fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Mundurowi

Ekstra kasa dla rezerwistów

Zgodnie z planami w tym roku w NSR miało służyć 20 tys. osób. Zgłosiło się jednak zaledwie 5 tys. Na zdjęciu szkolenie przygotowawcze dla żołnierzy kandydujących do służby w NSR w Biedrusku koło Poznania w październiku 2010 r.
Fotorzepa, Darek Golik DG Darek Golik
MON chce skusić ochotników do Narodowych Sił Rezerwowych dodatkowymi pieniędzmi
 
Ochotnicy, którzy zgłosili się do Narodowych Sił Rezerwowych, do tej pory mogli liczyć tylko na wynagrodzenie za miesiąc ćwiczeń na poligonie (odbywają się raz w roku).
To, w zależności od stopnia wojskowego, oznacza od 2,5 tys. do 4,5 tys. zł.
Teraz minister obrony Bogdan Klich zdecydował o dodatkowych pieniądzach dla nich. Będą raz do roku otrzymywać ok. 2 tys. zł.
Mają to być pieniądze za tzw. dyspozycyjność i podtrzymywanie umiejętności zdobytych podczas szkoleń wojskowych.
Informacje takie udało nam się nieoficjalnie potwierdzić w kilku niezależnych źródłach.
Wczoraj „Rzeczpospolita" pytania w tej sprawie wysłała do rzecznika prasowego resortu obrony narodowej Janusza Sejmeja i gen. Bogusława Packa, doradcy ministra Bogdana Klicha. Odpowiedzi jednak nie otrzymaliśmy.
O potrzebie przyznania żołnierzom NSR dodatkowej gratyfikacji finansowej mówił pod koniec lutego m.in. gen. Stanisław Koziej, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego. – NSR to formacja nieatrakcyjna, głównie finansowo, dla ludzi, którzy stanowiliby dla niej realną wartość – stwierdził gen. Koziej na portalu Rmf24.pl.
Jak nieoficjalnie dowiedziała się „Rz", za dodatkowym finansowaniem tej służby opowiadał się też od samego początku szef Sztabu Generalnego gen. Mieczysław Cieniuch. Resort obrony długo jednak bronił się przed podjęciem takiej decyzji.
 
 
MON optymistycznie zakładało, że ochotnicy do służby w Narodowych Siłach Rezerwowych będą szturmować bramy koszar. Życie jednak szybko zweryfikowało te nadzieje.
Po reformie armii w tym roku w wojsku miało służyć 100 tys. żołnierzy zawodowych i 20 tys. w ramach NSR. Ze znalezieniem tych ostatnich armia wciąż ma duży kłopot.
Do tej pory do Narodowych Sił Rezerwowych wstąpiło ok. 5 tysięcy osób.
Oznacza to, że przez najbliższe dziesięć miesięcy musi się znaleźć ponad 15 tys. ochotników.
Jeszcze w 2010 r. resort chciał namówić do służby w tym korpusie wyłącznie byłych żołnierzy. Okazało się, że nie są oni nią zainteresowani.
Ministerstwo zdecydowało się więc na szeroko zakrojoną akcję promocyjno-reklamową. Jednak mimo kampanii w mediach chętnych do NSR wciąż jest niewielu.
 
 
W październiku 2010 r. armia uruchomiła tzw. służbę przygotowawczą dla osób, które wcześniej nie służyły w wojsku. MON zmieniło też niektóre przepisy, by ułatwić przyjmowanie do tej służby. Chętni nie muszą już dostarczać niektórych dokumentów do wojskowych komend uzupełnień. Nie będą też ponosić kosztów związanych z dostarczeniem aktualnej informacji z Krajowego Rejestru Karnego. Ochotnik wraz z zawarciem z dowódcą jednostki kontraktu na służbę w NSR otrzyma też tzw. kartę przydziału kryzysowego. Nie będzie więc musiał dodatkowo stawiać się w wojskowej komendzie uzupełnień. Szef MON zdecydował też niedawno, że NSR będą przepustką do zawodowej służby wojskowej.
Czy dołożenie pieniędzy za służbę podziała? Zdaniem rozmówców „Rz" zabiegi MON idą w dobrym kierunku. – Szkoda tylko, że od razu nie przygotowano w ten sposób programu Narodowych Sił Rezerwowych – dodają.
 
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA