fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Stefan Kisielewski bez postumentu

Widywałem go w latach 80. Na półlegalnych spotkaniach opowiadał to, co zawsze – że chciałby mieć telefon na Kreml, że to, co się dzieje w PRL z gospodarką, to nie kryzys, lecz rezultat, że „Solidarność" jest zbyt robotnicza i w związku z tym zachowa nam socjalizm.
Podziwiany za upór, niezależność, za odwagę. Wyszczekany pismak i erudyta w jednej osobie, pobity w 1968 roku za śmiałe wystąpienia. Jak byśmy dziś powiedzieli, postać „kultowa".

Mija 100 lat od urodzin Stefana Kisielewskiego – Kisiela. Mija w momencie, kiedy dorobek jego dawnego środowiska, grupy Znak i redakcji „Tygodnika Powszechnego", zaczyna podlegać reinterpretacjom – pierwszym sygnałem jest książka Romana Graczyka „Cena przetrwania". Naturalnie Kisiel wybroni się najlepiej – jako ten, który wierzgał mocniej niż inni, a do kolegów miał pretensje pokrywające się z uwagami dzisiejszych „rewizjonistów".

Ale i Kisielowi należą się, niekoniecznie w okolicznościowych artykułach, ale w debacie, oceny wszechstronne. Andrzej Friszke pisze w Kisielowej wkładce do „Tygodnika Powszechnego": „Dziś modne są ideologiczne tezy, wedle których z komunistami trzeba było albo walczyć, albo kolaborować". Takie głosy się naprawdę pojawiają. Ale też profe...
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA