fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Ekonomia

Gdzie leżą przyczyny kryzysu

Europa zmaga się z kolejnymi odsłonami kryzysu gospodarczego. Coraz głośniej stawiane jest pytanie, kto na to pozwolił?
Jak to możliwe, że w erze tak ścisłej kontroli ze strony międzynarodowych instytucji finansowych zatrudniających tysiące najlepszych analityków nikt nie zauważył nierozważnej polityki banków i rządów i oznak zbliżającego się kryzysu?
W ogniu krytyki znalazły się ostatnio dwie potężne instytucje: Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Europejski Bank Centralny. Ten pierwszy zlecił nawet analizę popełnionych błędów, którą sporządził Moises Schwarz, meksykański ekonomista mianowany przez waszyngtońską instytucję na szefa Independent Evaluation Office.
Schwarz i jego ludzie przeprowadzili setki wywiadów, żeby sprawdzić, jak do tego doszło. Wnioski Meksykanin przedstawił w Brukseli w czasie fascynującej debaty zorganizowanej przez instytut Bruegel.
– Nie było żadnej presji politycznej ani ze strony władz MFW, ani ze strony udziałowców na ukrywanie prawdy. Nie brakowało też danych – mówił Schwarz.
Mimo wielu starań nie udało się wykryć spisku. Prawda okazała się banalna i porażająca: niewydolność wielkiej instytucji i rutyna jej pracowników sprawiły, że nikt nie zauważył zbliżającego się kryzysu.
Jak mówił meksykański ekonomista, te same sygnały w przypadku gospodarki krajów rozwijających się z pewnością spotkałyby się z odzewem MFW. Ale nikomu nie przyszło do głowy, że taki klasyczny kryzys bańki spekulacyjnej uderzy w USA i inne kraje rozwinięte.
Autocenzura, niechęć do przebijania się z oryginalnymi tezami przeczącymi głównej linii prezentowanej przez instytucję, mentalność „silosowa", czyli brak współpracy między działami. Do tej pory można byłoby uważać, że oryginalne i niekonwencjonalne myślenie i niechęć do hierarchicznej struktury to warunek sukcesu w biznesie, szczególnie w innowacyjnych branżach gospodarki. Bez niego firma wypada z rynku. Przykład MFW pokazuje, że brak tych cech w wielkiej strukturze biurokratycznej może mieć znacznie poważniejsze konsekwencje i przyczynić się do globalnego kryzysu.
Na razie na samoocenę nie zdecydował się EBC. A warto byłoby, bo przecież nadzorowane przez niego systemy bankowe w krajach strefy euro popełniły katastrofalne błędy.
Niespotykaną do tej pory krytykę EBC wygłosił w London School of Economics były ambasador UE w USA John Bruton. Ten niezwykle ceniony emerytowany dyplomata i były premier Irlandii zarzucił frankfurckiej instytucji, że pozwoliła na nierozważną politykę inwestycyjną banków brytyjskich, niemieckich, francuskich czy belgijskich, które napompowały bańkę spekulacyjną na rynku nieruchomości w Irlandii czy Hiszpanii. Europa, ratująca dziś Irlandię, faktycznie ratuje przed upadkiem swoje banki zaangażowane tam na dużą skalę.
– Gdzie był EBC, gdy system bankowy Irlandii rósł w siłę, by osiągnąć skrajnie niebezpieczny poziom 300 procent produktu krajowego brutto? – pyta Bruton. Może tam, gdzie MFW: zamknięty w silosowej mentalności i broniący się przed informacjami, które zburzyłyby jego wizję eurorzeczywistości.
Skoro nie pomogły ani MFW, ani EBC, to pytanie, czy kolejne nowe instytucje, w tym cztery europejskie nadzory, uchronią nas przed kryzysem w przyszłości.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA