fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

Zakazana piosenka

Przed wojną Anna Jachnina wiodła spokojne i szczęśliwe życie. Udane małżeństwo, narodziny córki (na zdjęciu na spacerze w Ogrodzie Saskim).
archiwum rodzinne
„Siekiera, motyka, bimber, szklanka/W nocy nalot w dzień łapanka” – te słowa znają wszyscy, ale kto je napisał, przez wiele lat pozostawało zagadką. Dziś nie ma już wątpliwości, że autorką tej rymowanki była Anna Jachnina, a ich powstanie związane było ściśle z działalnością Biura Informacji i Propagandy Armii Krajowej
Rok 1942. Zima. Oświęcim. Chore na tyfus więźniarki w gorączce czołgają się po ziemi, usiłując znaleźć coś do picia. Jedne umierają na progu baraków, silniejsze nieco dalej – ich ciała „Numery", mające jeszcze trochę siły, pod czujnym okiem strażników składają na kupki. Te upiorne stosy stoją nawet po kilka dni, zanim Niemcy pogrzebią je w płytko wykopanych dołach. Nie spieszy im się – zdarza się, że zgwałcą na nich tę czy inną kobietę.
W takiej właśnie scenerii, w głowie jednej z więźniarek – ni stąd, ni zowąd –  słowa zaczynają składać się w rymy: „Po Auszwicu sobie chluptam – patrzę trup tu, patrzę trup tam/Wszędzie trupy, trupów stosy, szczury zjadły uszy, nosy...".

Siekiera, motyka...

Kim jest osoba, która ucieka od potworności w świat niemalże groteski i opisuje horror za pomocą dziecinnej rymowanki? Cóż, tą samą postacią, która kilka miesięcy wcześniej, głodując i marznąc w okupowanej Warszawie, wymyśliła najpopularniejszą, ale i chyba najbardziej optymistyczną  polską piosenkę tamtego okresu.
Niemcy byli stale w napięciu, dowcip podważał ich pewność siebie, poczucie wyższości. A im większe były ucisk i terror, tym dosadniejsza stawała się satyra
„Ulica Francuska w Warszawie, zima, mróz w mieszkaniu i we mnie. Straszliwy głód. Otrzymałam właśnie polecenie napisania tekstów. Ołówek wypadał ze zgrabiałych rąk, mózg zamarzał. Nie było światła, tylko jakiś knocik, lampeczka. Chyba właśnie wtedy – już dokładnie nie pamiętam – powstała piosenka: „Siekiera, motyka, piłka, szklanka, w nocy nalot, w dzień łapanka" – tak w 1975 roku na łamach „Głosu" wspominała okoliczności jej powstania pani Anna Jachnina.
Mimo pojawiających się tu i ówdzie wypowiedzi, w których przyznawała się do napisania piosenki, oficjalnie autor „Siekiery, motyki" do dziś pozostaje nieznany.
Sytuacja ta zaczęła się zmieniać w 2010 roku, kiedy do bydgoskiego mieszkania zmarłej w 1996 roku Jachniny sprowadził się jej wnuk Wojtek Jachna i towarzyszka jego życia Justyna Górska.
– Kiedy wraz z Wojtkiem wprowadziliśmy się do mieszkania, zastałam pokój pełen pamiątek po babci. Kartony dokumentów, rzeźby, meble, bibeloty ludowe... z powodu braku czasu wszystko to złożyliśmy w piwnicy – wspomina Górska. – Jednak pewnej niedzieli zaszyłam się w piwnicy i dosłownie zatopiłam się w dokumentach, papierach, teczkach... Była tego taka ilość, że trudno było przejrzeć to wszystko w kilka godzin. To, co odnalazłam w tych zbiorach, przerosło jednak moje najśmielsze oczekiwania.
Pani Justyna posegregowała materiały. Były tam wytyczne dla potomnych, listy z Auschwitz, biografie artystów ludowych i korespondencja z nimi, prywatne listy z czasów wojny, kilkaset scenariuszy audycji radiowych, pamiętnik z Oświęcimia spisany już w Szwecji...
– Między tymi materiałami były artykuły z magazynu „Czas" i „Kuriera Ilustrowanego", a w nich wywiady z babcią, w których spokojnie opowiada, jak napisała  „Siekierę, motykę" – dodaje Górska. – To było strasznie emocjonalne przeżycie. Nagle list po liście, teczka po teczce poznawałam życie kobiety, prababci mojego syna, która mimo swoich traumatycznych przeżyć potrafiła odnaleźć sens w życiu.

Ktoś podpisany X.Y.

Postać Anny Jachniny stała się dla Justyny Górskiej obsesją. Zaczęła przeglądać książki, czytać artykuły historyczne. Szukać wszystkiego, co mogłoby się w jakikolwiek sposób z nią wiązać. Tym sposobem trafiła na publikacje profesora Tomasza Szaroty, autora m.in. „Okupowanej Warszawy dnia codziennego".
W jednej z jego prac znalazła fragment o „Pamiętniku z oblężenia Warszawy" autorstwa kogoś podpisanego X.Y.
– To był jeden z konspiracyjnych pseudonimów babci – mówi Górska. – Zadzwoniłam do profesora Szaroty. Byłam ciekawa, czy może ma to wydawnictwo, czy wie o babci coś więcej. Był zaskoczony, a informację o tym, że to „Hanka" (kolejny konspiracyjny pseudonim Jachniny – przyp. red.) napisała „Siekierę, motykę", uznał za rewelację. To dzięki niemu sprawą babci zainteresował się bydgoski IPN.
Ani Instytut Pamięci Narodowej, ani prof. Szarota nie mają dziś wątpliwości, że to właśnie Jachnina była autorką „Siekiery, motyki". Dość przypomnieć, że w najnowszym, czwartym wydaniu „Okupowanej Warszawy dnia codziennego" Szarota napisał jednoznacznie: „Jedną z najpopularniejszych piosenek okupowanej Warszawy była »Siekiera, motyka«. Jej odmiana okupacyjna powstała jesienią 1942 r., potem piosenka kilkakrotnie ulegała przekształceniom, dochodziły coraz to nowe zwrotki, wykonawcy śpiewali ją w różnych wersjach, chyba często wprowadzając własne innowacje. Dopiero przygotowując do druku obecne, czwarte wydanie dowiedziałem się, kto był autorem słów owego ulicznego »przeboju«. Napisała je Anna Jachnina, współautorka konspiracyjnej broszury »Anegdota i dowcip wojenny«, na zlecenie szefa komórki »Sztuka« (Biura Informacji i Propagandy AK – przyp. red.) – Aleksandra Kamińskiego z przeznaczeniem dla śpiewaków ulicznych. Tekst piosenki opublikowano pierwszy raz w zbiorku »Posłuchajcie, ludzie...« w lutym 1943 roku".
W momencie, gdy kończono jego druk, Jachnina od trzech miesięcy była w Auschwitz.
Źródło: Życie Warszawy
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA