Ale dojrzałem, przez te wszystkie lata już się wyszalałem. Chcę też sobie ułożyć normalne życie.
Dobrzy piłkarze nie mogą być grzeczni?
Znam kilku grzecznych, którzy dobrze grają, ale na ogół najlepsi rozrabiają. Może Probierz wolał mieć w drużynie same aniołki, zabrakło mu tego jednego diabła i już się nie klei.
Wierzy pan, że zagra na Euro?
Nie wyobrażam sobie, żeby mnie nie było w pierwszym składzie. Został rok, by pokazać swoje umiejętności. Wierzę w siebie, najwyższa forma ma przyjść w czerwcu przyszłego roku. Będzie presja, ale ja to lubię. Pierwszy mecz w Warszawie na Narodowym, kadra jest młoda i niedoświadczona, ale ja galarety przy hymnie nie mam.
rozmawiał w Grodzisku Wielkopolskim Michał Kołodziejczyk
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA